REKLAMA

O tym, jak sopraniści i kontratenorzy po mistrzowsku upiekli operowy pasztet w Krakowie

Podczas kolejnej edycji festiwalu Opera Rara zaprezentowano współczesną edycję partytury szczególnego gatunku operowego, jakim jest pasticcio. Rozpisane na sześciu bohaterów „Siface” okazało się dziełem monumentalnym, trwającym blisko 4 godziny. Dzięki brawurowemu wykonaniu przede wszystkim zagranicznych śpiewaków i uważnemu prowadzeniu orkiestry Capelli Cracoviensis przez Jana Tomasza Adamusa była to niezwykła uczta artystyczna. Nie tylko dla miłośników baroku.

W XVII i XVIII wieku opery były pisane na zamówienie konkretnych teatrów i dla konkretnych śpiewaków. Jeśli wystawiano je w innym teatrze, konieczne były modyfikacje. Dostosowywano je do specyfiki gustów publiczności, ale także życzeń artystów. Bowiem w tym czasie decydujące zdanie należało do śpiewaków. To właśnie oni żądali efektownych arii, a jeśli coś im w jakiejś operze nie odpowiadało, śpiewali to, w czym czuli się najwygodniej. I oczywiście czym mogli się popisać przed publicznością. W XVII wieku nie istniały przecież surowe regulacje dotyczące praw autorskich. Dodatkowo kompozytorzy często nie byli w stanie przygotować nowego dzieła na czas, więc ze swobodą wykorzystywali muzykę innych autorów. O dziełach mniej znanych twórców szybko zapominano, a pasticcio było pretekstem, aby je przypomnieć.

Te wszystkie czynniki powodowały, że powstawały operowe pasticcia czyli formy złożone z fragmentów dzieł różnych kompozytorów. Często nie do końca spójne muzyczne pod względem stylu, ale za to różnorodne i dynamiczne. „Uprawiali” je prawie wszyscy kompozytorzy tamtej epoki: Antonio Vivaldi, Nicola Antonio Porpora, Georg Friedrich Händel czy Christoph Willibald Gluck. A sam termin „pasticcio” wywodzi się od pasztetu, wytwornego (wtedy) dania złożonego z najlepszych składników i serwowanego podczas eleganckich przyjęć.

Opowieść o Siface, królu Numidii, została wystawiona w Teatro San Bartolomeo w Neapolu w 1734 roku. Za to pasticcio odpowiedzialny był włoski kompozytor Giuseppe Sellitto (1700-1777), autor kilkudziesięciu oper, z których wszystkie popadły w zapomnienie. Selitto wykorzystał muzykę własną, ale także fragmenty dzieł takich kompozytorów jak Leonardo Vinci, Johann Adolph Hasse, Nicola Antonio Porpora, Geminiano Giacomelli, Giovanni Battista Pergolesi czy Giovanni Porta. Dzieło dedykowane zostało królowi Neapolu Karolowi Burbońskiemu. Obsada była iście gwiazdorska. Partię Siface śpiewał słynny kastrat Caffarelli, w Viriate wcieliła się mezzosopranistka Giustia Turcotti, a w roli Ismeny wystąpiła Catarina Fumagalli, śpiewaczka, która zrobiła potem wielką karierę.

„Siface” jest szczególny jeszcze z jednego powodu. To pierwsze libretto operowe napisane przez Pietra Metastasia, znanego „dostarczyciela” tekstów operowych. Twórczość Metastasia posłużyła na przestrzeni wieków jako libretta do kilkuset dzieł operowych. Korzystali z nich tacy kompozytorzy, jak Antonio Caldara, Domenico Cimarosa, Giovanni Paisiello, Luigi Cherubini, Niccolò Jommelli, Georg Friedrich Händel czy Gaetano Donizetti.

„Siface” to adaptacja sztuki Domenico Davida „La forza della virtù” (Moc cnoty). Z tego libretta skorzystało kilkunastu kompozytorów. Warto by wymienić chociażby Nicolę Antonio Porporę, Baldassara Galuppiego czy Johanna Adolpha Hassego. Dzieło wystawiano także pod innymi tytułami, np. „Vitriate” czy „Synfax”. Pomimo osadzenia w kontekście historycznym, główną tematyką są intrygi miłosne.

Kangmin Justin Kim jako Siface @ Filip Adamus
Kangmin Justin Kim jako Siface © Filip Adamus

Współczesną wersję partytury opracowali na potrzeby Festiwalu Opera Rara dr Aneta Markuszewska oraz mgr Tomasz Fatalski, oboje związani z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Do udziału w koncertowej wersji opery zaproszono młodych i uznanych już wykonawców muzyki baroku. Koreańsko-amerykański kontratenor Kangmin Justin Kim wykonał tytułową partię Siface brawurowo, z pełną świadomością możliwości popisów wokalnych. W pamięci melomanów wsławił się kilka lat temu parodią Cecilii Bartoli, występując jako jej alter-ego, pod pseudonimem „Kimchilia Bartoli”, którą nadal można obejrzeć na portalu Youtube, i którą podobno sama Bartoli była zachwycona. Jego głos brzmiał po prostu pięknie. Śpiewak bawił się swoją rolą operując zarówno wspaniałą koloraturą, jak i pięknym, mięsistym niskim, niemalże basowym rejestrem. Doskonale zaśpiewał Jake Arditti, kontratenor pochodzący z Wielkiej Brytanii, świetnie odnajdując się w stylu pasticcia. Jego jasny głos bardzo dobrze oddawał emocje nieszczęśliwie zakochanego generała Erminia. Wspaniałym Libanio był izraelski sopranista, Maayan Licht, także olśniewając sprawną koloraturą i wielką fantazją wokalną. Ale dla mnie najjaśniejszym punktem obsady był brazylijski sopranista Bruno de Sá, kreujący postać podstępnej księżniczki Ismeny. Śpiewak umiejętnie posługiwał się brzmieniem kobiecego głosu, dotykając „po kobiecemu” niskich, piersiowych dźwięków i wspaniale interpretując wokalnie kreowaną rolę. Szlachetna i unikalna barwa, gdy trzeba słowicza, ogromna sprawność techniczna, ale przede wszystkim organiczne właściwie zespolenie z muzyką sprawiało, że słuchanie de Sá było niepowtarzalnym przeżyciem. De Sá często wykonuje arie kobiece na koncertach, brawurowo śpiewa np. arię Hrabiny z „Wesela Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta. Wszyscy ci artyści byli bardzo swobodni na scenie. Przekonująco, za pomocą mimiki i gestów odgrywali swoje role tak, że zapominało się, że jest to wersja koncertowa.

Jan Tomasz Adamus i Bruno de Sá @ Filip Adamus
Jan Tomasz Adamus i Bruno de Sá © Filip Adamus

Barok nie był epoką tenorów, ten typ głosu obsadzano wtedy głównie w partiach starych ojców. Czas operowego amanta przyszedł dopiero pod koniec XVIII wieku. Partię ojca Ismeny, Orcano, wykonał tenor Krystian Krzeszowiak, nadając brzmieniu głosu mocną i dramatyczną barwę. Odrobinę brakowało mi w jego śpiewaniu lekkości i belcantowej krągłości, choć artysta był bardzo przekonujący. Zresztą wszyscy bohaterowie zostali przez kompilatora pasticcia obdarzeni bardzo „demokratycznie”. Każda z postaci miała do wykonania kilka naprawdę wielkich arii. I szkoda, że na tym tle dość blado wypadła, w roli wiernej i nieskazitelnej żony, Vitriate, polska mezzosopranistka Marcjanna Myrlak. Brzmiała zbyt monotonnie, choć niewątpliwie jest to artystka muzykalna i jej wykonanie było więcej niż poprawne.

Capella Cracoviensis brzmiała stylowo i pięknie, nawet jeśli czasem zdarzały się pewne nierówności. Lepiej mogły by też zaprezentować się instrumenty dęte. Dyrygent Jan Tomasz Adamus bardzo rozlewnie i efektownie prowadził orkiestrę. Potrafił także zróżnicować nastrój dynamiczny, w różnych przecież stylowo ariach kompozytorów.

reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne