W swojej realizacji słynnego baletu Piotra Czajkowskiego Youri Vámos połączył wątki z opowiadania E. T. A. Hoffmana o Klarze i tytułowej zabawce z elementami zaczerpniętymi z „Opowieści wigilijnej” Charlesa Dickensa. Do autorskiego libretta dopasował także kolejność numerów muzycznych w partyturze.
W pierwszym akcie obserwujemy przygotowujące się do Bożego Narodzenia miasteczko. Nieprzejęty przedświąteczną atmosferą Scrooge przypomina dłużnikom o niezapłaconych rachunkach, niszczy w złości adwentowe ozdoby, a w końcu zwalnia parodiującego go księgowego, Boba – ten może zapomnieć więc o prezencie gwiazdkowym dla swej córki Klary, marzącej o dziadku do orzechów.

Wszystko odmienia się nocą, gdy bezdusznemu lichwiarzowi przyśni się duch zmarłego wspólnika, a następnie sam Diabeł w otoczeniu zgrai duchów. Pod wpływem dręczących go upiornych koszmarów postanawia naprawić zabawkę i sprezentować ją Klarze. W finale Scrooge docenia dobro, bezinteresownie obdarowując dzieci upominkami i darując dłużnikom wszystkie rachunki.

Węgierski choreograf jawi się jako znakomity narrator teatralny. Potrafi on doskonale znaną baletową klasykę odświeżyć w interesujący sposób. Już początkowe sceny pierwszego aktu mienią się barwnymi etiudami aktorskimi postaci epizodycznych. Ogromnym walorem spektaklu jest baśniowa scenografia, zaprojektowana przez Martina Černego, przedstawiająca mieszczańskie kamienice i wnętrze domu Scrooge’a, oraz estetyczne, malowane kulisy, przedstawiające ośnieżony las, będące pięknym tłem dla popisów solistów w tańcach charakterystycznych i finałowym pas de deux. Dbałością o detale ujmują także bogate kostiumy Romana Šolca: od romantycznych paczek i klasycznej tutu po różnorodne w stylach projekty dla postaci drugo – i trzecioplanowych.

Zaskakująco naturalnie w stosunkowo dużej, charakterystycznej roli Scrooge’a odnalazł się Gintautas Potockas. Z rasowym komediowym zacięciem wywiązał się ze wszystkich powierzonych mu przez Vámosa zadań aktorskich. Jeszcze większym zaskoczeniem była dla mnie podwójna kreacja Dominika Senatora, z niespodziewaną swobodą łączącego zadziorną, krnąbrną naturę Boba z ociekającą erotyzmem i perwersją osobowością Diabła. Nie boję się stwierdzić, że to jedna z bardziej udanych, a na pewno dopracowanych, bogatych w przezabawne niuanse ról tego tancerza, będącego w wyjątkowej dyspozycji technicznej (świetne skoki i wysokie battements).

Świetnie spisali się również Eva Clemente-Chatal i Chase Vining w, nieco poskracanych przez Vámosa, rolach Klary i Księcia. Ich wykonaniu finałowego pas de deux miejscami zabrakło może jeszcze większej wirtuozerii, której z pewnością nabywać będą z kolejnymi spektaklami, ale już teraz wyróżniały się udane, pewne podnoszenia partnerki i popisowe piruety Vininga w wariacji męskiej.

Atutem najnowszej premiery Teatru Wielkiego w Łodzi jest również dobra dyspozycja i przygotowanie aktorskie całego zespołu baletowego – solistów, koryfejów i corps de ballet, a także dodatkowo doangażowanych do spektaklu uczniów tutejszej Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella. Należy podkreślić niemałe wymagania techniczne choreografii – Vámos wykorzystuje nie tylko technikę baletu klasycznego na puentach, ale również elementy tańca współczesnego.

Rafał Janiak poprowadził orkiestrę łódzkiego teatru z symfonicznym, momentami wręcz patetycznym rozmachem. Zespół zaprezentował się od bardzo dobrej strony, choć gdzieniegdzie w jego grze można byłoby oczekiwać większej finezji i rozlewności w prowadzeniu rosyjskiej frazy.
Obejrzałem spektakl we wtorek, 9 grudnia 2025 roku.





