23 listopada 2025 roku | Wyniki
Koncert finałowy I Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Bogdana Paprockiego zwieńczył tydzień pełen emocji, odkryć i artystycznych sporów, ale też podziwu dla znakomitej organizacji. Przesłuchania przebiegały sprawnie, bez opóźnień, a publiczność – licznie wypełniająca zarówno salę, jak i internetową transmisję – współtworzyła wyjątkową atmosferę. Organizatorzy: Opera Nova, Stowarzyszenie Bogdana Paprockiego, Akademia Muzyczna im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy oraz dziesiątki wolontariuszy pokazali, że potrafią stworzyć wydarzenie na europejskim poziomie.

Już w pierwszej odsłonie konkurs w pełni zasłużył na miano „międzynarodowego” – wśród laureatów dominują obcokrajowcy. I Nagrodę w kategorii kobiet (po 24 000 zł) ex aequo otrzymały: Austriaczka Hedwig Ritter oraz Ukrainka Yuliia Zasimova. I Nagrody w kategorii głosów męskich nie przyznano, za to II Nagrody powędrowały do Polki Pauliny Makarowskiej (20 000 zł) oraz reprezentującego Niemcy Robina Parka (20 000 zł). III Nagrodę wśród mężczyzn zdobył Krzysztof Lachman (16 000 zł). Wyróżnieni zostali: Gwang-Geun Noh, Wiktor Stajkowski i Paweł Trojak (po 6 000 zł).

Równie imponująco przedstawia się lista nagród specjalnych, które dodatkowo podkreślają rangę i międzynarodowy charakter konkursu. Nagrodę im. Bogdana Paprockiego dla najlepszego tenora otrzymał Krzysztof Lachman; za najlepszą arię polskiego kompozytora wyróżniono Paulinę Makarowską, a za najlepszą arię oratoryjno-kantatową – Martę Wiktorzak. Nagrody dla najmłodszych finalistów trafiły do Viktorii Shamanskiej i Wiktora Stajkowskiego, co pokazuje, że konkurs potrafi dostrzec także talenty dopiero wchodzące na scenę.

Szczególnie ważne są nagrody dające realne szanse zawodowe. Liczne propozycje angaży w teatrach operowych w całej Polsce, w tym Nagrodę Dyrektora Opery Nova Macieja Figasa – udział w przedstawieniu lub koncercie – otrzymali Hedwig Ritter i Krzysztof Lachman. Nagrody ZASP za największe osobowości artystyczne Konkursu powędrowały do Pauliny Makarowskiej i Wiktora Stajkowskiego. Akademia Operowa Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, reprezentowana przez Beatę Klatkę, wyróżniła Wiktora Stajkowskiego i Aleksandrę Gawrych. Nagrodę Jerzego Marchwińskiego za wzorowe partnerstwo w muzyce przyznano pianistom Alicji Tarczykowskiej-Podobieńskiej i Aleksandrowi Telidze, a partnerzy konkursu – Derred Pracownia im. Karola Włodarskiego oraz Jubiler Domino Bydgoszcz – ufundowali cenne nagrody rzeczowe dla laureatów.

I kilka statystyk, które przedstawili prowadzący Koncert Finałowy Marcin Kuczer i Aneta Nurczek: z 80 osób wyłonionych na drodze preeliminacji do konkursu przystąpiło 77 osób. W tegorocznej edycji dominowały oczywiście soprany. Było ich aż 39. Mieliśmy też 13 mezosopranów, 10 tenorów, 9 barytonów oraz 4 basy i 2 bas-barytony. Każdy z nich wniósł na scenę własną wrażliwość i interpretację. W dwóch pierwszych etapach uczestnikom towarzyszyli pianiści, w tym pięcioro pianistów konkursowych: Alicja Tarczykowska-Podobieńska, Natalia Gaponenko, Aleksander Teliga i Radosław Zaworski.

Najczęściej wykonywana była aria Halki, zabrzmiała 8 razy. Dużą popularnością cieszyło się również mozartowskie „Alleluja” i „Jeruzalem” z oratorium „Paulus” Mendelssohna – oba utwory usłyszeliśmy sześć razy. Pięć razy Pieśń Roksany z „Króla Rogera”, cztery razy Händlowski recitativ „Every Valley Shall Be Exalted”.


Pierwsza edycja Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Bogdana Paprockiego zapisała się więc w historii nie tylko jako hołd dla wielkiego tenora, lecz także jako mocny sygnał: polska scena operowa staje się miejscem, gdzie młodzi artyści z całego świata chcą zaczynać swoją karierę. A tak spektakularny początek pozwala wierzyć, że kolejne edycje tylko umocnią tę pozycję. Wieczór rozpoczął zresztą Maciej Figas, dyrektor Opery Nova, który powiedział: – Jestem przekonany, że Konkurs im. Paprockiego w formule międzynarodowej będzie kolejnym takim kamieniem milowym w udowadnianiu, że ten teatr jest pod każdym względem wyjątkowy, o czym Państwo doskonale wiedzą.
Oprócz jurorów wszystkie przesłuchania, od I etapu, śledzili Pani Elżbieta i Pan Jan z Gdańska, którzy specjalnie w tym celu przyjechali do Bydgoszczy.

22 listopada 2025 roku | Etap III
III etap, podczas którego artyści muszą wystąpić na scenie Opery Nova i wykonać dwie arie z orkiestrą, to kolejne, wyjątkowo wymagające wyzwanie. Jest to właściwie pełnoprawny koncert operowy – rodzaj konkursowej gali, w której uczestnicy prezentują swoją „operowość”. W końcu takie właśnie występy mają być ich codziennością. To nie jest moment oceny potencjału czy budowania repertuaru. To moment weryfikacji, czy artysta jest już gotowy, by stanąć na dużej scenie – innymi słowy: czy „da radę”.

Zgodnie z Regulaminem uczestnicy muszą wykonać dwie arie operowe z listy repertuarowej; kilku skorzystało z dopuszczalnej możliwości powtórzenia jednej arii z poprzedniego etapu. Koncert podzielono na dwie części, w każdej z nich śpiewacy wykonywali po jednej arii, musieli więc dwukrotnie wychodzić na scenę – to dodatkowa trudność. Poziom był bardzo wysoki, niemal bezbłędny, co sprawiło, że również dla publiczności był to znakomity koncert i prawdziwa operowa gala. Uczestnikom towarzyszyło aż dwóch dyrygentów: Maciej Figas i Piotr Wajrak.

Wystąpiło 12 finalistów: 7 kobiet (w tym sześć sopranów) i 5 mężczyzn (zaledwie jeden tenor). Jeśli chodzi o repertuar polski – nieobowiązkowy – był to swoisty pojedynek Halek; usłyszeliśmy trzy różne interpretacje. Dla Kamili Dutkowskiej był to chyba najlepszy występ w całym konkursie – jej Moniuszkowska bohaterka była przejmująca i dramatyczna. Artystka wybrała Halkę, choć niedawno, we wrocławskiej premierze, wykonywała Hannę. Bardzo udana była także jej Nedda z „Pajaców” – świetnie dobrany repertuar. Justyna Bujak pokazała z kolei drapieżność i rozpacz porzucenia; również jej Małgorzata z „Mefistofelesa” Boita wypadła bardzo dobrze.

Dokładnie ten sam zestaw arii wykonała Hedwig Ritter, którą typuję na zwyciężczynię konkursu. Jej prezentacja była w pełni profesjonalna, dramatyczna i imponująca – to duży głos, który w przyszłości swobodnie odnajdzie się w repertuarze Wagnerowskim (już teraz śpiewa przecież Straussa), świetnie osadzony, szlachetny, śpiewający ze swobodą i naturalną słodyczą, pozbawiony wysiłku. Jej Halka miała rys monumentalnej heroiny, była zaśpiewana dramatycznie, „wagnerowsko”, co mogło zachwycić. W ogóle Halka wpisana jest – jak sądzę – w polską tradycję wykonywania przez głosy cięższe, bardziej spintowe niż liryczne (choć możliwa jest też interpretacja liryczna, co podkreśla tajemniczość i bogactwo tej roli).

Arią Roksany konkurowały Yuliia Zasimova (śpiewająca ponadto Gildę) oraz Victoriia Shamanska (dodatkowo Micaelę). Zasimova była znakomita – jestem pewien, że znajdzie się na podium. Jej głos wspaniale wypełniał przestrzeń dużej sceny i robił ogromne wrażenie. W przypadku Shamanskiej repertuar wydaje mi się źle dobrany: to głos wybitnie belcantowy, co nie wyklucza partii dramatyczniejszych, ale jej Roksana była zbyt delikatna (wydaje mi się, że lepsza byłaby Hanna). Podobnie Micaela – pełna słodyczy, lecz zbyt subtelna na tak dużą scenę. Shamanska była jedną z moich faworytek tej edycji, jednak finał nie spełnił oczekiwań.

Bardzo dobrze zaprezentowała się natomiast Paulina Makarowska – znakomita Zuzanna i niezła Hanna, choć może zbyt delikatna. Jej koloratura była wspaniała, liryczna, nie dramatyczna – przydałoby się odrobinę więcej pazura. Jedyna mezzosopranistka, Iryna Haich, pokazała bardzo dobrą, niemal altową Matkę z „Giocondy” (Haich to właściwie alt) oraz pełną humoru Cześnikową. Warto podkreślić świetną, nośną emisję i piękną barwę – artystka ma wspaniałą średnicę, choć rzadko sięga po górę. Sądzę, że Haich to prawdziwy alt, którego przyszłością mogą być partie oratoryjne.
Krzysztof Lachman wykonał swoją jak dotąd koronną partię Nemorina (wykonuje ją na scenie) – z wrażliwością i belcantową miękkością – lecz prawdziwie olśnił jako Stefan. Jego interpretacja była dojrzała, przemyślana i śpiewana z ogromnym zaangażowaniem i przemyśleniem. Operował piękną barwę i wspaniale poprowadził dramat, dowodząc, że nie jest jedynie tenorem „di grazia”. Bas Gwang-Geun Noh zachwycił nośnością głosu i interpretacją Banca oraz Collina – tu bawił się aktorsko, zdejmując marynarkę. Wiktor Stajkowski wykonał Leporella, nieco słabiej Stolnika – to bas-baryton o pięknej barwie, bardzo młody, o dużym potencjale; w wyższych partiach niż typowo basowe może naprawdę olśnić.

Paweł Trojak (brawa za odwagę) wykonał rzadką, lecz atrakcyjną muzycznie arię z „Rymunda, księcia litewskiego” Franciszka Mireckiego (jest cabaletta, można się popisać), zestawiając ją śmiało z Escamillem. W jego żarliwej interpretacji przydałoby się jednak więcej belcanta i bardziej efektownej góry, choć trzeba przyznać, że artysta przekonuje aktorskim temperamentem. Robin Park udowodnił, że dysponuje „niekończącym się oddechem”, cudownie prowadził frazę w Posie i Wolframie, ale brakowało nieco większej mocy i wolumenu.

Wyniki III etapu ogłoszono dopiero po godzinie 23.00, podając jedynie listę nagrodzonych – bez wskazania, kto zajął które miejsce i jak wygląda podium. Nie ogłoszono również nagród przyznawanych przez teatry operowe w Polsce. Obecni byli wszyscy dyrektorzy, którzy będą zapraszać uczestników do swoich scen – to niezwykle ważna część konkursu, bo nagrody te oznaczają realne występy.
Wszystkie te informacje mają zostać podane dziś wieczorem. Poznamy także nazwiska nagrodzonych pianistów, którzy heroicznie partnerowali uczestnikom podczas dwóch pierwszych etapów w Sali Kameralnej.

20 listopada 2025 roku | Etap II i Wyniki
Drugi etap to nie tylko sprawdzian wytrzymałości, lecz także potwierdzenie – lub obalenie – słuszności decyzji jury w kontekście scenicznej dojrzałości młodych artystów. Podobnie jak w poprzedniej turze, uczestnicy musieli wykonać trzy utwory: obowiązkową arię operową oraz oratoryjną (obie inne niż w pierwszym etapie), a także jedną dowolną pieśń. Oratoryjnym „przebojem” basów okazał się fragment „Requiem” Verdiego – „Confutatis maledictis”, wykonany podczas przesłuchań aż trzykrotnie. Ale repertuar był bardzo zróżnicowany i ciekawy – młodzi artyści chętnie sięgali po utwory mniej znane.
Warto podkreślić znakomitą organizację konkursu: nie ma znaczących opóźnień, a wyniki ogłaszane są zgodnie z planem. Dlatego gdy ukaże się ten tekst, lista finalistów będzie już znana.

Rzeczywiście, większość wykonawców wypadła lepiej niż poprzednio. Bardzo dobrze zaprezentowała się Yuliia Zasimowa – szczególnie w brawurowej arii Łucji z „Łucji z Lammermoor” Donizettiego, gdzie pokazała oryginalność i nieustępliwość w atakowaniu dźwięków, a także muzyczną fantazję. Wspaniała w arii Hanny z „Strasznego dworu” i w dramatycznej koloraturze Händla była Paulina Makarowska (świetny był także „Kot” Sławomira Zamuszko!). Justyna Bujak błysnęła arią Butterfly z „Madamy Butterfly” i pięknie zróżnicowała cały występ dzięki pewnemu prowadzeniu głosu. Kamila Dutkowska była dziś ostrożna i uważna, choć śpiewała zbyt dramatycznie, nawet w czułej pieśni o miłości. Obiecująco rozpoczęła swój występ Paulina Bielarczyk – dwa pierwsze utwory wykonała z klasą i wyczuciem, lecz w arii z „La Wally” Catalaniego coś się zacięło i efekt nie był satysfakcjonujący.

Aleksandra Gawrych to już pełnoprawny sopran dramatyczny. Jej Izolda z „Tristana i Izoldy” – może nienajszczęśliwiej zestawiona z Pergolesim – była pełna blasku, słodyczy i wokalnej pewności: śpiewaczka nie krzyczała, lecz płynęła w hipnotycznej wagnerowskiej frazie. Wszystkie utwory wykonała bardzo dobrze, idąc nieco pod prąd zasad logiki repertuarowej. Najbardziej pewną śpiewaczką była jednak Hedwig Ritter – w Elzie z „Lohengrina” oraz w utworach Debussy’ego i Straussa imponowała siłą głosu i niemiecką precyzją.
Qin Dandan – o czym pisałem wcześniej – jest prawdziwym wokalnym zjawiskiem. Jej głos jest piękny, ciemny i mosiężny, monumentalny, ze wspaniałą średnicą i dołami. Górne dźwięki mogą się nie każdemu podobać, lecz to artystka, której będę się bacznie przyglądać.

Victoriia Shamanska zaprezentowała bardzo interesujący program. Doskonale uzupełniał ją pianista Michał Basista – zwłaszcza w niebiańskiej arii „Et incarnatus est” z „Mszy c-moll” Mozarta, w której wspólnie stworzyli piękny dialog. Ich występ był dowodem prawdziwego partnerstwa w muzyce. Ponownie zabrzmiał Rossini – najwyraźniej ukochany kompozytor śpiewaczki, bo wykonuje go tak, jakby pisał go właśnie dla niej. Olśniła wyobraźnią wokalną, prowadzeniem frazy i oddechem – choć będąc w szczycie formy zabrzmiałaby jeszcze lepiej. Świetny warsztat można pokazać nawet wtedy, gdy dyspozycja dnia nie jest idealna – a to przecież zdarza się każdemu.
Marta Wiktorzak pokazała się dziś znacznie dojrzalej: jej mezzosopran jest elastyczny, jasny, giętki i pełen siły wyrazu. Iryna Haich zaprezentowała pewną i szlachetną mezzosopranową średnicę, nieco zamglone, ale ciekawe góry oraz niskie, zaskakująco jasne dźwięki.

Tenor Ding Zichen dosłownie olśnił mnie barwą i prowadzeniem frazy, godną największych tenorów świata. To śpiewak niebojący się „walczyć” z muzyką – w najlepszym znaczeniu tego słowa – nawet jeśli nie zawsze wygrywa. Jest zjawiskiem i wielką nadzieją, lecz tutaj przy atakowaniu najwyższych dźwięków, niestety, poległ. Adam Walasek ma wspaniałą estetykę tenora spinto, ale śpiewa zbyt mocno i jednostajnie; brakuje mu dynamiki wyrazu, która mogłaby wzruszyć i wzbogacić interpretację. Krzysztof Lachman, mimo trudnego i zróżnicowanego repertuaru tenorowego, wyszedł z zadania zwycięsko. Jego belcantowy głos odnajduje się także w niemieckiej literaturze, którą wykonuje z „włoskim sercem”. Na tym tle nie poradził sobie Łukasz Baltazar Kózka – zapewne z powodu nerwów jego występ nie wywołał pożądanego wrażenia.

Zaśpiewało pięciu barytonów. Paweł Trojak okazał się pięknym artystą lirycznym, który w pieśniach przekazał całe serce, choć w ariach zapomina nieco o sile liryki. Zdecydowanie bardziej podobał mi się Adam Dobek – wybrał repertuar dramatyczny, a stosowane środki werystyczne tym razem nie raziły (Silvio z „Pajaców”). Guan Bowen urzekł pięknym oddechem i umiejętnością prowadzenia verdiowskiej frazy. Szymon Raczkowski, obdarzony zjawiskowym głosem, śpiewał pięknie, choć zbyt dramatycznie. Objawieniem i artystą wyjątkowo dojrzałym okazał się Robin Park – jego Makbet z „Makbeta” był przemyślany, imponujący, a cała świadomość interpretacyjna wręcz zaskakująca.

Wspomniany wcześniej „przebój” z „Requiem” wykonali Bartosz Kieszkowski, Wojciech Kowalski oraz Gwang-Geun Noh – każdy inaczej, lecz interpretacja Kowalskiego miała moim zdaniem najwięcej klasy. Drugi etap okazał się dniem pełnym niespodzianek – zarówno zachwytów, jak i rozczarowań.

Pojawiło się jednak sporo pomyłek repertuarowych, a także – takie odniosłem wrażenie – kilku artystów śpiewało nie swoim głosem. W efekcie brzmieli zbyt mocno i zbyt głęboko. Niepotrzebnie za wielką „Arię z trucizną” bierze się Agnieszka Nurzyńska. Artur Sadłoń to tenor o ciekawym, lirycznym głosie, lecz nie dysponujący odpowiednią techniką śpiewał Verdiego w sposób potwornie „bohaterski”, a wybrany repertuar zdecydowanie go przerastał. Nie rozumiem też, dlaczego utalentowany i obdarzony pięknym głosem Wiktor Stajkowski usiłuje śpiewać basem – brzmi to nienaturalnie, szczególnie w tak monumentalnym repertuarze jak Filip z „Don Carlosa”, choć może należy mu pogratulować odwagi: wystąpił przecież przed Rafałem Siwkiem, dla którego jest to jedna z koronnym ról.

***
Do III i ostatniego etapu – finału na dużej scenie z orkiestrą zaproszono 12 artystów. Są to: sześć sopranistek: Justyna Bujak, Kamila Dutkowska, Paulina Makarowska, Hedwig Ritter, Victoriia Shamanska, Yuliia Zasimova, mezzosopranistka Iryna Haich, tenor Krzysztof Lachman, dwóch barytonów: Robin Park i Paweł Trojak; bas-baryton Gwang-Geun Noh oraz bas Wiktor Stajkowski.
Jak poprzednio, kilku osób mi zabrakło, rozumiem decyzje jury – nie można ryzykować, jeśli ktoś nie spełni oczekiwań i budzi pewne obawy. Dlatego też jednak finał zapowiada się bardzo intersująco i to będzie tak naprawdę sprawdzian umiejętności, ale także wytrzymałości i przydatności do zawodu artystów, którym dano tak wielką szansę.
19 listopada 2025 roku | Etap I, Tura IV i V | Wyniki I Etapu
W ostatnim dniu przesłuchań pierwszego etapu, który odbył się w dwóch sesjach – porannej i popołudniowej – zaprezentowało się łącznie 31 śpiewaków. Oznacza to, że finalnie w I Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Bogdana Paprockiego wzięło udział 77 uczestników; jedynie troje spośród zakwalifikowanych wcześniej 80 wykonawców odwołało swój przyjazd. Był to długi dzień, pełen rozmaitych emocji – od zachwytu po zmęczenie, pełen także zaskoczeń. Do II etapu zakwalifikowano 27 artystów, a ja podsumowuję ten dzień w świetle ogłoszonych wieczorem, 19 listopada, wyników.
Do wcześniejszych rozważań dodałbym jeszcze kwestię artykulacji. Młodzi artyści wciąż często nie przywiązują wystarczającej wagi do dykcji, niekiedy wręcz ją lekceważą, skupiając się na samogłoskach i zniekształcając przez to sens słów. Szybko można zauważyć, kto miał już kontakt ze sceną – nie dlatego, że jest bardziej doświadczony, ale dlatego, że okazuje większy szacunek dla słowa. To przecież dzięki prawidłowej wymowie można zabrzmieć lepiej, pełniej i bardziej prawdziwie.
Austriaczka Hedwig Ritter obdarzona jest dramatycznym sopranem o dużej mocy i solidnej emisji, bardziej niemieckiej niż włoskiej. Atakuje dźwięki pewnie i zdecydowanie. Niedawno wystąpiła w Krakowie jako Ariadna w operze Straussa i bardzo się tam podobała. W Bydgoszczy zaprezentowała wielką arię Ariadny, lecz bardziej poruszyła mnie interpretacją moniuszkowskiej Halki – pełną wokalnej rozpaczy i aktorskiej energii. To głos, który prawdopodobnie lepiej sprawdzi się z orkiestrą; niektóre głosy przy fortepianie tracą moc wyrazu i subtelność, i tak jest w jej przypadku.
Dużą dojrzałość pokazała Justyna Bujak, imponująco wykonując Toscę – choć może miejscami bardziej skupiając się na wolumenie niż na modlitewnym liryzmie. Jednocześnie zaprezentowała jedną z najlepszych na konkursie interpretacji Halki – kolejny sopranowy „przebój” pierwszego etapu.

Daria Korolova bardzo dobrze wykonała arcytrudną arię Lakmé, choć cały występ był nierówny; wydawała się momentami niepewna, może nie w pełni rozśpiewana. W konkursie operowym aria jest najważniejsza – ja dałbym jej kolejną szansę.
Wzorcową koloraturą popisała się Katarzyna Drelich, zwłaszcza w arii Łucji Donizettiego – dramatycznej, swobodnej, choć mogłoby być w niej nieco więcej słodyczy. Małgorzata Priebe brawurowo i z pięknym opanowaniem crescendo wykonała Roksanę Szymanowskiego, a w kompozycji Karola Kurpińskiego „Polonais variés, czyli Wariacje na śpiewy polskie”, pozwoliła sobie nawet na subtelny żart sceniczny. To piękny, a mało znany utwór. Ale nie brakowało też repertuarowych ciekawostek. Sopranistka Yea Seul Park wykonała arię Słowika z „Ptaków” Braunfelsa – kompozytora prześladowanego i wymazywanego przez faszystów w latach 30. XX wieku, podobnie jak Schrecker, którego twórczość dziś przeżywa renesans. Przebojem tego dnia stało się jednak mozartowskie „Alleluja”, wykonane – z różnym skutkiem – aż pięciokrotnie.
Publiczność czekała jednak przede wszystkim na tenorów. Występ Krzysztofa Lachmana był znakomity. Jego głos jest niezwykle włoski w barwie i słoneczny, idealny do tenorowej belcantowej koloratury, którą włada z wdziękiem, swobodą i sercem. Podobnym typem głosu dysponuje Łukasz Baltazar Kózka – strzelający dźwiękami jak z karabinu maszynowego, pełen brawury i szaleństwa, ale także pewnej niepewności poszukiwań – Szymanowski, moim zdaniem, przeznaczony jest jednak na inny rodzaj tenorowego głosu.

Bartosz Kieszkowski operuje dużym, pięknie nadźwięcznionym basem. Śpiewa szlachetnie i głęboko – tak, jak powinien śpiewać bas profondo. To artysta muzykalny, potrafiący wzruszyć samą barwą. Baryton Robin Park, reprezentujący Niemcy, to już artysta o wyraźnym zacięciu dramatycznym. Słabiej wypadł w Mozarcie, wspartą delikatną, taneczną choreografią. Za to w oratoryjnym Mendelssohnie, a zwłaszcza jako moniuszkowski Janusz, objawił wielką siłę wyrazu, wyrażoną pięknym i ciemnym – jak na barytona – głosem. Szymon Raczkowski dysponuje znakomitym materiałem wokalnym, jednak obecnie – w mojej ocenie – powinien skupić się na ariach lirycznych i belcantowych. Choć sam wyraźnie ciąży ku repertuarowi dramatycznemu, warto dać głosowi czas.
Niektóre wybory repertuarowe bywały zastanawiające. Jak można w jednym etapie połączyć wielką arię Hrabiny („Suknio, coś mnie tak ubrała”) z Noriną? Jedna z mezzosopranistek zaprezentowała w I etapie Idamante z „Idomenea”, by na finał zgłosić Santuzzę i Eboli – jedne z największych wyzwań dla tego rodzaju głosu. Śpiewacy często nie dostrzegają, że nie wszystko przychodzi od razu; brakuje im cierpliwości i pokory.
Zadziwiająco dobrał repertuar Gwang-Geun Noh, określający się jako bas-baryton. Jego wybory – Król René z „Jolanty”, czy basowy Skołuba ze „Strasznego dworu” – sugerują poszukiwania i brak ostatecznej identyfikacji wokalnej. Jego głos brzmi bowiem jasno, zdecydowanie bardziej barytonowo. Karolina Kolińska z kolei bardzo dobrze zaśpiewała arię (Julia Belliniego), lecz nie udźwignęła pieśni ani sfery sacrum – to również świadectwo wczesnego etapu drogi artystycznej i poszukiwania własnego idiomu.

***
Do II etapu zakwalifikowano 27 artystów, w tym: 10 sopranów (Paulina Bielarczyk, Justyna Bujak, Kamila Dutkowska, Aleksandra Gawrych, Paulina Makarowska, Agnieszka Nurzyńska, Hedwig Ritter, Victoriia Shamanska, Aleksandra Zając, Yuliia Zasimova), 3 mezzospranów (Dandan Qin, Iryna Haich, Marta Wiktorczak), 5 tenorów (Łukasz Baltazar Kózka, Krzysztof Lachman, Artur Sadłoń, Adam Walasek, Zichen Ding), 5 barytonów (Guan Bowen, Adam Dobek, Robin Park, Szymon Raczkowski, Paweł Trojak), i 2 bas-barytonów (Wojciech Kowalski, Gwang-Geun Noh) i 2 basów (Bartosz Kieszkowski, Wiktor Stajkowski). Brakuje mi na tej liście kilku nazwisk – przede wszystkim Małgorzaty Priebe i Katarzyny Drelich, ale także Oliwii Ślipek, Marty Śpionek, Marii Udovenko, Guo Yanga, Darii Korolovej, czy Justyny Gęsickiej. Niezrozumienie budzi nieobecność tenora Michała Ryguły.
Taka jest jednak specyfika konkursów; szkoda tylko, że nie zobaczymy w II etapie kilku naprawdę wyrazistych osobowości. Poziom emocji rośnie, a jutrzejszy dzień zapowiada się wyjątkowo interesująco. Ocena obejmie także pianistów, a jurorką odpowiedzialną za tę część będzie Anna Marchwińska, która przyjedzie, by wręczyć nagrodę dla najlepszego partnera muzycznego – pianisty towarzyszącego śpiewakom.
18 listopada 2025 roku | Etap I, Tura II i III
To był bez wątpienia dzień mezzosopranów – te głosy ciekawie zaznaczyły dziś swoją obecność. Co znamienne, w tej edycji wciąż rzadko pojawiają się barytony – do tej pory wystąpiło ich zaledwie kilku. Nieczęsto słychać też Mozarta. W dwóch sesjach – porannej i popołudniowej – zaprezentowało się łącznie 28 śpiewaków.
Poziom dzisiejszych przesłuchań okazał się bardzo nierówny. Niektórzy wykonawcy, mimo starannej preselekcji, nie są jeszcze gotowi na udział w konkursie. To nie zarzut, raczej refleksja – nagrania bywają mylące, ich warunki różne, artyści są w różnych fazach rozwoju i nie zawsze w najlepszej formie.
Jednak boleśnie wybrzmiało kilka nieporozumień repertuarowo-wokalnych. Najtrudniej patrzeć na sytuacje, w których piękny głos jest niewłaściwie prowadzony, a śpiewak traci nad nim kontrolę. Lub też w ogóle jej nie ma. Smutno też obserwować, jak artyści kondycyjnie męczą się na scenie – a przecież śpiew powinien sprawiać radość, zarówno wykonawcy, jak i słuchaczowi. Dziś znowu wyraźnie dało się odczuć problem z opanowaniem wolumenu: forte bywa kuszące i czasem jest prostsze niż piano. Nie wszyscy też wiedzą, o czym śpiewają. Czasem warto dać słowu chwilę oddechu, by uzyskało swój sens.

Na szczęście były też olśnienia. To momenty, na które wszyscy czekają, to dla nich warto siedzieć na widowni godzinami. Yuliia Zasimova, ukraińska sopranistka, to bez wątpienia artystka kompletna. W każdym utworze pokazała inne oblicze – pełne ognia lub subtelności, zawsze w pełnej zgodzie z frazą, tekstem i stylem. Jej występ miał dodatkowy kontekst: kilka dni temu, na tej samej scenie Opera Nova, śpiewała Roksanę w premierowych spektaklach „Króla Rogera”, na pewno było to dla niej dodatkowe obciążenie. Arię z tej opery również zaprezentowała dziś znakomicie.
Ryzykownie odważny dobór repertuaru pokazała Aleksandra Gawrych, która zestawiła Mendelssohna („Jerusalem”) z wielką arią Leonory z IV aktu „Mocy przeznaczenia”. Wyszła z tego obronną ręką, pokazując dojrzałość, wspaniałą technikę, umiejętność operowania zarówno wspaniale postawionym forte, jak i znakomicie trafionym piano. Jeśli – a nie mam co do tego wątpliwości – przejdzie dalej, w kolejnym etapie usłyszymy jej Izoldę. To głos w przyszłości predestynowany do takich wielkich partii dramatycznych, a jednocześnie brzmiący włosko i belcantowo. Umiejętne prowadzenie frazy i piękny głos zaprezentowała Kamila Dutkowska, zwłaszcza w ciekawie zinterpretowanej Fiordiligi.

Wśród barytonów wyróżnił się Guo Yang z Chin, o wspaniałej barwie i świetnie postawionym głosie, choć aria Rossiniego, przeznaczona dla basa, nie była najlepszym przesłuchaniowym wyborem. Znacznie ciekawiej zabrzmiał w Donizettim, a w Karłowiczu („Mów do mnie jeszcze”) wręcz wzruszył. Ogromną muzykalność pokazał jego rodak Guan Bowen, przejmująco opowiadając piękną, ciemną barwą głosu historie zarówno w Karłowiczu (on także wybrał pieśń tego kompozytora), jak i w Mozarcie. Dobrze wypadł Adam Dobek, który w Korngoldzie zaprezentował szlachetność brzmienia. Mniej przekonujący był jego Händel oraz czasami interpretacyjne nawiązania do weryzmu, które nie były tu potrzebne.
Z tenorów jedynie Ding Zichen zwrócił dziś uwagę – świetnie brzmiący głos, kultura śpiewania, to bardzo dobry Don Ottavio. Może jeszcze nie jest gotów na największe sceny, ale zdecydowanie warto mu się bliżej przyjrzeć.

I wreszcie mezzosoprany – trzy śpiewaczki zaprezentowały się dziś wspaniale. Iryna Haich operuje głosem świadomie i dojrzale, z piękną barwą, klasą i wrażliwością. Justyna Gęsicka zachwyciła mięsistą, rossiniowską koloraturą – brawurową, precyzyjną i pełną wyobraźni. Największe zaskoczenie przyniosła jednak Chinka Qin Dandan – artystka o zjawiskowej barwie głosu i ogromnym potencjale. To mezzosopran predestynowany w przyszłości do wielkich ról verdiowskich. Mimo że nie opanowała jeszcze techniki całkowicie, jej Santuzza zabrzmiała mocno, dramatycznie i naprawdę imponująco. Qin Dandan ma w sobie potężne „wnętrze”, którego nie sposób wyuczyć, a przy dalszej pracy może stać się wspaniałą i wyrazistą artystką.

Nagrania z transmisji – dostępne na YouTube – mogą dać nieco inne wrażenia; to naturalne. Jeśli ktoś, mimo mojej dobrej opinii, w jakimś fragmencie zabrzmiał mniej korzystnie, nie zmienia to faktu, że pierwszy etap wciąż jest momentem, w którym warto dać artyście szansę. Świetna Martyna Bacik powinna powstrzymać tendencję do nadmiernego forte – przekrzyczane frazy tracą intonacyjnie, Sylwia Wnuk ciekawie zinterpretowała Menottiego, obdarzona jest słodką barwą, choć dały o sobie znać nerwy. Oliwia Filipczak dobrze poradziła sobie z pierwszą arią Królowej Nocy i budzi nadzieję na dalszy rozwój.
Prawdziwym sprawdzianem będzie dopiero etap drugi: to wybór uczestników do finału tak, aby dali sobie radę na wielkiej scenie i z towarzyszeniem orkiestry. Dlatego uważam, że jeśli ktoś dziś wzbudził ciekawość, jeśli pojawiła się iskra – warto pozwolić ponownie jej zapłonąć.
17 listopada 2025 roku | Etap I, Tura I
Po niezwykłej inauguracji, w której wystąpili wszyscy zaproszeni jurorzy, rozpoczęły się prawdziwe emocje konkursowe. Jeszcze przed startem przesłuchań, podczas pierwszego posiedzenia Jury, wybrano jego przewodniczącego – został nim Tadeusz Szlenkier. Co szczególnie istotne, jurorzy oceniają uczestników nie mając o nich jakichkolwiek informacji. W katalogu nie ma danych o wieku, miejscu kształcenia ani doświadczeniu scenicznym. Wszystko to mogłoby wpływać, nawet podświadomie, na ocenę, dlatego punktowana jest tylko ta konkretna „tu i teraz” produkcja artystyczna.
Choć konkurs jest stricte operowy, nie zwalnia to śpiewaków z konieczności pokazania wrażliwości w innych obszarach. Zgodnie z Regulaminem w pierwszym etapie należy wykonać także arię z oratorium, mszy, kantaty lub motetu oraz utwór polskiego kompozytora, przy czym nie musi to być pieśń ani utwór w języku polskim. To ważny element promocji polskiej literatury muzycznej, która – co słychać było już pierwszego dnia – daje ogrom możliwości. Uczestnik musi więc nie tylko wybrać trzy różne muzyczne światy, lecz także mądrze je ułożyć, kontrastując repertuar tak, by zaintrygować, a nie znużyć słuchaczy. To nie tylko popis wokalny, lecz także próba strategii, wytrzymałości i opanowania stresu. Dopuszczono repertuar rosyjski, choć Rosjan z udziału wykluczono; mimo to w poniedziałek zabrzmiał tylko jeden taki utwór.

Ocena sztuki nigdy nie jest w pełni obiektywna, choć technikę, intonację czy artykulację da się w ten sposób określić. Wszyscy, nawet jurorzy, oceniają zgodnie ze swoim sercem i swoimi preferencjami. W swoich relacjach będę starał się akcentować przede wszystkim to, co dobre, kilka poniedziałkowych wystąpień było bardzo interesujących.
Do pierwszego etapu, po preselekcji, dopuszczono 80 śpiewaków. Zaplanowano go na trzy dni, a wyniki poznamy po ostatniej turze. W popołudniowej sesji pierwszego dnia zaprezentowało się 18 uczestników. Sesja miała wyraźnie sopranowy charakter – aż dziewięć sopranistek. Usłyszeliśmy również czterech tenorów i trzy mezzosoprany.

Poziom prezentacji tej pierwszej tury był zróżnicowany. Piękny głos to dopiero punkt wyjścia. Marzeniem każdego konkursu jest przecież odnalezienie artysty kompletnego. Niestety wielu śpiewaków nadużywa wolumenu, jakby koniecznie chcieli udowodnić, że mają głos, kosztem innych środków wyrazu. Często większe wrażenie robi dobrze użyta cisza. Nie trzeba przekonywać jurorów, że posiada się głos – bo paradoksalnie właśnie wtedy bywa go najmniej. Nie można śpiewać Bacha jak Verdiego ani stale zbliżać się do własnych granic; profesjonaliści natychmiast to słyszą.
W konkursie im. Bogdana Paprockiego tenorzy są szczególnie obserwowani. Tego dnia nadzieję na odnalezienie następcy patrona wzbudziło dwóch śpiewaków. Michał Ryguła znakomicie dobrał repertuar, ukazując różne odcienie mocnego, dobrze brzmiącego tenoru, choć momentami śpiewał zbyt mocno. Podobnie Adam Walasek – śpiewak o pięknej włoskiej barwie i dużej muzycznej wrażliwości, któremu chwilami brakowało jedynie liryzmu; jego aria z „Requiem” Verdiego była efektowna, choć nadmiernie operowa. A przecież nawet jeśli „Requiem” nazywa się najpiękniejszą operą Verdiego, wymaga ono jednak innego podejścia. Pawel Trojak, jedyny baryton w tej turze przesłuchań pokazał ciekawą interpretację mozartowskiego Hrabiego i naturalną vis comica, skutecznie kontrastując to z oratoryjną arią Mendelssohna.
Wśród sopranów słuchaliśmy głosów mocniejszych, lecz także lżejszych, swobodnie operujących koloraturą. Oliwia Ślipek ciekawie poradziła sobie z bohaterską arią Hanny, napełniając ją dziewczęcą słodyczą. Julia Surushkina przykuwa uwagę osobowością sceniczną, jednak powinna popracować nad artykulacją – momentami trudno było rozpoznać język, a bardzo ambitnie dobrała repertuar, wykonując m.in. arię Teresy z „Cycków Terezjasza” Poulenca. Z dużą dojrzałością zaprezentowała ten utwór Paulina Makarowska, ujmując także świetnym wykonaniem pieśni Nowowiejskiego.

Mariia Udovenko ma osobowość i możliwości, choć jej Händel zabrzmiał nieco monotonnie. Wiktoria Boroń błysnęła w arcytrudnej arii Królowej Nocy – czysta koloratura, precyzja i muzykalność, a do tego bardzo ciekawa obecność sceniczna. Jej występ pokazał również, jak twórcze mogą być poszukiwania repertuarowe. Jako utwór polski wykonała „Niewolę” Krystiana Neściora, kompozytora stosującego różnorodne środki wyrazu, w tym charakterystyczne „pukanie w fortepian”. Innym odkryciem była pieśń a cappella „Przodków moich grzechy wszystkie” Nikodema Kluczyńskiego w wykonaniu mezzosopranistki Jagody Staruch, która zaprezentowała imponującą skalę środków aktorskich – od krzyku po kontrolowane bel canto, choć inne jej prezentacje nie były równie przekonujące. Obie te współczesne kompozycje potwierdzają, że w muzyce nowej naprawdę „jest co śpiewać”. Marta Śpionek zaprezentowała z kolei przemyślaną, wyważoną Halkę, świetnie panując nad wolumenem i artystyczną energią, co potwierdziła też w repertuarze oratoryjnym i lirycznej partii Liu. Inną ciekawą Halką była Anna Skobel, która także wybrała do tej tury arię Liu.
A jednak konkurs to przede wszystkim poszukiwanie artysty kompletnego. Taką artystką w moim przekonaniu okazała się Victoriia Shamanska. Wraz z Michałem Basistą wprowadziła słuchaczy w trzy odmienne muzyczne światy, hipnotyzując interpretacją Szymanowskiego („Allah, Allah akbar”) oraz brawurową, pełną fantazji koloraturą Semiramidy Rossiniego, nawet jeśli oratoryjny Bach nie był doskonały. Znakomicie operowała tempem i ornamentami – to była prezentacja dojrzała i świadoma.

Miłym powrotem do poprzednich edycji byli prowadzący Aneta Nurcek i Marcin Kuczer, którzy tym razem dwujęzycznie zapowiadali kolejnych uczestników. Wszystkie przesłuchania są transmitowane online i można obejrzeć je tutaj.



