Duchowość, rozrywka i amerykańska historia w formie a capella. Take 6 na Ogrodach Muzycznych

Czy można połączyć ze sobą duchowość i zabawę? Take 6 mają na to prostą odpowiedź – tak! Grupa wystąpiła na festiwalu Ogrody Muzyczne w niedzielę 12 lipca 2026 roku i porwała serca słuchaczy. Sięgając po połączenie jazzu, gospelu, spirituals i piosenki popularnej, dostarczyli widzom wieczór pełen tańca. Nie brakowało także wzruszenia.

Take 6 to zespół składający się z sześciu śpiewaków, istnieje od lat 80. Jak można było się dowiedzieć od samych muzyków w czasie wydarzenia, mają imponujący staż. Występują bowiem aż ponad trzy dekady – najbardziej doświadczony z nich ma za sobą 46 lat śpiewania. Do Polski powrócili po wielu latach na zaproszenie organizatorów Ogrodów Muzycznych im. Ryszarda Kubiaka. Występ okazał się dużym sukcesem. Publiczność od pierwszych minut nagradzała artystów gromkimi brawami, a z każdym kolejnym utworem entuzjazm tylko narastał..

Take 6: Khristian Bentley, Claude V McKnight III, Alvin Chea, Joey Kibble © Qinke Chang
Take 6: Khristian Bentley, Claude V McKnight III, Alvin Chea, Joey Kibble © Qinke Chang

Wszystkie utwory wykonywano a cappella, a sześć głosów z niezwykłą precyzją zastępowało pełny zespół instrumentalny. Śpiewacy wykreowali sceniczne osobowości niczym bohaterowie filmów o zespołach a cappella, przywodząc na myśl postaci z kultowej serii „Pitch Perfect”. Zabawiali widownię nie tylko popisowym wokalem, ale i ruchem scenicznym. Proste układy taneczne czy częste interakcje z widownią urozmaicały widowisko. Najwspanialszym momentem była piosenka, w której śpiewacy zaprosili wszystkich do tańca i śpiewu – słynne „Stand by Me” Bena E. Kinga. Wskazując widowni ruchy, za którymi wszyscy mogli podążać i prezentując znany na całym świecie utwór, stworzyli naprawdę wyjątkowy moment. Była to niezwykła chwila wspólnego przeżywania muzyki, jednocząca artystów i publiczność.

Zaprezentowane w czasie występu utwory stanowiły ciekawy przegląd muzyki nawiązującej do tradycji afroamerykańskiej. W programie znalazło się m. in. „Wade in the Water”, tradycyjna piosenka spirituals o modlitewnym, mantrycznym charakterze. Śpiewana niegdyś ku pokrzepieniu dusz w traumatycznym okresie niewolnictwa, do dziś stanowi hymn kojący ból niesprawiedliwości społecznej. Do innych inspirujących wykonań należało „God Bless the Child” kultowej Billie Holiday, nawiązujące do motywów pokory i wiary. Tymi elementami muzycy włączyli do programu element refleksji i duchowości. Jednakowy efekt miał utwór wybrany na bis – śpiewając swoją wersję Alleluja, Take 6 przenieśli publiczność do innej przestrzeni. Nietrudno było poczuć atmosferę nabożeństwa uwielbieniowego, tak charakterystycznego dla wielu wspólnot protestanckich w Stanach Zjednoczonych, gdzie wspólny śpiew odgrywa centralną rolę.

Khristian Bentley przy fortepianie © Qinke Chang
Khristian Bentley przy fortepianie © Qinke Chang

Miłym urozmaiceniem wieczoru było włączenie w koncert gry instrumentalnej. Choć podczas koncertu często wykorzystywano rytmiczne podkłady, muzycy szybko udowodnili, że nie wynikało to z ograniczeń wykonawczych. Ścieżki nagrane wcześniej wykorzystano przy piosenkach wymagających elektronicznego brzmienia ze względu na idiom stylistyczny. Tak było w przypadku utworów z gatunku R’n’B. Muzycy jednak równie często wykorzystywali grzechotki i tamburyny do podkreślenia rytmu – ta forma wspaniale sprawdziła się w warunkach festiwalowych. Khristian Bentley, jeden z barytonów, popisał się także piękną, jazzową pianistyką w czasie przedstawiania członków zespołu. Szkoda jedynie, iż nie można było usłyszeć jej więcej. Znakomitym elementem była także praca Alvina Chea, którego basowy głos trafnie naśladował funkową gitarę basową czy swingowy „walking bass”.

Alvin Chea wraz z zespołem Take 6 © Qinke Chang
Alvin Chea wraz z zespołem Take 6 © Qinke Chang

Jak w czasie występu opowiadali członkowie zespołu, Mark Kibble, tenor, odpowiedzialny jest za adaptowanie utworów do wersji a capella. Zaprojektowane przez niego harmonie wokalne w prosty, lecz efektowny sposób podkreślały indywidualne charaktery utworów. Przede wszystkim zaznaczały powiązanie koncertowych dzieł z bluesem, z którego się wywodzą. Najbardziej czarujące były akordy, które wybiegały poza tradycyjny system tonalny dur-moll. Lekko dysonujące „blue notes”, septymy czy nony utwierdzały utwory w oryginalnych kontekstach. Choć zasadniczo były budowane całkiem od nowa, pozbawione instrumentów czy efektów elektronicznych, miały w sobie natychmiastowo wyczuwalne piękno jazzu.

Mark Kibble pośród widowni © Qinke Chang
Mark Kibble pośród widowni © Qinke Chang

Dotychczasowy materiał artystów zgromadzony został na 14 albumach wydawanych między rokiem 1988 a 2018. Wśród bogatej dyskografii muzyków znajdują się także utwory, których widownia mogła posłuchać w niedzielny wieczór. Koncert zapowiadał kolejny album Take 6 – „Rhapsody”. Będzie to kolejna okazja na posłuchanie przyjemnych harmonii i zanurzenie się w bogatej kulturze muzycznej Afroamerykanów.

Tekst powstał w ramach projektu „Młodzi krytycy ORFEO”, realizowanego przez ORFEO Fundację im. Bogusława Kaczyńskiego we współpracy z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne