Mimo prapremierowego sukcesu dziś „Fedora” pozostaje w cieniu innych werystycznych oper, w tym jedynego dzieła Umberta Giordana, które zyskało sławę – młodszego o dwa lata „Andrea Chénier”. Libretto „Fedory”, na podstawie melodramatu Victoriena Sardou, nie dorównuje genialnej „Tosce” – widzowi przeszkadza nadmiar nic nie wnoszących do akcji postaci epizodycznych, ale jeszcze bardziej to, że wiele istotnych zdarzeń rozgrywa się poza sceną, więc bohaterowie informują o tym, niestety w dość zawiły sposób, w osłabiających wartkość narracji ustępach.

Rola Lorisa Ipanowa kusi tenorów zakochanych w swoim forte i jedyną znaną arią z tej opery, więc nieistotna staje się fajtłapowata osobowość tego bohatera – ofiary losu, oraz fakt, że napisana w banalnym C-dur „Amor ti vieta” sięga przecież jedynie razkreślnego a. Primadonny marzą z kolei, by zagrać tygrysicę par excellence, zwłaszcza, że w przeszłości po rolę Fedory Romanow sięgały śpiewaczki tej klasy, co Maria Callas, Renata Tebaldi, Magda Oliviero i Mirella Freni.
Omawiana inscenizacja Christofa Loya powstała w 2016 roku dla Kungliga Operan w Sztokholmie, a następnie prezentowana była w 2022 roku w Operze w Frankfurcie. Pod koniec listopada 2025 roku jej premierę przygotowała berlińska Deutsche Oper. Herbert Murauer zadbał o wizualną estetykę eleganckich kostiumów i scenografii, którą stanowi pałacowy pokój wyłożony tapetą. W I akcie jego główna ściana staje się tłem dla wyświetlanych projekcji wideo ze zbliżeniami twarzy solistów. W kolejnych dwóch aktach ściana unosi się, a umieszczone za nią pomieszczenie stanowi przedłużenie miejsca akcji, kolejno paryskiego salonu i szwajcarskiej willi.

Niezmieniająca się scenografia w pewnym momencie staje się dla widza monotonnym, niereagującym na nastroje muzyki tłem. Siłą napędową muszą być wówczas śpiewacy, a zwłaszcza duet Fedory i Lorisa, którzy w berlińskim spektaklu stworzyli przekonujące naturalnością emocji kreacje. W kilku momentach zabrakło jednak, by Loy nieco bardziej dokładnie ukazał targające bohaterami namiętności, a przede wszystkim lepiej wyjaśnił ich motywacje.
Vida Miknevičiūtė starała się pokazać Fedorę jako kobietę kruchą i wrażliwą, pełną wewnętrznych rozterek. Jej przepiękny sopran być może potrzebuje jeszcze nieco emocjonalnego żaru w brzmieniu, niemniej już obecnie ujmuje dobrze przemyślana interpretacja roli i zastosowanie odpowiednich środków wokalnych w każdej scenie: subtelnego piana, mięsistej średnicy czy odpowiedniej ekspresji w duetach.

Jonathan Tetelman (Loris Ipanow) dysponuje stosunkowo ciemnym w barwie, ładnym tenorem, swobodnie odnajdującym się w repertuarze werystycznym, ale jego dość monotonna i mechaniczna interpretacja szybko okazuje się nużąca, głównie z powodu skromnego zestawu środków wyrazowych.
Świetnie z zadań aktorskich wywiązali się obsadzeni w rolach Olgi i De Siriexa Julia Muzychenko i Navasard Hakobyan, niestety rozczarowujący wokalnie: jej sopran ma dość piskliwe brzmienie, a jego baryton – matową, jakby wyblakłą barwę. Wyróżnić można wyrazisty epizod w I akcie polskiego barytona Artura Garbasa w roli Kiryła.

Świetnie, jak zazwyczaj zresztą, wypadła orkiestra Deutsche Oper Berlin, a kierujący zespołem z dramatycznym napięciem John Fiore wydobył kipiące na kartach tej partytury uczucia i namiętności.




