REKLAMA

Wierność tradycji artystycznym wyborem. „Halka” w Operze Lubelskiej

Opera Lubelska otworzyła nowy sezon premierą moniuszkowskiego arcydzieła w znakomitej realizacji muzycznej, z autorskim odczytaniem partytury przez Vincenta Kozlovskiego i brawurowymi kreacjami solistów: Szymona Mechlińskiego, Pawła Skałuby oraz Aleksandry Łaski. To pierwsza w historii Lublina pełnospektaklowa inscenizacja „Halki”, dzięki której miasto wpisuje się w narodowy pejzaż muzyczny.

Trzy lata działalności Opery Lubelskiej przyniosły trzy wielkie premiery – kanoniczne tytuły z wielkiego operowego repertuaru. Po inauguracyjnej „Tosce” i ponadczasowym „Don Giovannim” przyszła pora na dzieło wyjątkowe dla polskiej kultury – „Halkę” Stanisława Moniuszki. To najczęściej wystawiana polska opera – zakorzeniona w rodzimej tradycji, ale przedstawiająca historię uniwersalną, opowieść o nieszczęśliwej miłości, rozdarciu między światem chłopów i szlachty, wykorzystaniu i porzuceniu, bólu, który prowadzi ku zgubie. To też dzieło, które każda polska scena operowa powinna mieć w repertuarze.

„Halka” w Operze Lubelskiej © materiały prasowe Opery Lubelskiej
„Halka” w Operze Lubelskiej © materiały prasowe Opery Lubelskiej

W materiałach promocyjnych Opery Lubelskiej zapowiadano „Halkę” jako absolutnie pierwszą w dziejach Lublina. Co ciekawe – w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja, która nie miała na celu dyskredytowania tego przekazu, lecz jego doprecyzowanie. (I jak cudownie, że użytkownicy Facebooka okazali się tak aktywni i zaangażowani!) Pasjonaci historii muzyki bowiem szybko przypomnieli, że tytuł ten zabrzmiał w Lublinie już w 1869 roku – w Teatrze Starym. Wówczas w partii tytułowej wystąpiła Waleria Rostkowska, pierwsza wykonawczyni wersji wileńskiej dzieła. Było to jednak wydarzenie jednorazowe.

„Halka” w Operze Lubelskiej. Scena zbiorowa © materiały prasowe Opery Lubelskiej
„Halka” w Operze Lubelskiej. Scena zbiorowa © materiały prasowe Opery Lubelskiej

Dopiero teraz, ponad 150 lat później, Lublin doczekał się pełnej scenicznej realizacji opery w wersji czteroaktowej. Opera Lubelska, świętując trzecie urodziny, sięgnęła po tytuł-symbol. Ta „Halka” nie próbuje zaskoczyć nowoczesnością – przeciwnie, przypomina, że wierność tradycji też może być artystycznym wyborem.

Partytura Moniuszki, jego pierwsza opera, to dzieło o niezwykłej kompozytorskiej dojrzałości i śmiałości. Strukturalnie jeszcze numeryczna – z wyodrębnionymi ariami, duetami i ansamblami – zadziwia nowoczesnością instrumentacji i subtelnością frazowania. Moniuszko nie tylko wzniósł się na szczyty swojego kunsztu, ale też zarysował muzyczny język, który do dziś porusza. Można żałować, że historia polskiej muzyki została przerwana tak wcześnie – jego „Paria” dowodzi, jaką doskonałość mógłby jeszcze osiągnąć.

Kamila Goik (Zofia), Grzegorz Szostak (Stolnik) i Szymon Mechlińśki (Janusz) © materiały prasowe Opery Lubelskiej
Kamila Goik (Zofia), Grzegorz Szostak (Stolnik) i Szymon Mechlińśki (Janusz) © materiały prasowe Opery Lubelskiej

Reżyser Jarosław Kilian zaproponował inscenizację wierną literze libretta i tradycji. Nie szukał rewolucji – postawił na klarowną narrację, symboliczność i emocjonalną prawdę. Szczególnie porusza finał – scena samobójstwa Halki, w tej inscenizacji rozegranego w sposób niezwykły. Subtelną dramaturgię wspiera reżyseria świateł Macieja Igielskiego, budująca napięcie i nastrój tragedii, choć czasem bywało zbyt ciemno. Pasy słuckie, określające przynależność rodową, stały się wizualnym motywem spektaklu – pojawiają się zarówno w scenografii Marka Chowańca, jak i w materiałach promocyjnych. Stylowe kostiumy Agaty Uchman budują świat przedstawiony z dbałością o detal, a choreografia Iwony Runowskiej w scenach tańców góralskich dodaje przedstawieniu żywiołowości i teatralnego blasku, przywodząc na myśl tradycję francuskiej grand opera, w której scena baletowa była obowiązkowa. To wierna oryginałowi produkcja, dokładnie taka, jakiej potrzebuje nowa scena operowa, potrafiąca zaangażować widza, choć niekoniecznie go olśnić.

Aleksandra Łaska (Halka) © materiały prasowe Opery Lubelskiej
Aleksandra Łaska (Halka) © materiały prasowe Opery Lubelskiej

Premiera przyniosła wiele wspaniałych wokalnych kreacji. Po raz pierwszy w swojej karierze tytułową partię zaśpiewała Aleksandra Łaska – sopran o głębokiej sile wyrazu, barwie bogatej i szlachetnej, z dramatycznym temperamentem i liryczną czułością. W roli Janusza partnerował jej Szymon Mechliński, baryton o mocy i ognistym brzmieniu, a zarazem z niepokojem, który czyni tę postać ludzką i pękniętą. Paweł Skałuba jako Jontek – rola, którą kreuje od lat – zachwycił techniką i emocjonalnością, potrafiąc wznieść się w świat prawdziwego tenorowego liryzmu. Kamila Goik była pełną blasku Zofią, szkoda, że Moniuszko nie rozbudował bardziej tej partii. Ta postać może być interpretowana na rożne sposoby – tutaj była pełna załamania i współczucia. Szlacheckim majestatem operował Grzegorz Szostak (Stolnik), nostalgiczne zaśpiewy Górala przekonująco ukazał Piotr Maciejowski i tylko Dziemba w wykonaniu Piotra Chwedorowicza (ta postać zaczyna operę) był wokalnym zgrzytem.

Vincent Kozlovsky © materiały prasowe Opery Lubelskiej
Vincent Kozlovsky © materiały prasowe Opery Lubelskiej

Muzycznym architektem spektaklu był Vincent Kozlovsky, który odkrył w partyturze Moniuszki jej oryginalność i dramatyczny potencjał. Już uwertura – poprowadzona powoli, niemal jak marsz żałobny – w jego odczytaniu zapowiadała nadchodzącą tragedię. Dyrygent z wyczuciem bawił się tempami i kontrastami, eksponując mroczne barwy orkiestry oraz emocjonalne napięcia. Jego interpretacja była pełna odwagi i artystycznej konsekwencji, odsłaniając w „Halce” głębię, jakiej rzadko spodziewamy się w dziele tak osłuchanym. Dzięki innemu prowadzeniu narracji muzycznej partytura Moniuszki zyskała tu świeżość i niespotykaną dotąd melodię.

„Halka” w Operze Lubelskiej © materiały prasowe Opery Lubelskiej
„Halka” w Operze Lubelskiej © materiały prasowe Opery Lubelskiej
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne