27 sierpnia 2026 roku Teatr Słowa ponownie pojawił się na Festiwalu im. Bogusława Kaczyńskiego w Białej Podlaskiej. Tym razem z premierą „Pod jakim lasem ta Biała?” – komedią osadzoną w 1594 roku, wykorzystującą autentyczne postaci i wydarzenia historyczne jako punkt wyjścia do opowieści pełnej rodzinnych konfliktów, majątkowych rozgrywek, zmyśleń i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Realizatorzy powrócili do tego, co od lat jest jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu – opowiadania o historii Białej Podlaskiej z humorem i dużym dystansem.

Teatr Słowa działa od 2002 roku. Jego początki związane są z Janem Gałeckim, animatorem kultury, który wraz z grupą seniorów powołał Teatr „Jesienny Liść”. Z czasem do zespołu dołączyli młodsi wykonawcy, zmieniła się jego nazwa i repertuar. Na scenę trafiały m.in. utwory Aleksandra Fredry, Antoniego Czechowa i Jerzego Zawieyskiego, a w 2018 roku zespół sięgnął po „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. O historii teatru, wprowadzając w premierowy wieczór, opowiadała Gabriela Kuc-Stefaniuk.

Od kilku lat Teatr Słowa jest również stałym elementem Festiwalu im. Bogusława Kaczyńskiego. „Pod jakim lasem ta Biała?” to już siódmy prezentowany tutaj tytuł – po „Jajku Królowej Marysieńki”, „Nepelu, synu Pratula”, „Białym sadzie”, „Księżnej Annie Radziwiłłowej”, „Panie Kochanku” i ubiegłorocznym „Tymczasem w rowerowej stolicy Polski”. Zespół od lat popularyzuje historię i kulturę miasta, łącząc na scenie różne pokolenia.

Teściowa jak z „Dynastii”
Tym razem akcja przenosi widzów do 1594 roku. Jej osią są rodzinne intrygi i spory o majątek Barbary Kiszczyny, Mikołaja Kiszki i księcia Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła „Sierotki”. Nad wszystkim unosi się zaś widmo konfliktu małżeńskiego, którego spiritus movens staje się Gertruda – teściowa Mikołaja Kiszki.

To znakomicie pomyślany czarny charakter, który można byłoby postawić obok bohaterek najpopularniejszych serialowych sag. Gertruda intryguje, manipuluje i nie ma większych skrupułów, gdy w grę wchodzą pieniądze oraz majątek. Jest nawet gotowa narazić na szwank szczęście ukochanej córki, cały czas przekonując ją, że przecież robi wszystko dla jej dobra. W pewnym momencie planuje doprowadzić do rozwodu córki i przejęcia przez nią majątku, w którego zarządzaniu – oczywiście – sama zamierza „pomóc”. Postać Gertrudy brawurowo rozegrała Danuta Szaniawska, która jest również reżyserką przedstawienia i od 2019 roku kierownikiem artystycznym oraz instruktorem Teatru Słowa.

Dużą przyjemność sprawia sama konstrukcja intrygi. Kiedy wydaje się, że Gertruda dopięła swego, kolejne informacje i dokumenty zaczynają odwracać sytuację. Wszystko zmierza do szczęśliwego finału, a niejako przy okazji twórcy przedstawiają własną, całkowicie niepoważną i bardzo zabawną teorię narodzin nazwy Biała Podlaska. Jak do tego dochodzi, nie będziemy zdradzać. Można jedynie powiedzieć, że – wbrew tytułowi sztuki – żaden las nie ma z tym nic wspólnego.

„Sorry, Batory” i inne mądrości
Autorem tekstu jest Jacek Daniluk, a jego scenariusz ponownie skrzy się powiedzonkami, językowymi zabawami i „złotymi myślami”, które brzmią zaskakująco współcześnie. „Lepiej być dalej od panów, a bliżej kuchni”, „Pieniądze nie są najważniejsze w życiu. Łatwo tak mówić, jak się je ma” czy znakomite „Inaczej się płacze, idąc boso, niż jadąc powozem” – podobnych bon motów jest w przedstawieniu znacznie więcej.

Gertruda przekonuje z kolei córkę, że „mężów można mieć kilku, ale przez całe życie matka jest tylko jedna”, a w sporze o własność pada nadzwyczaj uniwersalne: „Sądy sądami, a sprawę wygrywa ten, kto ma lepszego adwokata”. Swoistym powiedzonkiem przedstawienia staje się jednak „Sorry, Batory” – żartobliwy anachronizm powracający w kolejnych scenach i za każdym razem wywołujący konsternację pozostałych bohaterów.
Osobnym bohaterem przedstawienia są kostiumy Małgorzaty Maciejewskiej – barwne, efektowne i pełne fantazji. Maciejewska jest związana z Teatrem Słowa właściwie od początku jego istnienia, a wiele kostiumów przygotowuje własnoręcznie.

Amator, czyli ten, który kocha
Największym atutem Teatru Słowa pozostają jednak sami wykonawcy. To teatr amatorski, ale warto przypominać pierwotny sens tego określenia. Łaciński „amator” to przecież miłośnik – ktoś, kto zajmuje się czymś z miłości, a nie po prostu „nieprofesjonalista”.
I właśnie tę przyjemność wspólnego tworzenia bardzo dobrze widać na scenie. Aktorzy bawią się swoimi postaciami, tekstem, kostiumem i historyczną konwencją, a ich energia szybko udziela się publiczności. Nie chodzi tutaj o akademicką rekonstrukcję wydarzeń sprzed ponad czterystu lat. Historia staje się materiałem do zabawy, komedii pomyłek i fantazji, a jednocześnie pretekstem, by po raz kolejny opowiedzieć o Białej Podlaskiej i ludziach, którzy ją tworzyli. Finał przynosi zresztą zdanie, które mogłoby być mottem nie tylko tego przedstawienia, ale całej działalności Teatru Słowa: „Nazwa ważna, ale ważniejsi mieszkańcy”.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕
☕ Postaw kawę



