Moniuszko bardzo świadomie myślał o europejskiej karierze swojej opery. Włoskie tłumaczenie „Halki”, przygotował Giuseppe Achille Bonoldi — baryton, przyjaciel kompozytor i pierwszy wykonawca partii Jontka w wileńskiej, dwuaktowej wersji dzieła. Marzenie kompozytora częściowo spełniło się już w 1905 roku, gdy dzięki staraniom Ludwika Hellera „Halka” trafiła do mediolańskiego Teatro Lirico Internazionale — jednej z najważniejszych scen operowych Italii początku XX wieku. To właśnie tam odbyły się prapremiery „Napoju miłosnego” Donizettiego i „Fedory” Giordana, tam także po klęsce w La Scali triumfowała poprawiona wersja „Madama Butterfly”.
W mediolańskiej „Halce” wystąpili wówczas Irena Bohuss-Hellerowa w partii tytułowej oraz Tadeusz Leliwa jako Jontek, a całość poprowadził włoski dyrygent i kompozytor Rodolfo Ferrari, specjalizujący się w repertuarze Wagnerowskim. Każda z tych postaci zasługiwałaby na osobną opowieść. Sama opera nie stała się we Włoszech sensacją, ale została przyjęta bardzo życzliwie — krytycy dostrzegali w muzyce Moniuszki słowiański liryzm i porównywali ją do dzieł Smetany czy Glinki.

„Halka” wielokrotnie pojawiała się za granicą, choć niemal zawsze funkcjonowała raczej jako ciekawostka niż pełnoprawny element międzynarodowego repertuaru. Jeszcze w XIX wieku wystawiano ją w Moskwie, Petersburgu i Pradze, później także w Nowym Jorku, Chicago, kilka razy pojawiła się w Wiedniu – w 1966 w Volksoper, w 2019 roku w Theater an der Wien (z udziałem Piotra Beczały, Tomasza Koniecznego, pod dyrekcją Łukasza Borowicza). Niezmordowaną propagatorką dzieła była Maria Fołtyn, która prezentowała „Halkę” w wielu miejscach świata, choć nigdy nie sięgnęła po wersję włoską. Można zastanawiać się dlaczego, skoro właśnie w tym języku opera zyskuje wyjątkową naturalność i uniwersalność.
Bo „Halka” opowiada przecież historię ponadczasową — o miłości, odrzuceniu, nierówności społecznej i emocjonalnym szaleństwie. Sama bohaterka należy do wielkiej rodziny operowych heroin ogarniętych namiętnością — Łucji, Jenufy, czy nawet Salome. Moniuszko stworzył postać niezwykle silną dramatycznie, a zarazem obdarzoną piękną, szeroko prowadzoną melodyką.

Fabio Biondi, od kilku lat wielbiciel Moniuszki, nagrał wszystkie jego sceniczne dzieła, po raz drugi mierzy się z „Halką” po włosku. Słusznie zauważa, że kompozytora traktujemy w Polsce często przede wszystkim jako „ojca polskiej opery”, zapominając o czysto muzycznej wartości jego kompozycji. Włoski dyrygent stawia autora „Halki” obok Belliniego i Donizettiego — i nie ma w tym wielkiej przesady. Biondi podkreśla także, że włoski język wymaga od tej muzyki innego tempa, większej naturalności frazy i bardziej śpiewnego prowadzenia melodii. W Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku pod jego batutą „Halka” nabiera momentami charakteru romantycznego dramatu, choć jednocześnie zachowuje swoją monumentalność i indywidualny silnie język kompozytora.
Szczególnie w momentach lirycznych dyrygent nadaje muzyce romantyczne i przejmujące brzmienie, choć niektóre tempa — jak choćby Mazura — funkcjonują w polskiej tradycji wykonawczej nieco inaczej. Dyrygent — od lat zafascynowany Moniuszką — proponuje własne rozwiązania orkiestrowe. To zupełnie inna „Halka”. Muzyka skrzy się włoskim blaskiem, ale pozostaje zanurzona w słowiańskiej melancholii.

W tej interpretacji znakomicie odnajdują się soliści. Natalia Rubiś, mająca już duże doświadczenie w partii Halki, coraz śmielej sięga po repertuar dramatyczny. Jej bohaterka jest rozedrgana emocjonalnie od pierwszych scen, ale artystka unika przesady i forsowania głosu. Pozwala frazie płynąć naturalnie, umiejętnie korzystając z bardziej werystycznych środków wyrazu. Potrafi wzruszyć w obu wielkich ariach Halki, a finałowe „umieram błogosławiąc cię” brzmi u niej szczególnie przejmująco.

Bardzo dobre kreacje stworzyli również pozostali wykonawcy. Matteo Pompeu jako Jontek imponuje dojrzałością głosu i piękną, lirico-spinto barwą tenoru. Stanislav Kuflyuk buduje Janusza jako postać mocną i niejednoznaczną, śpiewając z dużą kulturą i szlachetnością brzmienia. Monika Ledzion jako Zofia znakomicie łączy dramatyczny temperament z liryczną delikatnością. Mocne wsparcie dają także Robert Gierlach (Stolnik), Mateusz Stachura (Dziemba), Kirill Lepay (Dudarz) i Paweł Cichoński (Młodzieniec).

Michał Znaniecki bardzo świadomie odchodzi od zakopiańskiej cepelii, przenosząc akcję w świat podlaskiej magii, szeptuch i duchów. Jego „Halka” rozgrywa się właściwie na granicy jawy i snu. Duchy współistnieją tu z ludźmi, nie wiadomo, co jest wspomnieniem, co snem, a co rzeczywistością. Najbliżej tego świata znajduje się oczywiście Halka — od początku wiadomo, że jej historia nie może zakończyć się szczęśliwie. Zaskakujący jest też finał. W Białymstoku przygotowano także polską wersję i jak wierzyć doniesieniom, kończy się ona inaczej.

Znaniecki odpowiada nie tylko za reżyserię, ale także za scenografię, kostiumy i choreografię. Całość zanurzona jest w mgłach, półmroku i symbolicznym świetle (reżyseria świateł Dawida Karolaka). Szczególnie sugestywnie wypadają sceny zbiorowe i plenerowe, w których ludowość nie staje się folklorystyczną dekoracją, lecz częścią świata wierzeń i emocji. Interesującym symbolem są także gabloty przypominające muzealne ekspozycje — podkreślają one zarazem historyczność tej opowieści i jej trwałe miejsce w zbiorowej pamięci.
Spektakl ma jednak również ogromną energię. Świetnie wypadają sceny tańców ludowych przygotowane z udziałem Zespołu Pieśni i Tańca „Kurpie Zielone”, jednej z najważniejszych polskich grup folklorystycznych, działającej od 1953 roku przy Podlaskim Instytucie Kultury. Za choreografię tańców ludowych i narodowych odpowiedzialna jest Agnieszka Ondruch-Sikora.

„Halka” pozostaje operą wszechobecną w Polsce, stale obecną w repertuarze, zawsze wykonywaną po polsku. Tymczasem właśnie wersja włoska może okazać się szansą na prawdziwe międzynarodowe życie dzieła. Ta muzyka brzmi w języku włoskim zaskakująco naturalnie i pięknie — jakby rzeczywiście była napisana z myślą o europejskiej scenie. Dlatego warto mieć nadzieję, że odważna decyzja Opery i Filharmonii Podlaskiej o wystawieniu „Halki” po włosku stanie się czymś więcej niż tylko jednorazową ciekawostką. Bo Moniuszko naprawdę na to zasługuje.
Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕
☕ Postaw kawę





