sekretnezycie1

Noc w muzeum sztuki – nie tylko dla melomanów

20.01.2021, Ewelina Kucharska

W ubiegłą sobotę, 16 stycznia, Teatr Wielki – Opera Narodowa we współpracy z Polską Operą Królewską, zaprezentowały koncert inscenizowany „Sekretne życie obrazów”. Przyznam, że od samego początku byłam pozytywnie nastawiona do tego wydarzenia. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że dwie duże instytucje kultury ściśle współpracowały ze sobą, a z takich połączeń często wynika coś oryginalnego, co przykuwa uwagę publiczności. Po drugie, jak już pisałam w swoim artykule, zachwyciłam się programem koncertu, gdyż rzadko mamy okazję wysłuchać koncert arii z oper trzech wielkich barokowych twórców: Haendla, Vivaldiego i Monteverdiego.

Scenariusz do spektaklu napisała Ewa Rucińska, która jest także reżyserką przedstawienia. Pomysł na połączenie kolejnych utworów był z pozoru bardzo prosty: akcja rozgrywa się w muzeum sztuki, gdzie po zapadnięciu zmroku obrazy zaczynają ożywać. Widz rozpoczyna podróż po największych dziełach barokowych malarzy, a przedstawione w dziełach historie zazębiają się ze sobą na wzór ogniw łańcucha. Na pozór banalna koncepcja jest jednak trudna do wykonania.

Sekretne życie obrazów, fot. Krzysztof Bieliński, Polska Opera Królewska

Na szczęście Ewie Rucińskiej udało się połączyć wątki w różnorodny sposób, a to przechodząc od obrazu sztormu do sielankowego krajobrazu dzięki rozbitce, to znowu dzięki umieszczaniu obrazów w bliskim sąsiedztwie. Sala z malarstwem Velázqueza skradła moje serce – na jednym płótnie portret Marianny Austriackiej, na drugim Filip IV, postacie są sobą tak zainteresowane, jakby poza nimi świat nie istniał. Wychodzą więc z obrazów, aby poflirtować, a widz ma okazję usłyszeć arie L’alma mia fra le tempeste (Agrippina) oraz Sorge infausta une procella (Orlando). Zabieg genialny, za co Ewie Rucińskiej należą się ogromne brawa. Bez zdradzania szczegółów dodam, że wszystkie te drobne historie postaci z obrazów muzealnych sal w finale się łączą.

Projekcje video Piotra Majewskiego to kolejny powód do obejrzenia spektaklu. Właściwie bez nich cały koncert nie robiłby takiego wrażenia. Przyjemne dla oka były także kostiumy autorstwa Elżbiety Tolak, chociaż niektóre znacznie odbiegały od kostiumów postaci z obrazów. Nie mam nic przeciwko temu, aby artyści tworzyli własne koncepcje, zamiast naśladować wzorce, jednak w moim odczuciu pomieszanie kostiumów dokładnie odwzorowujących te z obrazów z autorskimi było po prostu niespójne.

Sekretne życie obrazów, fot. Krzysztof Bieliński, Polska Opera Królewska

Od strony muzycznej koncert wypadł znakomicie. Zespół Instrumentów Dawnych Polskiej Opery Królewskiej Capella Regia Polona pod batutą Krzysztofa Garstki wspaniale towarzyszył solistom Akademii Operowej Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, którzy to swoje postacie kreowali na naprawdę wysokim poziomie, zarówno wokalnym, jak i aktorskim. Warto w najbliższych latach obserwować rozwój karier młodych artystów, gdyż talentu odmówić im nie można. Moim zdaniem na szczególne wyróżnienie zasługuje miłosny trójkąt z obrazów List miłosny oraz Zakochani w parku François Boucher’a: sopranistka Inna Fedoriiy, mezzosopranistka Nataliia Kukhar i tenor Mykhailo Kushlyk.

Sekretne życie obrazów, fot. Krzysztof Bieliński, Polska Opera Królewska

„Sekretne życie obrazów” to uczta nie tylko dla uszu, ale także oczu. Melomani zachwycą się muzyką, a wielbiciele malarstwa będą mogli podziwiać obrazy mistrzów w ich niecodziennym wydaniu. Co więcej, w końcu poznamy odpowiedź na pytania czego dowiedziała się z listu Dziewczyna czytająca list Vermeera i kto złapie pantofelek panny z obrazu Huśtawka Fragonarda.

Sekretne życie obrazów, fot. Krzysztof Bieliński, Polska Opera Królewska

Inscenizowany koncert „Sekretne życie obrazów” jest dostępny online na VOD Teatru Wielkiego – Opery Narodowej do 24 stycznia.