Piotr Beczała i Bassem Akiki w operowym apogeum

To było prawdziwe święto opery. Piotr Beczała olśnił programem imponującym i skrajnie wymagającym, wykonując dziesięć wielkich arii tenorowych z pogranicza repertuaru spinto i dramatycznego. Zachwycał brawurą, techniką i głębią interpretacji. Równorzędnym współtwórcą sukcesu był Bassem Akiki, prowadzący orkiestrę z ogniem i wyczuciem. To koncert, który zapisze się jako jedno z najważniejszych wydarzeń jubileuszu 70-lecia Filharmonii Zielonogórskiej.

To było prawdziwe święto opery i wieczór absolutnie nadzwyczajny. Nie tylko dlatego, że Piotr Beczała jest artystą tej miary, ale również ze względu na niezwykły, intensywny i ambitny program. Łącznie z bisami wykonał aż dziesięć arii – wszystkie rozbudowane, wymagające, przynależne do repertuaru tenora spinto, a momentami wręcz dramatycznego. Beczała odnalazł w nich nie tylko brawurę i poruszającą interpretację, ale przede wszystkim serce. To rzeczywiście głos, który wzrusza – zgodnie z tytułem koncertu.

Artysta olśniewa także techniką wokalną. Każde słowo – niezależnie od tego, czy śpiewane forte, czy piano – pozostaje w pełni zrozumiałe. Artykulacja jest bezbłędna, dykcja niesie znaczenie, a interpretacja świadczy o głębokim rozumieniu tekstu. Beczała to artysta, który wie, o czym śpiewa. Równocześnie nie zapomina o pięknie brzmienia – pozostaje wierny technice bel canta, umiejętnie łącząc ją z elementami weryzmu. Udowodnił to zarówno w bisach – określonej przez siebie jako „polskie verismo” aria Janka z „Janka” Władysława Żeleńskiego – jak i w repertuarze włoskim, choćby w arii Lorisa z „Fedory” Umberta Giordana, także wykonanej jako bis.

Piotr Beczała i Bassem Akiki w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen
Piotr Beczała i Bassem Akiki w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen

Program wokalny obejmował wielkie arie tenorowe z oper takich jak „Trubadur”, „Rycerskość wieśniacza”, „Moc przeznaczenia”, „Luisa Miller” czy „Tosca”. Na szczególne podkreślenie zasługuje obecność repertuaru polskiego – aria Jontka z „Halki” i Stefana ze „Strasznego dworu” doskonale współbrzmiały z włoskim kanonem, zwłaszcza w tak zaangażowanym i żarliwym wykonaniu.

Beczała okazał się również znakomitym wokalnym aktorem – dzięki pracy ze słowem budował wiarygodne, żywe postaci. I dlatego jego wokalne kreacje są tak niezwykłe. Koncert był nie tylko wydarzeniem artystycznym najwyższej próby, ale wręcz mistrzowską lekcją śpiewu i scenicznego wyrazu.

Równorzędnym współtwórcą tego sukcesu był Bassem Akiki, który poprowadził Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Zielonogórskiej z energią, wyczuciem i klasą. Przyjechał do Zielonej Góry prosto z londyńskiego Royal Ballet and Opera, gdzie debiutował „The Turn of the Screw” Benjamina Brittena. Pod jego batutą orkiestra brzmiała pełnią barw – od wzruszających, subtelnych pian po świetliste, precyzyjne forte. Akiki prowadził zespół dynamicznie, a zarazem z ogromną wrażliwością, wydobywając zarówno dramatyzm, jak i liryzm prezentowanych utworów. Ponieważ część instrumentalna była równie starannie zaplanowana. Usłyszeliśmy uwertury do oper Verdiego („Nabucco”, „Moc przeznaczenia”), intermezza z „Rycerskości wieśniaczej”, „Manon Lescaut” i „Siostry Angeliki”, a także efektowne tańce – od góralskich po mazura ze „Strasznego dworu”, wykonanego z odpowiednią, „siarczystą” energią.

Bassem Akiki w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen
Bassem Akiki w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen

Wieczór z wyczuciem prowadziła Regina Gowarzewska, dzieląc się wspomnieniami o artyście i przywołując fragmenty jego wypowiedzi, co nadawało koncertowi bardziej osobisty, ludzki wymiar. Dzięki jej słowom na scenie obecny był Piotr Beczała – człowiek, nie tylko wielki artysta. Po koncercie spotkał się ze swoimi wielbicielami, każdemu poświęcając chwilę: podpisywał płyty i programy, robił swoje „legendarne selfie” – i także w tej roli pozostaje mistrzem.

Spotkanie z Piotrem Beczałą po koncercie w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen
Spotkanie z Piotrem Beczałą po koncercie w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen

Jubileusz 70-lecia Filharmonii Zielonogórskiej powoli dobiega końca, ale przed publicznością jeszcze jedno ważne wydarzenie – koncert Aleksandry Kurzak. Kończy się też dyrekcja Rafała Kłoczki, który od nowego sezonu obejmie Teatr Wielki w Łodzi. Jego działalność w Zielonej Górze pozostawiła trwały ślad – to menedżer, który konsekwentnie budował rangę instytucji i skutecznie promował twórczość patrona, Tadeusza Bairda.

Koncert Piotra Beczały © Kuba Vollkommen
Koncert Piotra Beczały © Kuba Vollkommen

Dzięki takim wydarzeniom Zielona Góra staje się istotnym punktem na muzycznej mapie Polski. A koncert Piotra Beczały i Bassema Akiki bez wątpienia przejdzie do historii – jako wieczór, w którym sztuka operowa osiągnęła swój najwyższy wymiar.

Zielona Góra to zresztą miasto wyjątkowe – o pięknych tradycjach, silnym poczuciu lokalnej tożsamości i kulturze, która rozwija się tu w sposób naturalny i autentyczny. To także miejsce słynące z winiarskich tradycji, nadających mu niepowtarzalny charakter na mapie Polski. Warto tu przyjeżdżać nie tylko dla takich wydarzeń jak ten koncert, ale również dla atmosfery – łączącej historię, sztukę i codzienną kulturę.

Koncert „Głos, który wzrusza" w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen
Koncert „Głos, który wzrusza” w Filharmonii Zielonogórskiej © Kuba Vollkommen

Kolejny występ Piotra Beczały w Polsce odbędzie się 27 maja 2026 roku w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie w ramach cyklu „Wielkie Głosy”. W najbliższych miesiącach artysta pojawi się również jako Manrico w „Trubadurze” oraz Faust w operze Gounoda w Bayerische Staatsoper w Monachium, a także w Teatro Real w Madrycie, gdzie w „Trubadurze” wystąpi obok Artura Rucińskiego (Hrabia Luna) i Krzysztofa Bączyka (Ferrando): czerwiec-lipiec 2026.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne