REKLAMA

Czy nowa „Alcina” podbije na nowo Londyn? Najnowsza premiera w Royal Opera House

W ostatnich latach Opera Królewska prezentuje co roku jedną z oper Georga Friedricha Händla, które były pierwotnie wystawiane w Londynie. Najnowszą premierą w tym sezonie jest „Alcina”. Dzieło powraca do Covent Garden w nowej produkcji Richarda Jonesa.

„Alcina” to jedno z najciekawszych händlowskich dzieł. Opera miała swoją prapremierę właśnie w Covent Garden w 1735 roku. Pomimo dość ciepłego przyjęcia popadła jednak w całkowite zapomnienie i powróciła na deski ROH dopiero w 1962 roku. Produkcja to zyskała uznanie głównie dzięki Joan Sutherland, która wystąpiła w tytułowej roli. Po raz kolejny wystawiono ten utwór w 1993 roku. Dziś dzieło to powraca do Londynu w nowej produkcji Richarda Jonesa. „Alcina” posiada porywające arie, wspaniałą muzykę orkiestrową, ale jest długa i dość mało dramatyczna, jak na współczesne gusta. Czy zatem nowa produkcja „Alciny” podbije na nowo Londyn?

Libretto oparte jest na motywach renesansowego poematu Ludovica Ariosta „Orlando furioso”. Tytułowa bohaterka jest władczynią wyspy oraz czarodziejką. Przy pomocy magii uwodzi ona chrześcijańskich rycerzy, a następnie, gdy się nimi znudzi, przemienia ich w zwierzęta. Jednak pewnego razu zakochuje się w Ruggierze. Zauroczony rycerz zapomina o swojej narzeczonej i swoich obowiązkach, gdyż Alcina oferuje mu baśniowe życie. Wierna narzeczona Bradamante podąża za ukochanym i walczy, dopóki nie pryśnie czar uwodzicielki. Dziś to libretto być może nie wydaje się specjalnie ekscytujące i myślę, że opery Händla w naszych czasach wymagają bardzo pomysłowej inscenizacji.

„Alcina” w ROH © Marc Brenner
„Alcina” w ROH © Marc Brenner

Royal Opera House zaangażowała wyśmienity skład solistów na czele z Lisette Oropesą. Śpiewaczka ta jest dziś jedną z najjaśniejszych gwiazd na operowym firmamencie. Reżyserii podjął się Richard Jones, natomiast orkiestrę Royal Opera House poprowadził Christian Curnyn.

Richard Jones to obecnie jeden z najbardziej cenionych reżyserów operowych. Od swojego debiutu na deskach ROH w 1994 roku stworzył dla tej sceny niezliczone przedstawienia, w tym: „Lady Makbet msceńskiego powiatu”, „Gracza”, „Annę Nicole”, „Tryptyk”, „Glorianę”, „Borysa Godunowa”, „Cyganerię” i „Katię Kabanową”. Reżyser zdobył w Wielkiej Brytanii wiele nagród, m. in. sześć Olivier Awards, ale jego produkcje były także wysoko cenione w Opera de Paris czy też Metropolitan Opera. Jednak jego najlepsze inscenizacje to dzieła XIX – wieczne.

Jones prezentuje „Alcinę” jako konflikt dwóch światopoglądów i systemów moralnych. Z jednej strony mamy wyzwoloną kobietę sukcesu, z drugiej tradycję i religię. To ciekawy pomysł, dobrze przedstawiony scenicznie i dopracowany w szczegółach. Jest tutaj sporo humoru i wyborne aktorstwo. Jednak pomysły Jonesa pozostawiły we mnie poczucie niedosytu. Reżyser stworzył wiele ciekawych scen, ale jako całość przedstawienie nie było specjalnie dynamiczne. Schematyczna scenografia oraz sztampowe operowanie światłami sprawiały, że sceny się czasem dłużyły. Oprawa sceniczna z pewnością nie dorównywała reżyserii, a czasem wprost przeszkadzała. Barwna muzyka Händla potrzebuje więcej scenicznej magii. Partytura „Alciny” jest pełna energii, brawurowych arii i od produkcji oczekiwałbym oddania tego klimatu, który stworzył Händel. Kilka scenicznych tricków nie jest w stanie sprawić, że czterogodzinna opera będzie łatwiejsza w odbiorze.

Lisette Oropesa (Alcina) i Emily D’Angelo (Ruggiero) w „Alcinie” w ROH © Marc Brenner
Lisette Oropesa (Alcina) i Emily D’Angelo (Ruggiero) w „Alcinie” w ROH © Marc Brenner

Wokalnie Lisette Oropesa była w stanie oczarować publiczność. Jej głos imponował piękną krystaliczną barwą oraz swobodą i precyzją, z jaką śpiewaczka artykułowała nawet drobne ornamenty. Oropesa przykuwa uwagę na scenie, jest ona świetną aktorką, która potrafi rozśmieszyć, ale także stworzyć intensywne, dramatyczne momenty.

Jako Ruggiero wystąpiła Emily D’Angelo. Młoda śpiewaczka imponowała świetnym frazowaniem oraz wyjątkową muzykalnością. Jej głos posiadał ciemną, dość oryginalną barwę. Varduhi Abrahamyan wykonała rolę Bradamante z dużym zaangażowaniem, jednak nie przekonała mnie jej interpretacja. Jej głos był mięsisty i mocny, naprawdę imponujący, ale za „duży” na Händla. Cała trójka to wybitni śpiewacy, ale nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że nie były to role dla nich idealne. Ich wykonania były chwilami wspaniałe, ale brakowało mi barokowej lekkości.

Najbardziej stylowo swoją partię wykonał Rupert Charlesworth. Jego Oronte posiadał lekkość i naturalność, choć nie jest to dużych rozmiarów głos i chwilami nie było go dobrze słychać. Pewnym rozczarowaniem dla mnie była Mary Bevan, która miała problemy z wysokimi dźwiękami, jej głos nie brzmiał naturalnie, a czasem wręcz wydawał się wymuszony.

Rupert Charlesworth (Oronte) © Marc Brenner
Rupert Charlesworth (Oronte) © Marc Brenner

Zawiodła mnie także orkiestra Royal Opera House. Muzycy nie mają doświadczenia w wykonywaniu muzyki barokowej, co było słychać. Christian Curnyn starał się dyrygować dynamicznie, ale być może nie był w stanie przekazać w pełni swoich idei muzykom, gdyż orkiestra posiadała akademickie, sztuczne brzmienie.

Nie będę ukrywał, że Royal Opera House jest moim ulubionym teatrem operowym. Produkcje są często świetnie dopracowane i przygotowane na najwyższym poziomie. Jednak i tutaj można przeżyć zarówno operowe uniesienia, jak również i rozczarowania. „Alcina” to bez wątpienia oryginalna produkcja, ale pozostawiła we mnie mieszane uczucia. Dobrze jednak zobaczyć to przedstawienie.

reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne