REKLAMA

Charleston kontra czardasz. „Księżna Chicago” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym

Jazzowa Ameryka spotyka nostalgiczny Wiedeń, charleston mierzy się z czardaszem, a nowoczesność z tradycją. „Księżna Chicago” Imre Kálmána – operetka niezwykła, wyprzedzająca swoje czasy – powróciła na scenę Mazowieckiego Teatru Muzycznego jako barwne, rozbuchane widowisko, w którym kicz sąsiaduje z liryzmem w zwariowanej wizji Michała Znanieckiego.

Nowoczesna milionerka z Chicago, uwielbiająca jazz i taniec, przybywa do zrujnowanej Europy i zakochuje się w księciu Sándorze Borisie – arystokracie żyjącym wspomnieniami dawnej świetności, zakochanym w walcu i tradycji. Zderzenie dwóch światów: nowoczesności z historią, jazzu i charlestona z czardaszem i walcem, prowadzi do pasjonującej opowieści pełnej konfliktów, zwrotów akcji i nieoczywistych wyborów. Z tej – niemal baśniowej – historii rodzi się happy end, choć tytułowa bohaterka „Księżnej Chicago” pozostaje postacią autonomiczną, silną i niezależną. Charyzmatyczna, walcząca, zdeterminowana kobieta to zresztą nieodłączny element gatunku operetki.

„Księżna Chicago” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym. Scena zbiorowa © Krzysztof Bieliński
„Księżna Chicago” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym. Scena zbiorowa © Krzysztof Bieliński

„Księżna Chicago” jest dziełem wyjątkowym: po raz pierwszy tak wyraźnie splatają się w nim zaczątki jazzu z innymi stylami muzycznymi. Imre Kálmán marzył o wystawieniu swojej operetki w Nowym Świecie, jednak Broadway i hollywoodzka Fabryka Snów nie zaakceptowali tej propozycji.

Można się zastanawiać, dlaczego ten tytuł nie zawojował świata. Być może przyczyną była nadmierna chęć schlebienia wielu gustom naraz – a przecież ten, kto chce podobać się wszystkim, często nie podoba się nikomu. Kálmán kompozycyjnie wyruszył tu w nowe muzyczne rejony i połączył je w efektowny, choć ryzykowny miszmasz jazzu, charlestona i wiedeńskiego walca.

Operetka pełna jest przebojowych numerów – kilka z nich mogłoby śmiało konkurować z legendarnym utworem „Usta milczą, dusza śpiewa” z „Wesołej wdówki” Franza Lehára. Zachwycają duety protagonistów: „Książę mój, wybacz mi” czy „Walc zakochanych”, ale także partie solowe. Mary Lloyd olśniewa w „Slowfoxie od Mary”, a Sándor Boris wzrusza „Piosenką wiedeńską” i „To były czasy”, wszyscy odnajdują się w wielkoformatowych scenach zbiorowych.

„Księżna Chicago” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym. Scena zbiorowa © Krzysztof Bieliński
„Księżna Chicago” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym. Scena zbiorowa © Krzysztof Bieliński

W Polsce „Księżnę Chicago” wystawiano blisko sto lat temu – w 1929 roku. W partię tytułową wcielała się Xenia Grey, bohaterka fascynującej książki Bogusława Kaczyńskiego „Księżniczka Chicago. Dawnych wspomnień czar” (1993).

W Mazowieckim Teatrze Muzycznym powstało widowisko zwariowane, barwne i świadomie przerysowane. To świat z bajki, który w operetce sprawdza się znakomicie, choć w teatrze dramatycznym mógłby razić scenicznym przeładowaniem. Inscenizacja Michała Znanieckiego – jak często u tego reżysera – nie unika kiczu i estetycznego nadmiaru. Jest impresyjna, nastawiona na zabawę, a nie na teatralne katharsis; pełna, gęsta, momentami jest tu „wszystko wszędzie naraz”. Ale druga część, a zwłaszcza finałowe sceny, przynoszą oddech i liryzm. Wtedy szczególnie wybrzmiewa kruchość tytułowej bohaterki, wtedy też przestaje ona udawać, że jest zakochana w księciu, ale przede wszystkim zafascynowana kulturą Starego Świata Węgier. Stylowe, mocno osadzone w duchu epoki są kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej oraz scenografia Luigiego Scoglio – razem tworzą spójny, efektowny obraz.

Arnold Rutkowski jako Książe Sandor. „Księżna Chicago” Imre Kálmána w Mazowieckim Teatrze Muzycznym © Krzysztof Bieliński
Arnold Rutkowski jako Książe Sandor. „Księżna Chicago” Imre Kálmána w Mazowieckim Teatrze Muzycznym © Krzysztof Bieliński

Dzieło Kálmána opiera się na starciu dwojga bohaterów: Miss Mary i księcia Sándora, którzy są niemal nieustannie obecni na scenie. Ich partie są gigantyczne, to do nich należy partytura: śpiewają arie, ale przede wszystkim tworzą wielki duet miłosny – pełen zalotnych przekomarzań, dumy i rozpaczy. To trochę szekspirowskie „Poskromienie złośnicy”, a trochę „Tristan i Izolda” – rolę magicznego napoju miłosnego przejmuje czardasz, którym bogata Amerykanka zostaje zahipnotyzowana. To także opowieść o spotkaniu i możliwym pojednaniu kultur – jazzu i czardasza, które mogą się przenikać i wspierać, rozgrywając się na tle wszechobecnego, niepokonanego wiedeńskiego walca.

Magdalena Stefaniak jako Miss Mary Lloyd, Księżna Chicago © Krzysztof Bieliński
Magdalena Stefaniak jako Miss Mary Lloyd, Księżna Chicago © Krzysztof Bieliński

Mazowiecki Teatr Muzyczny zaprosił do produkcji artystów operowych swobodnie poruszających się między różnymi technikami wokalnymi. Tenor Arnold Rutkowski jako Sandor wspaniale balansował między śpiewaniem operowym i rozrywkowym. W jego interpretacji było przede wszystkim serce, brzmiał pięknie belcantowo i swobodnie, z wzorcową artykulacją – można było zrozumieć każde słowo. Magdalena Stefaniak w partii tytułowej zachwyciła scenicznym artyzmem i aktorskim temperamentem. Perfekcyjnie oddała postać Amerykanki mówiącej po polsku z charakterystycznym akcentem i celowo „kaleczącymi” język rozwiązaniami. Całość spajała pełna czułości opieka orkiestrowa Krzysztofa Herdzina, który jest także autorem aranżacji. Warto podkreślić nową, odświeżoną wersję tłumaczenia autorstwa Magdaleny Sowińskiej.

Arnold Rutkowski (Książe Sandor) i Zuzanna Caban (Rosemarie) © Krzysztof Bieliński
Arnold Rutkowski (Książe Sandor) i Zuzanna Caban (Rosemarie) © Krzysztof Bieliński

Pozostała obsada – zwłaszcza druga para kochanków – została wyraźnie zarysowana, zgodnie z konwencją operetki. Wojciech Dzwonkowski stworzył charyzmatycznego, niemal demonicznego Bondy’ego, a Zuzanna Caban jako Rosemarie ujęła krystalicznym głosem i znakomitym portretem „seconda donna”. Świetni byli także bohaterowie drugiego planu: Martin Filipiak (Bojazowitz, minister finansów), Marta Florek (Maud), Monika Łopuszyńska (Edith) i Monika Pierzchała (Lilian), a także Ryszard Remiszewski (Charlie Fox, podstępny producent z Hollywood”).

Wojciech Dzwonkowski (James Bondy) © Krzysztof Bieliński
Wojciech Dzwonkowski (James Bondy) © Krzysztof Bieliński

Jedynym poważnym mankamentem pozostaje akustyka Kina Praha – nagłośnienie zniekształca brzmienie orkiestry i głosów solistów, czyniąc przekaz muzyczny zbyt agresywnym. To problem, nad którym Mazowiecki Teatr Muzyczny zdecydowanie powinien się pochylić.

„Księżna Chicago” w MTM okazała się prawdziwym świętem operetki. Dzięki tej realizacji legendarne dzieło bohaterka Kálmána wraca na scenę jako dzieło epokowe, odważne i zaskakująco aktualne. Kolejne spektakle zapowiedziano już na początku 2026 roku.

Arnold Rutkowski jako Książe Sandor. „Księżna Chicago” Imre Kálmána w Mazowieckim Teatrze Muzycznym © Krzysztof Bieliński
Arnold Rutkowski jako Książe Sandor. „Księżna Chicago” Imre Kálmána w Mazowieckim Teatrze Muzycznym © Krzysztof Bieliński
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne