„Tosca” w ciepłych temperaturach sprawdza się koncertowo!

Temperatura w Warszawie sięgnęła zenitu nie w godzinach popołudniowych, lecz wieczornych – „Tosca” na Placu Centralnym rozgrzała widownię, która swoim aplauzem entuzjastycznie wyrażała zachwyt nad tym niezwykle miłym dla ucha widowiskiem. Tak też zapamiętamy ten wieczór – jako triumf opery Pucciniego nawet nad niesprzyjającymi warunkami pogodowymi.

„Tosca” nie przygotowuje widza uwerturą – akcja spektaklu, granego w wersji koncertowej, rozpoczęła się niemal równolegle z wejściem na scenę dyrygenta, Bassema Akiki. To on prowadził orkiestrę Sinfonii Varsovii przez meandry partytury Pucciniego, troskliwie dbając o dynamiczne kontrasty i zróżnicowany koloryt, jasność barwy przy lekkich pasażach oraz wydobycie pełni brzmienia w partiach bardziej dramatycznych. Jego wielka czułość dla materiału ujawniała się zarówno przy samotnych popisach orkiestry (np. muzyczne otwarcie trzeciego aktu), jak i – a może zwłaszcza – przy zgodnym współgraniu z partiami wokalnymi.

A i te pozostawały w dobrych rękach. George Gagnidze okazał się wybornie okrutny w roli Scarpii, a jego ciepły baryton wspaniale kontrastował z lodowatością słów manipulującego barona. Jeszcze mocniej zachwycił Jonathan Tetelman, który swoją charyzmą uświetnił zarówno momenty humorystyczne Cavaradossiego, jak i dramatyzm wydarzeń aktów II i III. „E lucevan le stelle” zaśpiewane było jednocześnie subtelnie i potężnie, stanowiło popis aktorski i wokalny, a troskliwie poprowadzone narracyjne nadbudowywanie emocji ku ich finałowej erupcji sprawiło, że głos Tetelmana poszybował daleko poza Plac Centralny.

Mario Cavaradossi (Jonathan Tetelman) © Przemysław Jendroska
Mario Cavaradossi (Jonathan Tetelman) © Przemysław Jendroska

Niewątpliwie największą gwiazdą wieczoru była jednak Sonya Yoncheva w roli tytułowej. Zachwycała zwłaszcza jej ekspresja wokalna – mistrzowskie belcanto i płynne przechodzenie do innych technik oraz wyważenie poprowadzona budowa postaci nadawały jej grze jednocześnie ludzkiego i nieziemskiego pierwiastka. Przejmująca była zwłaszcza jej koronna aria „Vissi d’arte”, która w wykonaniu Yonchevy wybrzmiała wyjątkowo kontemplacyjnie, urzekając cichym smutkiem i rezygnacją. Mniej otwarcie emocjonalne były jednak sceny aktu I, w których Toscą targają napady zazdrości – w rękach Yonchevy Tosca stała się kobietą, której domeną okazuje się lód zamiast ognia. Choć taka stonowana interpretacja aktorska nie była może moją ulubioną (najbardziej cenię Toski zadziorne i płomienne, może nawet lekko przerysowane), nie można było odmówić aktorce uroku i klasy oraz wokalu godnego solistki Metropolitan Opera.

Jednak czy do aktorstwa należałoby się w ogóle przyczepiać? W końcu była to forma koncertowa spektaklu, bez scenografii (oprócz czasem rozpraszających grafik wyświetlanych na scenie) i z dość nieśmiałym ruchem scenicznym, który bywał nie tyle niepotrzebny, co niejasny (w scenach w kościele np. obraz hrabiny Attavanti oraz kaplica zmieniały miejsce). Ta pantomima odbierała momentami powagi scenom, trudno jest mi uwierzyć także, że komukolwiek pomagała w śledzeniu libretta na tyle, że była ona zupełnie niezbędna. Jeśli jednak była ona kluczowa w budowaniu tak emocjonalnie bogatych interpretacji wokalnych aktorów, jestem w stanie przymknąć na nią oko. W końcu muzyka ma być głównie ucztą dla ucha, a partiom wokalnym nie sposób było odmówić zaangażowania w oddanie emocjonalności bohaterów – nawet w wersji koncertowej.

Floria Tosca (Sonya Yoncheva) i baron Scarpia (George Gagnidze) © Przemysław Jendroska
Floria Tosca (Sonya Yoncheva) i baron Scarpia (George Gagnidze) © Przemysław Jendroska

Nieustannie najmocniej zachwyca mnie swoim rozmachem w tej operze „Te Deum” wieńczące I akt. Ta niesamowita, zachwycająca erupcja dźwięku rozbrzmiała na Placu Centralnym z potęgą przeszywającą gorące powietrze, uderzając w czułe struny wachlującej się, przegrzanej widowni i zapewniając to mityczne katharsis, oczyszczenie nawet w tak gorący dzień. Takie doświadczenia właśnie ma zapewniać festiwal Centralny Plac Muzyki – nawet, a może właśnie zwłaszcza, najbardziej upalne dni należy sobie umilać.

Tekst powstał w ramach projektu „Młodzi krytycy ORFEO”, realizowanego przez ORFEO Fundację im. Bogusława Kaczyńskiego we współpracy z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne