Miłość jest jak wojna: łatwo ją zacząć, trudno zakończyć, a niemożliwe zapomnieć. Ten aforyzm doskonale współgra z przedstawieniem „Piloci – Inscenizowana Wersja Koncertowa”, wystawionym na Centralnym Placu Muzyki w piątek 26 czerwca o godzinie 20:15. Wydarzenie oparto na musicalu „Piloci”, który gościł na deskach Teatru Muzycznego ROMA w latach 2017-19. W ciągu dwóch sezonów odbyło się aż 427 spektakli.
Na scenie pod warszawskim Pałacem Kultury i Nauki widzowie nie zobaczyli jednak pełnej wersji widowiska. Koncertowa formuła obejmowała przede wszystkim utwory muzyczne, z część dialogów została pominięta, by skupić się na aspekcie muzycznym. Zabrakło również zespołu tanecznego, co zubożyło warstwę choreograficzną. Na scenie pojawiła się jednak plejada aktorek i aktorów znanych z oryginalnej wersji musicalu, którzy poza znakomitym śpiewem zaprezentowali efektowne elementy taneczne. Autorami muzyki są bracia Jakub i Dawid Lubiczowie, teksty piosenek napisał Michał Wojnarowski, natomiast libretto stworzył Wojciech Kępczyński.
Decyzja o wystawieniu musicalu w formie skoncentrowanej niemal wyłącznie na utworach może budzić pewne wątpliwości. Pominięcie części dialogów zaburza logiczny ciąg fabularny dzieła. Nie jest to jednak poważny problem przeszkody, ponieważ historia pozostaje stosunkowo prosta i osadzona w realiach II wojny światowej. Dla wielu nie było to również pierwsze spotkanie „Pilotami”, którzy podczas wystawiania w Teatrze Muzycznym ROMA zebrali ponad 400 tysięcy widzów.

Fabuła skupia się na losach zakochanej pary: -polskiego pilota wojskowego Jana oraz warszawskiej aktorki i piosenkarki Niny. Uczucie zostaje wystawione na próbę w ogniu makabrycznych wydarzeń drugiej wojny światowej, stanowiących tło dla fikcyjnej opowieści luźno opartej na faktach. Dostrzec można zatem: najazd III Rzeszy na Polskę, bitwę o Anglię bądź “wyzwolenie” ojczyzny przez ZSRR. Pomimo tragicznego kontekstu nie zabrakło scen humorystycznych, które niekiedy wręcz zdominowały patos wojny.

Muzyka stanowi pomost między światem przedstawionym, a współczesnością. Utwory nawiązują do stylistyki lat 40., czerpiąc z jazzu nowoorleańskiego i swingu, ale pojawiają się także dwa fragmenty wykorzystujące charakterystyczną dla rapu melorecytację. Instrumentarium również wykracza poza klasyczną orkiestrę – usłyszymy gitarę elektryczną, gitarę basową, syntezatory czy też automat perkusyjny. Ciekawym elementem są rockandrollowe inspiracje rodem z ery Chucka Berry’ego, nasuwające pytanie czy twórcy świadomie posłużyli się stylistyką z dekady następującej po wydarzeniach drugiej wojny światowej czy uznali ją za zjawisko właściwe epoce. Warto również odnotować, że skład orkiestry pozostał taki sam jak w oryginalnej wersji musicalu. Nowością okazał się natomiast utwór „Porządek musi być”, napisany na wczesnym etapie powstawania musicalu, ostatecznie nie włączony do spektaklu.
Wykonawcy fenomenalnie odegrali swoje partie pod dyrygenturą współautora muzyki, Jakuba Lubowicza. Na wyróżnienie zasługuje perkusista Fryderyk Młynarski, który imponował techniką i muzyczną precyzją. Świetnie spisali się także realizatorzy dźwięku – nagłośnienie pozwalało wychwycić nawet najdrobniejsze detale. Warstwę wizualną dopełniły efektowne kostiumy, wykorzystane podczas pokazów oryginalnego musicalu, oraz bogata scenografia pełna rekwizytów.

Największymi brawami nagrodzono aktorki i aktorów, zresztą jak najbardziej zasłużenie. Fantastycznie łączyli śpiew, grę aktorską, choreografię i pracę z rekwizytami, tworząc namiastkę warszawskiego życia z 1939 roku. Szczególnie warto wyróżnić Janka Traczyka, w roli Jana, Natalię Krakowiak jako Ninę oraz Jana Bzdawkę wcielającego się w prezesa.

Koncertowa wersja „Pilotów” nie jest jednak pozbawiona wad. Niefortunnym pomysłem okazały się być wyświetlane animacje. Zamiast urozmaicać przekaz fabuły, często wprowadzały nieczytelność, zwłaszcza podczas scen powietrznych. Trudno było rozróżnić poszczególne postacie i samoloty, a dialogi momentami ginęły w przesadnie głośnych odgłosach wystrzałów oraz silników. Również ruch maszyn nie przedstawiał się realistycznie. Pewne zastrzeżenia może budzić także charakter części utworów. Niektóre fragmenty przywołują skojarzenia z muzyką znaną z animacji Disneya z lat 90., co nie zawsze dobrze współgra z poważną tematyką wojenną.
Mimo niedoskonałości przedstawiona opowieść o miłości, przyjaźni, patriotyzmie oraz bohaterstwie z pewnością trafi do szerokiego grona odbiorców i zostanie w pamięci na długo przez swoją przebojowość, jak i świetne wykonanie.

Tekst powstał w ramach projektu „Młodzi krytycy ORFEO”, realizowanego przez ORFEO Fundację im. Bogusława Kaczyńskiego we współpracy z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕
☕ Postaw kawę



