reklamaspot_img

Akademia Muzyczna w Katowicach uhonorowała Piotra Beczałę

Wybitny tenor otrzymał tytuł Doktora Honoris Causa, najwyższe odznaczenie, jakie może otrzymać artysta od swojej alma mater. Ceremonię w wypełnionej po brzegi sali poprzedził krótki recital.

„To jest taki dzień, o którym marzy każdy artysta. Który pracuje, działa. Dziękuję za uznanie. Za to, że mogłem się z państwem podzielić moim śpiewem, tym, co robię na co dzień”. Tymi słowami Piotr Beczała wyraził wdzięczność za zaszczytny tytuł Doktora Honoris Causa, nadany mu przez Akademię Muzyczną im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Nieczęsto śpiewak operowy spotyka się z takim wyróżnieniem. Jest ono owocem długiej, artystycznej ścieżki, wydeptanej ciężką pracą, często pełnej wyrzeczeń, pokory, determinacji i nieustannej chęci samodoskonalenia.

Piotr Beczała jest kolejnym po Janie Kiepurze i Wiesławie Ochmanie polskim tenorem, który zdobył najważniejsze sceny operowe świata. Od La Scali, poprzez Bayreuth, San Francisco, Wiedeń, a wreszcie ponad 120 spektakli zaśpiewanych na scenie nowojorskiej Metropolitan Opera. To najpiękniejsze, autentyczne świadectwo jego talentu oraz uznania, jakie zyskał na całym świecie. Uznanie to zapewniła mu także niezwykła wprost skromność. Ujawnia się ona u artysty w każdej, nawet najkrótszej rozmowie. Także w oszczędnym, lecz pełnym szczerej radości przemówieniu, jakie wygłosił w trakcie uroczystości.

Piotr Beczała © Karolina Sałajczyk

Ceremonię poprzedził krótki, bardzo osobisty recital wykonany dla czystej przyjemności śpiewania. Beczała zaprezentował w nim imponującą rozpiętość repertuarową i wszystkie atuty swojego głosu. Ten nieprzerwanie od lat brzmi świeżo i niesłychanie czysto, zachwycając przy tym perfekcyjną techniką i piękną barwą. Zupełnie jak podczas pamiętnego występu artysty w „Łucji z Lammermoor” na scenie Metropolitan Opera w 2013 roku, po którym jego kariera nabrała rozpędu.

W katowickiej auli, przy akompaniamencie prof. Grzegorza Biegasa na fortepianie, Beczała rozpoczął od wzruszającej, rzadko pojawiającej się na polskich scenach arii „Quando le sere al placido” z „Luizy Miller” Verdiego. Z wykonanego kolejno, poetyckiego monologu tytułowego bohatera opery „Andera Chenier” Umberto Giordano – „Un dì, all’azzurro spazio”, śpiewak płynnie przeszedł w repertuar francuskojęzyczny. Arię Don José „La fleur que tu m’avais jetée” artysta zadedykował swojej żonie Katarzynie. Towarzyszy mu ona przez cały okres jego kariery i jest dla niego bezcennym wsparciem. Zaś „Arię z kurantem” ze „Strasznego dworu” Moniuszki, Beczała skierował do swojej matki, Janiny.

Zaskoczeniem okazał się jeden z bisów – pieśń Sergiusza Rachmaninowa „Wiosenne wody”, wykonana w oryginalnej, rosyjskiej wersji językowej. „Zaśpiewam dziś w niepopularnym języku”, wyznał śpiewak, zapowiadając utwór. „Należy jednak pamiętać, że jest to przede wszystkim język Puszkina, Czajkowskiego, Rachmaninowa, a nie Putina” – argumentował, odnosząc się do panujących od kilku miesięcy sankcji na rosyjską kulturę, w tym kompozytorów. Zgromadzona publiczność z zapartym tchem i w absolutnym skupieniu wysłuchała tej przepełnionej nadzieją, czarownej pieśni w wykonaniu tenora i nagrodziła go gromkimi brawami.

© Karolina Sałajczyk

Po uroczystym odśpiewaniu przez chór hymnu „Gaudeamus igitur”, laudację wygłosił profesor Jan Ballarin. To właśnie u niego Beczała szlifował swój talent będąc studentem Akademii. Zaś tytuł Doktora Honoris Causa, śpiewak odebrał z rąk prof. dr hab. Ewy Biegas, Dziekana Wydziału Wokalno-Aktorskiego.

Aula wypełniona była po brzegi nie tylko pracownikami akademickimi, lecz także koleżankami i kolegami artysty z okresu studiów, przyjaciółmi, członkami rodziny. Także wielbicielami jego talentu oraz artystami z teatrów operowych i filharmonii z całej Polski. Jak podkreślił Beczała podczas swojego krótkiego przemówienia, „To jest piękny zawód – zawód muzyka, zawód artysty. Ostatnio ktoś bardzo mądry powiedział: szczęśliwy ten, który kocha to co robi, ponieważ nie przepracuje ani jednego dnia w życiu.”

reklamaspot_img

Również popularne