Sześć kobiet i jeden baryton. „Krajobraz miłości” Jakuba Milewskiego

„Krajobraz miłości” Jakuba Milewskiego nie odkrywa nieznanych lądów. Piosenki Mikołaja Hertla mają już swoją historię, a ich stylistyka świadomie spogląda w stronę minionych dekad. A jednak album, nagrany z udziałem sześciu znakomitych artystek i Filharmonii Kameralnej im. Witolda Lutosławskiego w Łomży, ma w sobie wdzięk, elegancję i bezpretensjonalną radość muzykowania. To pięknie zaaranżowana podróż w przeszłość – trochę sentymentalna, trochę kabaretowa, czasem melodramatyczna, ale przede wszystkim pełna muzycznej zabawy.

Jakub Milewski do swojego najnowszego projektu zaprosił wielkie nazwiska polskiej piosenki, opery, operetki i teatru. „Krajobraz miłości” jest bowiem przede wszystkim płytą spotkań. Milewski zmienia muzyczne partnerki, a wraz z nimi zmieniają się stylistyka, temperatura i charakter kolejnych utworów. Obok barytona pojawiają się Olga Bończyk, Grażyna Brodzińska, Teresa Lipowska, Dorota Osińska, Olga Szomańska i Małgorzata Walewska. Każda pochodzi z nieco innego artystycznego świata i każda wnosi do albumu własną osobowość.

To zresztą projekt bardzo charakterystyczny dla samego Milewskiego. Śpiewak, dyrygent i kompozytor od dawna lubi przekraczać granice pomiędzy muzyką klasyczną a rozrywką. Jego ciepły, mocny, charakterystyczny baryton dobrze odnajduje się poza operową sceną, szczególnie tam, gdzie śpiew zaczyna spotykać się z aktorstwem.

Podczas naszej ubiegłorocznej rozmowy, przeprowadzonej przy okazji jubileuszowej edycji festiwalu Ostrołęckie Operalia, mówił: „Chcę przełamywać i łączyć muzyczne światy. Jestem klasykiem, pochodzę ze świata muzyki klasycznej. Pokazując operę czy operetkę w połączeniu z innymi gatunkami, udowadniamy, że jest ona dla każdego, że potrafi zachwycić choć na moment nawet najtwardszego przeciwnika. Muzyka jest w moim mniemaniu najważniejsza, to ona niesie tekst”. Album „Krajobraz miłości” jest właściwie konsekwencją tej deklaracji.

Jakub Milewski © Rafał Latoszek
Jakub Milewski © Rafał Latoszek

Wydawnictwo ukazuje się nakładem Requiem Records w Opus Series. Muzykę do wszystkich piosenek napisał Mikołaj Hertel – kompozytor znany między innymi ze współpracy z Anną Jantar, Jerzym Połomskim czy Alicją Majewską. Autorką tekstów jest natomiast Grażyna Orlińska, która pisała dla wielu gwiazd polskiej piosenki, między innymi Zbigniewa Wodeckiego, Andrzeja Zauchy i Maryli Rodowicz.

„Krajobraz miłości” nie jest płytą odkrywczą .Te melodie już były, część z nich ma wcześniejsze wykonania, a język muzyczny Hertla jest natychmiast rozpoznawalny i mocno zakorzeniony w estetyce polskiej piosenki minionych dekad. Kto będzie oczekiwał od albumu poszukiwania nowego brzmienia albo radykalnego przepisania tych kompozycji na współczesny język, może poczuć niedosyt. Tyle że chyba nie o to tutaj chodzi. Siłą albumu nie jest bowiem odkrywanie nieznanego, lecz przywracanie dawnego świata i oglądanie go z dzisiejszej perspektywy. To podróż do czasów, kiedy piosenka potrzebowała melodii, tekstu, orkiestry, elegancji i odrobiny teatralności. A przewodniczkami po tym świecie są przede wszystkim kobiety.

Mamy tu flirt, żart, nostalgię i odbobinę kokieterii. Każda z sześciu zaproszonych artystek przynosi na płytę zupełnie inny temperament. Jest wzruszająca, aktorska melorecytacja Teresy Lipowskiej, jest Dorota Osińska ze swoim charakterystycznym połączeniem muzykalności i teatralnego nerwu, jest Olga Szomańska z zadziornością i energią świata musicalu i piosenki, a także Małgorzata Walewska z operową potęgą głosu, ale też dystansem do własnego emploi i wyraźną przyjemnością zabawy konwencją.

Grażyna Brodzińska z właściwą sobie lekkością balansuje pomiędzy operetką, musicalem i piosenką, przypominając, jak ogromne znaczenie w tym repertuarze ma sceniczny wdzięk. Olga Bończyk potrafi natomiast w jednej chwili przesunąć środek ciężkości w stronę teatru i kabaretu. W promowanym obecnie singlu „Tango Femme Fatale” jest demoniczna, zaborcza i uwodzicielska, a jej spotkanie z Milewskim zamienia piosenkę niemal w małą scenę teatralną.

Grażyna Brodzińska i Jakub Milewski © Karol Wysokiński
Grażyna Brodzińska i Jakub Milewski © Karol Wysokiński

Stałym punktem tego zmieniającego się krajobrazu pozostaje głos Jakuba Milewskiego, z bezbłędną, aktorską dykcją. Jest w nim echo dawnego sposobu opowiadania piosenki, w którym ważne były nie tylko dźwięki, ale również słowo, gest i charakter postaci. Artysta dobrze czuje ten język i potrafi wykorzystać klasyczne przygotowanie bez demonstracyjnego pokazywania wokalnego warsztatu. Błyszczy już w otwierającym album solowym „Pozwól mi śnić o Tobie”, czy chwytliwym, tytułowym „Krajobrazie miłości”, nawet jeśli utwór chwilami zanadto zanurza się w melodramacie. Ciekawiej wypada „Piosenka lekkoducha” – lekka, dowcipna, niemal kabaretowa i dobrze wykorzystująca aktorskie możliwości Milewskiego.

Zresztą całą płytę można potraktować jak opowieść mężczyzny próbującego odnaleźć się pomiędzy sześcioma niezwykle silnymi kobiecymi osobowościami. Czasem jest uwodzicielem, czasem lekkoduchem, czasem romantykiem, a czasem kimś, kto musi tłumaczyć się z niestałości uczuć. Miłość okazuje się tu ulotna, przewrotna i pełna sprzeczności – dokładnie taka, jakiej potrzebuje dobra piosenka.

Istotnym bohaterem albumu pozostaje również orkiestra. Nagrania zrealizowano we współpracy z Filharmonią Kameralną im. Witolda Lutosławskiego w Łomży pod batutą jej dyrektora Jana Miłosza Zarzyckiego. Dzięki temu piosenki otrzymują pełne, eleganckie brzmienie i oddech, którego często brakuje współczesnym produkcjom opartym przede wszystkim na elektronice. Za reżyserię dźwięku odpowiada Andrzej Brzoska.

„Krajobraz płyty” © materiały prasowe
„Krajobraz płyty” © materiały prasowe

„Krajobraz miłości” jest przy tym pomyślany jako muzyka nie tylko na jeden sezon. Wśród utworów znalazła się wprawdzie świąteczna „Christmas Song”, wykonywana wspólnie przez wszystkich artystów, ale zasadnicza część albumu opowiada o potrzebie kochania, uwodzenia i bycia uwodzonym.

„Krajobraz miłości” jest więc przede wszystkim cudowną podróżą w przeszłość. Do świata piosenki eleganckiej, melodyjnej, czasem przesadnie romantycznej, chwilami kabaretowej i bezwstydnie sentymentalnej. Milewski nie burzy w niej muzycznych granic z rewolucyjnym rozmachem. Robi coś subtelniejszego: otwiera pomiędzy nimi drzwi i pozwala swoim gościom swobodnie przez nie przechodzić. A że nie prowadzą one do krainy zupełnie nam nieznanej? Być może właśnie dlatego tak przyjemnie jest tam wrócić. A całą płytę wieńczy trzyczęściowy utwór symfoniczny zatytułowany „Muzyka deszczu, wiatru i miłości”.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne