REKLAMA

Głosy wielkiej sceny. Recitale wokalne w mediolańskiej La Scali

Poza premierami spektaklami z udziałem największych współczesnych gwiazd operowych, Teatro alla Scala pielęgnuje tradycję znacznie bardziej intymną – cykl „Recital di canto e pianoforte”, należący do stałego zestawu cykli koncertowych mediolańskiego teatru. To właśnie w tym intymnym cyklu najwybitniejsi śpiewacy świata odsłaniają głos w dialogu jedynie z fortepianem (a czasem z kwartetem smyczkowym).

„Recital di canto” jest jednym z abonamentowych cykli koncertowych La Scali, obok serii symfonicznych i koncertów orkiestr gościnnych. W sezonie odbywa się zwykle od pięciu do siedmiu recitali, a bilety na te wieczory cieszą się ogromnym powodzeniem. Dla melomanów to okazja, by usłyszeć ulubionych śpiewaków w wyjątkowych programach, bardzo często w utworach spoza kanonu operowego.

W ostatnich pięciu sezonach scena La Scali gościła czołówkę światowych wokalistów. Koncertowali tu m.in. Anna Netrebko, Joyce DiDonato, Elīna Garanča, Juan Diego Flórez, Ludovic Tézier, Christian Gerhaher, Michael Volle, Renée Fleming, Ildar Adbrazakov, Lisette Oropesa, Rosa Feola.

Podczas recitali śpiewakom partnerują pianiści-kameraliści specjalizujący się w repertuarze wokalnym. W cyklu wystąpili m.in. Vincenzo Scalera, Malcolm Martineau, Helmut Deutsch, Lukas Geniušas, Mzia Bachtouridze czy Evgeny Kissin. Warto zauważyć, że część koncertów odbywa się z udziałem Teatro alla Scala String Quartet.

W odsłonie cyklu 2025-26 zaplanowano recitale m.in. Asmik Grigorian i Karla – Magnusa Fredrikssona (19 października 2025), Benjamina Bernheima (22 listopada 2025), Juana Diego Flóreza (25 stycznia 2026), Mariny Rebeki (9 marca 2026) Jakuba Józefa Orlińskiego (7 czerwca 2026) , Francesco Meli i Luci Salsi (21 czerwca 2026) .

Erwin Schrott w La Scali © Brescia e Amisano | Teatro alla Scala
Erwin Schrott w La Scali © Brescia e Amisano | Teatro alla Scala

9 listopada 2025 roku miałam okazję wysłuchania na żywo recitalu Erwina Schrotta.

Kiedy ten artysta wchodzi na scenę, nie ma wątpliwości, że to właśnie on jest centrum uwagi. Tak było kilka lat temu na jego wyjątkowym koncercie w Operze Wrocławskiej, w której pojawił się na zaproszenie Mariusza Kwietnia ówczesnego dyrektora artystycznego. I tak było w La Scali. Ten urugwajski bas-baryton łączy południowy temperament z elegancją włoskiej szkoły wokalnej i wspaniałą swobodą sceniczną. Moim zdaniem należy do grona artystów, o których mówimy, że urodzili się by być na scenie.

Na fortepianie towarzyszył mu włoski pianista Alessandro Amoretti, z którym łączy go systematyczna współpraca. Muszę przyznać, że kiedy przeczytałam zapowiedź koncertu, program nie wzbudził mojego entuzjazmu i wahałam się czy warto jechać do Mediolanu. Żałowałam, że nie usłyszę popisowych partii Schrotta (np. Don Giovanni, Scarpia)… Dziś mogę powiedzieć, że wyjazd był udany i nie żałuję wizyty w La Scali choć mam poczucie pewnego niedosytu.

Recital rozpoczęły utwory Cestiego i Cacciniego, perły wczesnej włoskiej monodii, w których głos śpiewaka został niemal nagi – podporządkowany słowu i emocji. Dalej Mozart – dwa kontrastowe utwory ukazujące kunszt wokalny Schrotta: zmysłowy duet głosu i fortepianu w „Per questa bella mano” i dramatyczna scena zdrady w „Così dunque tradisci”.

Alessandro Amoretti i Erwin Schrott w La Scali © Brescia e Amisano | Teatro alla Scala
Alessandro Amoretti i Erwin Schrott w La Scali © Brescia e Amisano | Teatro alla Scala

Następnie zabrzmiały utwory Franciszka Liszta pokazujące dwa oblicza kompozytora. Ekstatyczne w transkrypcji „Liebestod” z „Tristana i Izoldy” solowy popis pianisty i poetyckie w cyklu „Tre Sonetti di Petrarca”.

Trzecią część wieczoru wypełniła muzyka współczesna- cykl Jacques’a Iberta – „Chansons de Don Quichotte” wprowadził ton refleksyjny, czasem groteskowy: opowieść o idealizmie i klęsce, w której Schrott może wykorzystać swoją charyzmę aktorską i poczucie humoru. Kolejną pozycją programu był solowy występ pianisty- pełna melancholii „Mélodie” op. 3 nr 3 Sergiusza Rachmaninowa. Na finał zabrzmiały włoskie pieśni Francesco Paolo Tostiego –pełne nostalgii i emocjonalnej przesady, w których śpiewak pokazuje swoją najbardziej intymną stronę.

Schrott zbudował miniaturowy teatr uczuć, w którym każdy utwór to inna odsłona, inny akt. Nie tylko śpiewa – on opowiada historię miłości w całej jej rozpiętości: od barokowego uwielbienia, przez romantyczne uniesienie, aż po ironiczny „uśmiech” XX wieku. Schrott to bardzo świadomy śpiewak. Ma dobry warsztat, wie jak nawiązać kontakt z publicznością, którą zabawiał licznymi opowieściami po włosku. Ale przyznam szczerze, że o ile jego wcześniej przeze mnie wspomniany koncert we Wrocławiu mnie porwał, to w Mediolanie miałam poczucie niedosytu.

Alessandro Amoretti i Erwin Schrott w La Scali © Brescia e Amisano | Teatro alla Scala
Alessandro Amoretti i Erwin Schrott w La Scali © Brescia e Amisano | Teatro alla Scala

Dlaczego? Z jednej strony repertuar okazał się ciekawy, ale w moim odczuciu nie pozwalający artyście na pokazanie wszystkich możliwości głosu. Może dlatego na bis Schrott zaproponował wspaniałą arię Filipa z „Don Carlosa” Verdiego i porywające „Rojo tango”? Z drugiej – pianista, który partnerował mu momentami na granicy słyszalności instrumentu, trochę jakby sam grał recital , a nie był częścią większej całości. A może liczyłam na efekt WOW, a dostałam bardzo porządny koncert? A może wreszcie dlatego mam poczucie niedosytu bo 2 dni wcześniej trafiłam na genialny projekt Asmik Grigorian „A diva is born” w Rydze, który pozostawił mnie w zachwycie? Słuchając Grigorian miałam poczucie operowej totalności, to był teatr głos, emocji, opowiedzianej pięknej historii. A w Mediolanie wysłuchałam bardzo porządnego koncertu.

reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne