Czwartkowy koncert przygotowany został przez Orkiestrę Filharmonii Narodowej, mającą siedzibę w bliskim sąsiedztwie miejsca festiwalowych wydarzeń. Dla widzów była to także możliwość ponownego zobaczenia pianistki Kate Liu, która 11 lat temu przybyła do Warszawy na Konkurs Chopinowski. W ostatnim etapie przesłuchań zagrała Koncert fortepianowy e-moll, a tym razem w jej wykonaniu można było posłuchać drugiego koncertu Chopina.
Nie dało się jednak poznać, iż to nie ten utwór był w programie konkursowym. Gra Liu sprawiała wrażenie doskonale przygotowanej i swobodnej. Pomimo towarzyszenia wielkiej orkiestry atmosfera koncertu była intymna, a patrząc na solistkę można było odnieść wrażenie, że gra dla własnej przyjemności. Ta subtelna pewność siebie sprawiała, że cały koncert fortepianowy wybrzmiał lekko i naturalnie.

Podejście Liu ma oczywiście poparcie we wspaniałej i imponującej technice pianistycznej. Jako pianistka światowej klasy była doskonale przygotowana, a jej interpretacja świadczyła o dogłębnym przemyśleniu partytury. Szczególną cechą gry Liu było bowiem wyczucie fraz muzycznych, przejawiające się w ich przemyślanym prowadzeniu oraz pięknym kończeniu. Sprostała ogromnym wymaganiom technicznym utworu z pozorną łatwością, sprawiając wrażenie, jakby wykonanie nie kosztowało jej żadnego wysiłku. Karkołomnej trudności utworów polskiego kompozytora stawiła czoła w sposób, który zdawał się nie sprawiać większego wysiłku. Największą uwagę słuchacza zwrócić mogły krystaliczne figuracje i ozdobniki wygrywane w zawrotnym tempie. Lekkość Liu zachowywała także przy formalnie skomplikowanych elementach, takich jak fugato czy szybkie ostinato. Ukazała słuchaczom oblicze dojrzałej pianistki o ukształtowanym kierunku artystycznym, dalekie od młodej uczestniczki konkursu. Zachwyciła jej precyzja czy piękno i jasność wydobywanego dźwięku, ale także romantyczność i rozmarzona interpretacja utworu.

O Orkiestrze Filharmonii Narodowej wypowiedziała się w filmiku poprzedzającym występ dyrektorka instytucji – jest doskonale zaznajomiona z utworem. Grała go bowiem niejednokrotnie przy konkursowych przesłuchaniach. Było to wyraźnie słyszalne przy występie, dało się odczuć dobrą znajomość materiału ze strony orkiestry. Dyrygent bacznie zwracał uwagę na solistkę i zespól instrumentalny, widać było komunikację zachodzącą między muzykami na scenie. Dzięki temu spójność gry muzyków była wzmocniona w oczach widowni. We współpracy z Liu osiągnięty został refleksyjny i liryczny klimat. Szczególne wrażenie wywarła druga część koncertu, która wybrzmiała nadzwyczaj słodko, ale i nie była pozbawiona energii. Efekt był podbudowany przez zgranie solistki z orkiestrą oraz dokładną kontrolę zmian dynamicznych, dających poczucie relaksującego przypływania i odpływania muzyki.
Dyrygent i obecny dyrektor artystyczny Filharmonii Narodowej, Krzysztof Urbański, miał okazję zaprezentować również swoją własną wizję IX Symfonii „Z Nowego Świata” Antonina Dvořáka. Przede wszystkim uwagę zwracał interesujący dobór tempa. Zwłaszcza części druga i trzecia były stosunkowo wolniejsze od znanych wykonań symfonii. Kreowało to jednak przestrzeń, dzięki której wyraźnie wybrzmiewały partie instrumentów dętych i smyczkowych. Pozwoliło także na zaakcentowanie tanecznych rytmów części trzeciej czy na zaznaczenie kontrastu między momentami spokojniejszymi a bardziej burzliwymi. I tutaj dyrygent wykazał się doskonałą kontrolą dynamiki. Choć momentami dało się odczuć, iż nagłośnienie koncertu jest za ciche, intensywność fragmentów forte ukazywała, iż była to świadoma decyzja. Niewielkie natężenie dźwięku zostało przez kompozytora więc wykorzystane jako narzędzie kreujące atmosferę całości. Swoją siłą tym bardziej satysfakcjonował więc finał symfonii, przynosząc widowni poczucie spełnienia po dwóch wysłuchanych dziełach.

W pozornych szczegółach ukryta więc była siła warsztatu Urbańskiego. Jego skupienie na detalach w interpretowaniu elementarnych budulców dzieła muzycznego pokazała, iż efektowność kryje się w podstawach. Zaskoczona byłam jego wizją IX Symfonii, jednak niezwykle łatwo było odnaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego dyrygent zdecydował się na takie rozwiązania. Wystarczyło posłuchać koncertu. Ta niezwykle popularna symfonia została wielokrotnie ograna przez znane światowe orkiestry. Słuchacze przyszli z określonymi oczekiwaniami. Dyrygent przełamał jednak przyzwyczajenia widowni, zarazem podkreślając niespodziewane elementy dzieła. Odświeżając je elegancką wizją, stworzył w Symfonii „Z Nowego Świata” całkiem nowy świat.

Choć na koncercie obecność była niższa w stosunku do poprzednich wydarzeń festiwalowych, widownia entuzjastycznie przyjęła zarówno solistkę, jak i orkiestrę. Po finałowej części IX Symfonii dyrygent wielokrotnie powracał na scenę, z widowni dało się także usłyszeć wołanie o bis. Obie części koncertu minęły niesamowicie szybko. To znak tego, jak porywające były wykonania dwóch kultowych dzieł. Ten wieczór można zaliczyć jako kolejny sukces na Centralnym Placu Muzyki, zachęcający do powrotów na kolejne festiwalowe wrażenia.

Tekst powstał w ramach projektu „Młodzi krytycy ORFEO”, realizowanego przez ORFEO Fundację im. Bogusława Kaczyńskiego we współpracy z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕
☕ Postaw kawę



