Tomasz Pasternak: Tym razem w programie pana recitalu spotykają się Fryderyk Chopin, Franciszek Liszt i Sergiusz Bortkiewicz. Co dziś, z perspektywy czasu, pozostaje najbardziej inspirujące w artystycznej relacji Chopina i Liszta? Czy jako pianista ma Pan poczucie, że w pewnym sensie kontynuuje ich artystyczny dialog?
lIlia Ovcharenko: Chopin i Liszt to prawdziwi giganci muzyki fortepianowej. Każdy pianista podchodzi do ich twórczości z ogromnym szacunkiem, ponieważ reprezentują najwyższy poziom artystycznego mistrzostwa. Wykonywanie Chopina w Polsce jest dla mnie czymś szczególnie bliskim. Towarzyszą temu emocje, które trudno opisać. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam do Polski, czuję się otoczony jego muzyką. Chopina słychać wszędzie – nawet na Lotnisku Chopina w Warszawie – i tworzy to atmosferę, której nie spotyka się nigdzie indziej na świecie. Od razu czuje się, jak głęboko ta muzyka zakorzeniona jest w tym kraju i w jego mieszkańcach. To dla mnie ogromny zaszczyt wykonywać tutaj dzieła tego kompozytora.
Równie fascynujący jest Liszt. Jego Sonata fortepianowa h-moll to utwór, który towarzyszy mi od wielu lat, a każde wykonanie odkrywa przede mną coś nowego. Jej architektura jest niezwykła. Sposób, w jaki Liszt przekształca muzyczne motywy w trakcie całego dzieła, jest po prostu zdumiewający. Nawet słuchacze często nie zdają sobie sprawy z tego, jak genialnie rozwijają się poszczególne tematy, dopóki nie usłyszą całej konstrukcji utworu. To jedno z największych arcydzieł napisanych na fortepian i za każdym razem, gdy dochodzę do ostatnich stron partytury, mam dosłownie dreszcze.
Chopin i Liszt na zawsze zmienili historię pianistyki. Jaką rolę powinien dziś pełnić pianista, stojąc w cieniu tak legendarnych postaci? Ważniejsze jest pielęgnowanie tradycji czy poszukiwanie własnego artystycznego głosu?
To bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że jedno i drugie jest równie istotne. Mamy obowiązek pielęgnować wielkie arcydzieła przeszłości, ale jednocześnie nie możemy zapominać o kompozytorach współczesnych. Historia pokazuje, że naprawdę wielka muzyka bardzo często bywa niezrozumiana w chwili swojego powstania. Wystarczy spojrzeć na ostatnie sonaty fortepianowe Beethovena. W swoich czasach wielu słuchaczy uważało je za dziwne, a nawet brzydkie, z powodu odważnych harmonii i dysonansów. Sądzono, że Beethoven po prostu stracił kontakt z rzeczywistością. Dziś wiemy, że był po prostu wyprzedzał swoją epokę.

To samo dotyczy wielu współczesnych kompozytorów. Ich muzyka może początkowo wydawać się wymagająca, ale właśnie ona współtworzy przyszłość muzyki klasycznej. Wierzę, że publiczność warto zachęcać do jej odkrywania, zwłaszcza gdy zna historię i idee stojące za danym utworem. Dziś powstaje wiele niezwykłej muzyki, a wykonawcy mają ważną rolę w przybliżaniu jej słuchaczom.
Pana kariera rozwija się niezwykle intensywnie. Niedawno wystąpił Pan w słynnym amsterdamskim Concertgebouw, pański kalendarz wypełniają koncerty w najważniejszych salach Europy i świata. Jak radzi Pan sobie z tak napiętym harmonogramem? Czy pozostaje jeszcze czas na refleksję, naukę i zwykłe cieszenie się życiem?
Każdy muzyk marzy o takich możliwościach, dlatego jestem za nie ogromnie wdzięczny. Oczywiście ciągłe podróże nie zawsze są łatwe. Opóźnione loty, długie przejazdy i nieprzewidziane sytuacje zdarzają się bez przerwy. Ale w chwili, gdy wychodzę na scenę, wszystko się zmienia. Te pierwsze kroki w stronę fortepianu wciąż należą do najbardziej niezwykłych momentów, jakie znam. Dzielenie się muzyką z publicznością w różnych krajach daje mi ogromną energię.

Jednocześnie uważam, że niezwykle ważne jest zachowanie równowagi. Muzyka wyrasta z życia. Jeżeli nie doświadcza się życia poza sceną, w pewnym momencie nie ma się już niczego prawdziwego do powiedzenia poprzez swoją interpretację.
Zawsze staram się znaleźć czas dla rodziny i przyjaciół. Po recitalu w Warszawie właściwie zakończy się mój regularny sezon koncertowy i wreszcie będę miał kilka dni, aby zwolnić, pomyśleć o repertuarze na kolejny sezon, pobyć wśród natury – może nad jeziorem – i po prostu nabrać sił. Te chwile są równie ważne jak same koncerty.
Na swojej najnowszej płycie wydanej przez Pentatone promuje Pan twórczość Sergiusza Bortkiewicza obok utworów Ravela i Prokofiewa. Co sprawia, że jego muzyka zajmuje tak wyjątkowe miejsce w tradycji romantycznej?
Bortkiewicz pozostał wierny duchowi romantyzmu jeszcze głęboko w XX wieku. Jego muzyka pełna jest ciepła, liryzmu i niezwykłego bogactwa emocji. Pozostawił po sobie ogromny dorobek fortepianowy – koncerty, etiudy, preludia – i jestem przekonany, że wiele z tych utworów zasługuje na stałe miejsce we współczesnym repertuarze koncertowym.
Dla mnie ta muzyka ma jednak również wymiar bardzo osobisty, ponieważ Bortkiewicz był ukraińskim kompozytorem. Należy do dziedzictwa mojego kraju i jestem dumny, że mogę przedstawiać jego twórczość publiczności na całym świecie.
Czasem nazywam go „ukraińskim Chopinem”. Jego poetycki liryzm przywodzi na myśl Chopina, a bogate harmonie mogą kojarzyć się z Rachmaninowem. Jednocześnie zachowuje on całkowicie własny, niepowtarzalny głos.
Największą nagrodą są dla mnie chwile po koncertach, kiedy słuchacze podchodzą i pytają: „Kim był ten kompozytor? Czy może Pan zapisać jego nazwisko?”. Wtedy wiem, że warto przywracać do życia zapomnianą muzykę. Nie każdy wielki kompozytor miał szczęście zdobyć międzynarodową sławę, dlatego czuję się uprzywilejowany, że mogę dziś pomagać odkrywać Bortkiewicza na nowo.

Na zakończenie – gdyby miał pan w kilku zdaniach zaprosić warszawską publiczność na recital podczas Ogrodów Muzycznych, co by pan powiedział? Dlaczego warto spędzić ten wieczór właśnie z panem?
Polska zajmuje w moim sercu wyjątkowe miejsce. Oprócz muzycznej więzi z Chopinem zawsze będę wdzięczny Polsce i Polakom za życzliwość oraz wsparcie okazane Ukrainie i mojej rodzinie po wybuchu wojny.
Ten recital jest przede wszystkim świętem muzyki. Łączy kulturę polską, kulturę ukraińską i jedno z największych arcydzieł Franciszka Liszta. To program zbudowany wokół emocji, poezji i wdzięczności. Mam nadzieję, że publiczność przyjdzie nie tylko posłuchać pięknej muzyki, lecz także wspólnie czegoś doświadczyć. Muzyka jest o emocjach. Być może pojawią się uśmiechy, być może nawet łzy. Jeżeli słuchacze wyjdą z sali z poczuciem, że przeżyli coś naprawdę ważnego, to znaczy, że wspólnie stworzyliśmy coś wyjątkowego. Bardzo cieszę się na ponowne spotkanie z warszawską publicznością.
Do zobaczenia w Warszawie!

Liszt i Chopin: romantyczni herosi
Piątek,7 sierpnia 2026
Link do biletów
Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕
☕ Postaw kawę



