Nowe życie „Pamiętnika zaginionego”. Łukasz Borowicz zachwyca Janáčkiem

Po sukcesie scenicznym w Operze Narodowej Nadrenii w Strasburgu Łukasz Borowicz utrwala jedno z najbardziej fascynujących dzieł Leoša Janáčka, „Zápisník zmizelého” („Pamiętnik zaginionego”) w światowej premierze fonograficznej nowej orkiestracji francuskiego kompozytora Arthura Lavandiera. Album wydany przez DUX z udziałem Petra Nekoranca, Moniki Jägerovej, Tomasza Sośniaka, Poznańskiego Chóru Kameralnego i Orkiestry Filharmonii Poznańskiej potwierdza klasę polskiego dyrygenta jako jednego z najwybitniejszych interpretatorów Janáčka, który pokazuje to arcydzieło z niezwykłą świeżością.

Łukasz Borowicz kilka miesięcy wcześniej prowadził utwór w Operze Narodowej Nadrenii w Strasburgu, zestawiając go z „Miłością czarodziejką” Manuela de Falli. Premierę orkiestracji Lavandiera w Nadrenii grała orkiestra z Miluzy. Francuska krytyka pisała wówczas o jego niezwykłej precyzji, dramaturgicznym wyczuciu i umiejętności wydobycia z orkiestry Filharmonii Poznańskiej tysiąca odcieni barw. Teraz te doświadczenia zaowocowały nagraniem, które ma szansę stać się jedną z najważniejszych fonograficznych interpretacji tego dzieła ostatnich lat.

Sama kompozycja Janáčka jest fenomenem. Powstała na podstawie dwudziestu dwóch wierszy, przez niemal osiemdziesiąt lat uznawanych za autentyczny pamiętnik młodego chłopaka, który porzucił rodzinę dla miłości do romskiej dziewczyny. Dopiero pod koniec XX wieku odkryto, że autorem tekstów był morawski poeta Josef Kalda. Tajemnica jednak pozostała, a Janáček zawarł w swoim stosunkowo krótkim dziele równie dużo emocji, jak w wielkiej pełnowymiarowej operze.

Petr Nekoranec i Łukasz Borowicz © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej
Petr Nekoranec i Łukasz Borowicz © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej

Dotychczasowe wersje orkiestrowe często próbowały upodobnić „Pamiętnik zaginionego” do wielkich dramatów scenicznych Janáčka. Bywały monumentalne i operowe. Kompozytor Arthur Lavandier poszedł w przeciwnym kierunku. Wyeksponował kameralność utworu, zachował intymność fortepianowego oryginału, jednocześnie otwierając przed słuchaczem zupełnie nową paletę barw. Ta orkiestracja nie dominuje nad śpiewakami, nie szuka brawurowego efektu, a w jej brzmieniu jest miejsce na ciszę, niedopowiedzenie, tęsknotę i niepokój.

Nie bez znaczenia pozostaje również udział Tomasza Sośniaka, którego fortepian zachowuje swoją wyjątkową rolę. Czasem dyskretnie towarzyszy bohaterom, innym razem przejmuje prowadzenie, stając się niemal wewnętrznym głosem Janačka. Potrafi być delikatny i liryczny, ale kiedy wymaga tego dramaturgia, jego brzmienie nabiera ostrości, dramatycznego ciężaru i niemal obsesyjnej intensywności.

Łukasz Borowicz © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej
Łukasz Borowicz © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej

Nad wszystkim czuwa jednak Łukasz Borowicz, który prowadząc opowieść ani przez chwilę nie ulega pokusie monumentalnej emocji. Buduje napięcie cierpliwie, pozwala orkiestrze rozbrzmieć pełnią kolorów, ale równie konsekwentnie pozostawia miejsce na ciszę. Tam, gdzie Lavandier zapisuje subtelność, Borowicz jej nie zagłusza. Tam, gdzie partytura domaga się emocjonalnego wybuchu, pozwala zespołowi na kontrolowane szaleństwo, nigdy jednak nie tracąc precyzji. Potrafi wsłuchać się w jego język i wydobyć z niego wszystko, co najważniejsze: tęsknotę, niepokój, namiętność i czułość. Dopełnieniem całości jest subtelny udział Poznańskiego Chóru Kameralnego.

Petr Nekoranec © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej
Petr Nekoranec © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej

Prawdziwym objawieniem płyty jest jednak Petr Nekoranec. Dawno nie słyszałem tenora, który potrafiłby śpiewać z taką naturalnością. Jego głos jest niezwykle liryczny, wręcz eteryczny, a w najwyższych rejestrach osiąga barwę, która chwilami przypomina mezzosopranowe brzmienie. Już od pierwszych minut wykonanie Petra Nekoranca przywoływało mi na myśl partię Astrologa ze „Złotego kogucika” Mikołaja Rimskiego-Korsakowa w legendarnej interpretacji Giennadija Piszczajewa z nagrania Melodii z 1962 roku. Nie chodzi o podobieństwo samej partii, lecz o niezwykłą lekkość prowadzenia głosu w wysokim rejestrze i niemal hipnotyczną aurę interpretacji. Także u Janáčka odnajduję podobną oniryczność – świat zawieszony między rzeczywistością a snem, między namiętnością a nieuchronnością losu. Nekoranec prowadzi swoją partię z ogromną świadomością psychologiczną. Każde słowo ma znaczenie, każde zdanie prowadzi bohatera o krok bliżej nieuchronnej decyzji.

Znakomitą partnerką okazuje się Monika Jägerová która nie próbuje budować Zefki jako egzotycznej uwodzicielki, tworzy natomiast kobietę z krwi i kości – ciepłą, tajemniczą, niepokojącą i magnetyczną. To właśnie dzięki niej historia nie staje się melodramatem, lecz opowieścią o spotkaniu dwóch światów.

Monika Jägerova © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej
Monika Jägerova © materiały prasowe Filharmonii Poznańskiej

DUX i Filharmonia Poznańska oddali słuchaczom album wyjątkowy. To nagranie potwierdza światową klasę polskiego dyrygenta i Filharmoników Poznańskich, ale także pokazuje, że arcydzieła można odczytywać na nowo – z pokorą wobec partytury i jednocześnie z odwagą odkrywania jej nieznanych dotąd znaczeń. Tak właśnie czyta Janáčka Łukasz Borowicz.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne