Americana 250. Hyuk i Hyo Lee na inauguracji 26. Ogrodów Muzycznych

Uwielbiany przez warszawską publiczność duet powraca na festiwalową scenę. W ramach inauguracji 26. Ogrodów Muzycznych zagrali bracia Hyuk i Hyo Lee. Tym razem wystąpili jednak osobno, co nie przeszkodziło w dostarczeniu niezapomnianych muzycznych wrażeń. Była to muzyczna podróż od Dvořáka i Ravela do Coplanda i Gershwina, amerykańskie inspiracje i dwa zupełnie odmienne pianistyczne temperamenty.

6 lipca 2026 roku warszawska publiczność licznie zgromadziła się na inauguracji 26. edycji Ogrodów Muzycznych. Rangę wydarzenia podkreślała obecność pochodzących z Korei Południowej braci Hyuka i Hyo Lee. Na scenie wystąpiła także Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa pod batutą Wojciecha Rodka, a rolę narratora pełnił Bartosz Bielenia.

Tegoroczna inauguracja nawiązywała również do obchodów 250-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Z tej okazji przygotowano program zapraszający słuchaczy w muzyczną podróż po Ameryce widzianej oczami europejskich i amerykańskich kompozytorów. Podczas koncertu wykonano: Suitę A-dur op. 98b „Amerykańską” Antonína Dvořáka, „Lincoln Portrait” Aarona Coplanda, Koncert fortepianowy G-dur Maurice’a Ravela i „Błękitną Rapsodię” George’a Gershwina.

Program ułożono bardzo przemyślanie. Suita „Amerykańska” doskonale otworzyła koncert jako najwcześniej skomponowane dzieło tego wieczoru. Antonín Dvorak przyjechał do Stanów Zjednoczonych w 1892 roku, na zaproszenie założycielki Narodowego Konserwatorium w Nowym Jorku, gdzie objął stanowisko dyrektora. Pozostał tam do 1895 roku. W tym czasie powstała między innymi IX Symfonia „Z Nowego Świata” oraz Suita „Amerykańska”.

Publiczność na inauguracji 26. Ogrodów Muzycznych © Maciej Mulawa
Publiczność na inauguracji 26. Ogrodów Muzycznych © Maciej Mulawa

Czeski kompozytor zachęcał amerykańskich twórców do budowania własnej tożsamości muzycznej poprzez czerpanie z rodzimej tradycji. W samej suicie odnaleźć można również polski akcent – III część, oznaczona „alla polacca”, wyraźnie nawiązuje do rytmu i charakteru poloneza. Dzięki temu utwór nie tylko wpisuje się w amerykański motyw przewodni koncertu, lecz także przypomina o słowiańskich korzeniach jego autora.

Kolejne utwory przenoszą słuchaczy już w świat typowo amerykańskiej muzyki. „Lincoln Portrait” Aarona Coplanda to kompozycja symfoniczna wzbogacona o narrację, w której wykorzystano fragmenty przemówień Abrahama Lincolna. Dzięki temu utwór nie tylko nawiązuje do historii Stanów Zjednoczonych, ale także podkreśla znaczenie wolności i demokratycznych wartości, odgrywając ważną rolę w kształtowaniu stylu narodowego.

Maurice Ravel spotkał George’a Gershwina w 1928 roku w Nowym Jorku podczas swojej trasy koncertowej. Był to początek głębokiej, wzajemnej fascynacji, która połączyła świat klasyki i jazzu. Gershwin był pod ogromnym wrażeniem twórczości Ravela i chciał pobierać u niego lekcje kompozycji. Francuski kompozytor odmówił, wypowiadając słynne słowa: „Po co być drugorzędnym Ravelem, skoro można być pierwszorzędnym Gershwinem?”. Wpływy tej artystycznej fascynacji słychać również w Koncercie fortepianowym G-dur Ravela i „Błękitnej rapsodii” Gershwina, które łączą tradycję muzyki klasycznej z jazzem i estetyką Broadwayu.

Dyrygent Wojciech Rodek, narrator Bartosz Bielenia oraz zespół © Maciej Mulawa
Dyrygent Wojciech Rodek, narrator Bartosz Bielenia oraz zespół © Maciej Mulawa

Suitę „Amerykańską” oraz „Lincoln Portrait” wykonała orkiestra pod dyrekcją dyrygenta. Był to dobry wstęp do kulminacyjnego punktu wieczoru – występu braci Lee. Wojciech Rodek pewnie poprowadził dobrze przygotowany zespół, dbając o spójność i odpowiednią dramaturgię obu utworów. Na wyróżnienie zasługuje w tej części Bartosz Bielenia, który z dużą swobodą i poprawnym akcentem odczytał fragmenty przemówień Abrahama Lincolna. Odbiór utworu ułatwiały wyświetlane napisy, choć momentami pojawiały się z opóźnieniem bądź zawierały błędne wersy.

Następnie na scenie gromkimi brawami powitano Hyuka Lee – starszego z braci. Choć zazwyczaj występują duecie, tym razem postanowili zaprezentować się osobno. Ciekawie było usłyszeć Hyuka w repertuarze silniej inspirowanym jazzem, ponieważ większość melomanów kojarzy go przede wszystkim z muzyką klasyczną i udziałem w Konkursie Chopinowskim.

Hyuk Lee podczas wykonania Koncertu fortepianowego G-dur © Maciej Mulawa
Hyuk Lee podczas wykonania Koncertu fortepianowego G-dur © Maciej Mulawa

Pianista z dużą swobodą prowadził kolejne frazy, zachowując pełną kontrolę nad narracją muzyczną. Jego interpretacja łączyła wyrazistą ekspresję z opanowaniem i skupieniem. Charakterystyczna, lekko pochylona sylwetka przy fortepianie dodatkowo podkreślała jego koncentrację. Na bis wykonał Walca Des-dur op. 64 nr 1 Fryderyka Chopina, znanego jako „Walc minutowy”, który publiczność przyjęła z dużym entuzjazmem.

Finał koncertu należał do młodszego o siedem lat Hyo Lee. Pierwsze dźwięki „Błękitnej Rapsodii” zabrzmiały nieco ciężko i zbyt donośnie, być może pod wpływem początkowej tremy. Błyskawicznie odzyskał jednak swobodę charakterystyczną dla swojej gry. Przez cały występ emanował radością z muzykowania – często uśmiechał się i nawiązywał kontakt z orkiestrą, dyrygentem oraz publicznością. Stanowił wyraźny kontrast wobec skupionego i introwertycznego Hyuka. Tam, gdzie starszy z braci koncentrował uwagę przede wszystkim na partii fortepianu, Hyo chętniej wchodził w muzyczny dialog z orkiestrą, zabawiając słuchaczy kolejnymi partiami solowymi. Podczas gdy Hyuk dominował nad zespołem, Hyo prowadził z nim dialog. Na zakończenie wykonał żywiołowy bis utrzymany w stylistyce ragtime’u.

Hyo Lee podczas wykonania „Błękitnej Rapsodii” © Maciej Mulawa
Hyo Lee podczas wykonania „Błękitnej Rapsodii” © Maciej Mulawa

Na pożegnanie bracia wspólnie wykonali na bis utwór „Bártfai Emlék Csárdás” Béli Kélera, którego główny motyw większość słuchaczy zna z V Tańca węgierskiego Johannesa Brahmsa. Hyo zasiadł po lewej stronie fortepianu, a Hyuk po prawej. Obaj znakomicie się uzupełniali – Hyo odpowiadał za precyzyjną partię w niższym rejestrze, podczas gdy Hyuk z lekkością prowadził efektowne pasaże. Mimo różnic w sposobie interpretacji i scenicznej osobowości wspólna gra przynosiła im wyraźną radość, która szybko udzieliła się publiczności.

Ten finał najlepiej pokazał, że siłą braci Lee nie jest ich podobieństwo, lecz umiejętność wzajemnego uzupełniania się. To właśnie ta muzyczna rozmowa dwóch odmiennych osobowości pozostawiła po sobie najmocniejsze wrażenie i stała się najpiękniejszym zwieńczeniem inauguracji tegorocznych Ogrodów Muzycznych.

Bracia Lee i Wojciech Rodek  po koncercie © Maciej Mulawa
Bracia Lee i Wojciech Rodek po koncercie © Maciej Mulawa

Tekst powstał w ramach projektu „Młodzi krytycy ORFEO”, realizowanego przez ORFEO Fundację im. Bogusława Kaczyńskiego we współpracy z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne