Jego przygoda z muzyką rozpoczęła się w Centralnym Zespole Artystycznym ZHP, gdzie pod kierunkiem Władysława Skoraczewskiego zdobywał pierwsze doświadczenia sceniczne. Edukacja w Akademii Muzycznej w Warszawie, ukończona w klasie prof. Aliny Bolechowskiej, przygotowała go do wymagającej pracy w zawodzie śpiewaka. Na scenie Teatru Wielkiego zadebiutował w 1984 roku jako Markiz de Lussac w „Paziach królowej Marysieńki”, rozpoczynając wieloletnią karierę. Na tej scenie pojawił się w blisko 1 200 spektaklach. Publiczność mogła oglądać go w „Turandot”, „Traviacie”, „Czarodziejskim flecie”, „Mistrzu i Małgorzacie”, „Włoszce w Algierze”, a także w szeregu polskich tytułów – od „Krakowiaków i górali” po „Manru”.

W partii Ferranda w operze Mozarta wykonywał słynną arię „Un’aura amorosa”, którą cechowała niezwykła miękkość frazy i lekkość prowadzenia głosu. Jako Pedrillo w „Uprowadzeniu z seraju” błyszczał w komicznej, pełnej energii arii „Frisch zum Kampfe”, budując postać prostolinijną, żywą i ciepłą. W roli Lindora z „Włoszki w Algierze” prezentował z kolei kunszt stylu rossiniowskiego, z jego błyskotliwą koloraturą zawartą w arii „Languir per una bella”.
Wśród ról Jacka Parola znalazły się także: Jurodiwyj w „Borysie Godunowie”, Manru w operze Paderewskiego, Dzidzi w „Hrabinie”, Jedidji w „Czarnej masce”, Goro w „Madame Butterfly”, Pang w „Turandot”, Edzio w „Manekinach”, Jonek w „Krakowiakach i góralach”, Theopompus w „Historyi o św. Katarzynie”, Malcolm w „Makbecie”, Borsa w „Rigoletcie”, Gaston w „Traviacie” oraz Syn w „Siedmiu grzechach głównych”. Gdy zakończył karierę wokalną, nie opuścił teatru i pozostał w nim jako sufler.

W 1987 roku jego sztuka została utrwalona także na ekranie: w filmowej wersji „Szkoła kochanków – „Cosi fan tutte” w reżyserii Krzysztofa Tchórzewskiego wcielił się w Ferranda, a w produkcji udział wzięli tak wspaniali artyści jak Agnieszka Kurowska (Fordiligi), Beata Morawska (Dorabella) i Adam Kruszewski (Guglielmo).
Był artystą pełnym życia, radości i energii, człowiekiem o ogromnej kulturze scenicznej i wyjątkowej wrażliwości muzycznej. Na scenie angażował się całym sobą w każdą powierzoną partię. Współpracownicy wspominają go jako partnera lojalnego, pogodnego i oddanego sztuce. – Od wielu lat dzieliłem z Jackiem wspólną garderobę i często angażowano nas do tych samych postaci. Zawsze dawał z siebie wszystko – wspomina we wpisie na Facebooku tenor Krzysztof Szmyt.

Zmarł w Warszawie 7 grudnia 2024 roku w wieku 65 lat.
ty




