Tomasz Pasternak: Maestro, wraca Pan do „Halki” Stanisława Moniuszki. Czy dziś patrzy Pan na tę operę inaczej niż podczas pierwszego spotkania z tym dziełem? Co odkrył Pan przez te lata?
Fabio Biondi: Oczywiście, dziś patrzę na tę operę inaczej. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę pracować nad polską wersją „Halki”, ponieważ moje pierwsze spotkanie z tym dziełem odbyło się poprzez wersję włoską. Polska wersja niezwykle mnie porusza i ekscytuje, bo daje tej muzyce znacznie głębszy sens dramaturgiczny. Język polski ma w sobie charakterystyczny rytm, kolor i brzmienie, które sprawiają, że „Halka” staje się bardziej naturalna i prawdziwa wobec swojej wokalnej natury. To bardzo interesujące doświadczenie porównywać oba warianty. „Halka” w języku włoskim, o której tak marzył Moniuszko, miała otworzyć operze drogę do międzynarodowej publiczności, ale dopiero po polsku w pełni czuć relację z kulturą, społeczeństwem i polityczną ideą, którą kompozytor chciał przekazać.
Dramat „Halki” zmienia się w zależności od języka?
Tak, zdecydowanie. W wersji włoskiej historia przypomina bardziej typowy dramat romantycznej opery XIX wieku — opowieść prowadzącą bohaterkę ku desperacji i śmierci. To uniwersalny model dramaturgiczny, bliski Verdiemu czy Meyerbeerowi. Natomiast w wersji polskiej czujemy coś znacznie bardziej intymnego i zakorzenionego w konkretnym miejscu oraz historii. Ta opera przestaje być tylko romantycznym dramatem miłosnym, a staje się opowieścią o społeczeństwie, klasach i narodowej tożsamości. Dlatego polska wersja jest dla mnie bardziej fascynująca — mniej „międzynarodowa”, ale bardziej sensualna, prawdziwa i emocjonalna.

A różnice w dyrygowaniu?
W mojej opinii włoska wersja wymaga bardziej zdecydowanych, szybszych temp, natomiast polska potrzebuje większego oddechu, większego spokoju — szczególnie dla języka i psychologii postaci. To fascynujące doświadczenie móc obcować z obiema odsłonami tego dzieła.
Czy „Halka” jest operą belcantową? A może bliżej jej do weryzmu, ponieważ opowiada o dramacie zwykłych ludziach?
Nie, nie nazwałbym „Halki” operą belcantową. To zupełnie odrębny język muzyczny. Oczywiście można odnaleźć inspirację włoską melodyką, ale Moniuszko tworzy coś całkowicie własnego. Orkiestracja jest tutaj znacznie głębsza i bardziej wyrafinowana niż w klasycznym bel canto. Czuć wpływy tradycji niemieckiej, ale jednocześnie Moniuszko pozostaje niezwykle polskim kompozytorem — bardzo bliskim folklorowi, historii i lokalnej emocjonalności.
To właśnie mnie interesuje mnie najbardziej: Moniuszko znał włoską, francuską i niemiecką szkołę operową, ale mimo to stworzył muzykę całkowicie unikalną. W pewnym sensie był kompozytorem przeciwstawiającym się globalizacji opery. Ta muzyka jest generalnie całkowicie unikalna.
Dlaczego więc „Halka” nadal nie funkcjonuje w światowym repertuarze operowym?
Myślę, że problemem jest ignorancja. Niestety wielu ludzi odpowiedzialnych za świat opery po prostu nie zna Moniuszki. Dlatego nasze nagrania i praca nad promocją tej muzyki są tak ważne. Od lat próbujemy przekonać dyrektorów teatrów i organizatorów, że „Halka” czy „Paria” stoją na tym samym poziomie artystycznym co wielkie opery włoskie XIX wieku.
Dzisiejszy świat opery zbyt często opiera się na powtarzaniu tych samych tytułów. Organizatorzy boją się ryzyka, boją się o sprzedaż biletów. Ale kultura nie może być wyłącznie produktem marketingowym. Kultura jest językiem, pamięcią i historią. Publiczność powinna mieć możliwość odkrywania mniej znanych arcydzieł romantyzmu.

„Halka” jest operą bardzo współczesną, ponieważ opowiada nie tylko o miłości, ale również o nierównościach społecznych.
Absolutnie. To opera bardzo polityczna i niezwykle nowoczesna. Moniuszko pokazuje społeczeństwo podzielone klasowo i robi to również poprzez muzykę. To niesamowite, jak inaczej brzmi muzyka związana z biedniejszymi bohaterami, a jak inaczej odzwierciedlony jest świat arystokracji. Bogatsze warstwy społeczne mają muzykę bardziej pustą emocjonalnie, podczas gdy prawdziwa pasja i głębia znajdują się po stronie prostych ludzi.
Ten kontrast jest niezwykle inteligentny i dramatycznie bardzo mocny. Moniuszko wykorzystuje muzykę jako narzędzie społecznego komentarza. Także dlatego „Halka” pozostaje dziełem tak aktualnym.

Zna Pan twórczość Moniuszki niezwykle dobrze, nagrał Pan wszystkie jego opery. Która z dla Pana najważniejsza?
To trudne pytanie. Pod względem jakości muzycznej najwyżej stawiam „Parię”. To arcydzieło. Niestety dramat tej opery nie jest tak bliski polskiej publiczności, ponieważ historia osadzona jest w Indiach i nie dotyka bezpośrednio polskiego kontekstu narodowego. Na drugim miejscu postawiłbym oczywiście „Halkę”, a następnie „Straszny dwór”, który ma fantastyczną muzykę, ale dla mnie jego dramaturgia jest bardziej problematyczna — nie jest ani komedią, ani tragedią. Natomiast mniejsze opery, takie jak „Flis” czy „Verbum nobile”, również zawierają wspaniałą muzykę. „Hrabina” z kolei pokazuje bardzo silny wpływ francuskiej opery komicznej. Moniuszko potrafił niezwykle inteligentnie łączyć różne europejskie style, pozostając przy tym sobą.
Pańska przygoda z Moniuszką zaczęła się dzięki Stanisławowi Leszczyńskiemu?
Tak, absolutnie. To dzięki niemu poznałem Moniuszkę. Pamiętam, kiedy wiele lat temu, zapraszając mnie na Festiwal „Chopin i jego Europa” zaproponował mi nagranie „Halki”. Wtedy właściwie nie znałem tego kompozytora. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tę muzykę, byłem całkowicie zaskoczony. I od tamtej chwili rozpoczęła się moja wielka przygoda z Moniuszką i całkowicie się w jego twórczości zakochałem. To Stanisław Leszczyński sprawił, że moja niezwykła przygoda z Moniuszką się rozpoczęła.

W Polsce bardzo często patrzymy na tego kompozytora przede wszystkim jako na „ojca opery narodowej”. Czy uważa Pan, że ten sposób myślenia czasami ogranicza odbiór jego muzyki?
Tak, to czasami może być problemem. Oczywiście Moniuszko jest niezwykle ważny jako kompozytor narodowy i to część jego tożsamości, ale jeśli patrzymy na niego wyłącznie w ten sposób, przestajemy dostrzegać wielkość jego muzyki jako uniwersalnego języka artystycznego.
Moniuszko nie jest tylko symbolem polskości. To kompozytor europejski. Jego muzyka ma ogromną jakość dramatyczną, fantastyczną orkiestrację i niezwykłą emocjonalność. Problem polega na tym, że często mówi się o nim bardziej jako o postaci historycznej niż jako o wielkim twórcy operowym.
A przecież kiedy słuchamy „Halki” czy „Parii”, odkrywamy kompozytora, który doskonale znał europejskie style i potrafił stworzyć z nich coś absolutnie własnego. Dlatego bardzo ważne jest, by wykonywać Moniuszkę nie tylko z narodowego obowiązku, ale z prawdziwego przekonania o wartości tej muzyki.
Myślę, że właśnie teraz jest moment, by świat zaczął patrzeć na Moniuszkę nie tylko jako na „polskiego kompozytora”, ale po prostu jako na wielkiego kompozytora XIX wieku.

Jak czuje się Pan w Białymstoku?
To miejsce pełne magii. Dla włoskiego muzyka to niezwykłe doświadczenie odkrywać tak ważny ośrodek kultury w miejscu, które w Europie często pozostaje niedostrzegane. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z chórem Opery i Filharmonii Podlaskiej — byłem absolutnie zaskoczony jego poziomem. To jeden z najlepszych chórów w Europie.
Także orkiestra ma ogromną jakość, a organizacja pracy tutaj stoi na bardzo wysokim poziomie. W Białymstoku spotkałem niezwykle ciepłych ludzi i wielką muzyczną pasję. To naprawdę wyjątkowe miejsce.

I wraca Pan do Białegostoku z kolejnymi projektami…
Tak, już wkrótce wracam ponownie. Oprócz „Halki” będę również pracował przy „Balu maskowym” Verdiego, co daje mi niezwykle interesującą możliwość spotkania w jednym miejscu dwóch zupełnie różnych światów operowych — włoskiego romantyzmu i polskiej opery narodowej.
To bardzo inspirujące doświadczenie, ponieważ Verdi i Moniuszko żyli w podobnym czasie, ale ich język muzyczny i spojrzenie na teatr operowy rozwijały się w zupełnie innych kierunkach. Verdi buduje dramat poprzez ogromną energię teatralną i napięcie emocjonalne, natomiast u Moniuszki fascynuje mnie subtelność, relacja z językiem i bardzo głęboki kontekst społeczny.
Na zakończenie sezonu artystycznego W tym samym czasie zaprezentuję również recital poświęcony historii włoskiej muzyki skrzypcowej — od XVIII wieku po romantyzm. To dla mnie wielka radość wracać do Białegostoku, bo zawsze spotykam tutaj niezwykłą otwartość, pasję i bardzo wysoki poziom artystyczny.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję bardzo i serdecznie zapraszam do Białegostoku.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕
☕ Postaw kawę





