„Zamek Sinobrodego” jest jedynym dziełem operowym węgierskiego, modernistycznego kompozytora Béli Bartóka. Libretto do niego napisał Béla Balázs w 1910 roku, inspirując się baśnią „Sinobrody” Charles’a Perraulta oraz dramatem „Ariadna i Sinobrody” Maurice’a Maeterlincka. Autor początkowo liczył na współpracę z Zoltánem Kodályem, jednak ostatecznie tekst zainteresował Bélę Bartóka, który partyturę ukończył w 1911 roku. Prapremiera odbyła się dopiero 24 maja 1918 roku w Operze Królewskiej w Budapeszcie. Do kilkuletniego opóźnienia przyczyniły się m.in. nowoczesny język muzyczny, inspirowany europejską awangardą i folklorem węgierskim, jak i nietypowe, pozbawione akcji libretto, stanowiące wyjątkowe studium ludzkiej psychiki.

Znajdujemy się w mrocznym, wilgotnym zamku Sinobrodego, symbolizującym ludzką duszę. Ukochana tytułowego księcia, Judyta pragnie rozjaśnić wnętrze budowli i poznać wszystkie tajemnice swego męża. Pomimo jego ostrzeżeń, kobieta otwiera siedmioro drzwi, prowadzące kolejno do: izby tortur, zbrojowni, skarbca, zaczarowanego ogrodu, rozległych posiadłości księcia, jeziora łez oraz komnaty z trzema poprzednimi żonami Sinobrodego. Wrota skrywają zarówno potęgę i bogactwo tytułowego bohatera, jak i jego cierpienie, samotność i smutne doświadczenia. Symbolicznie osłaniają one kolejne warstwy ludzkiej osobowości, których nie sposób całkowicie poznać.
Konstrukcja dzieła jest bardzo prosta. Jeden akt został poprzedzony krótkim prologiem, wygłaszanym przez narratora. Obie partie wokalne mają charakter deklamacyjny i zostały ściśle podporządkowane naturalnemu rytmowi języka węgierskiego. Oboje bohaterów przemawia do nas głosami zbliżonymi w częstotliwości do mowy ludzkiej: Judyta śpiewa w tessiturze z pogranicza sopranu i mezzosopranu, Sinobrody natomiast – barytonem lub bas-barytonem.

Rola rozbudowanej, rozmigotanej wieloma barwami orkiestry symfonicznej jest równorzędna z partiami wokalnymi. Każde otwarcie kolejnych drzwi zyskało odmienną charakterystykę muzyczną. Ostre dysonanse towarzyszą otwarciu izby tortur, a trąbki i rytmika marszowa – zbrojowni. Kiedy ukazuje się nam skarbiec, słyszymy harfę i czelestę, a delikatne brzmienie smyczków, gdy znajdujemy się w zaczarowanym ogrodzie. Fanfary w jasnej tonacji C-dur i monumentalny dźwięk organów ilustrują potęgę posiadłości księcia, a następujące chwilę później gwałtowne wyciszenie oddaje cierpienie i samotność Sinobrodego, materializujące się pod postacią jeziora łez.
Koncertowe wykonanie „Zamku Sinobrodego” Béli Bartóka stało się jednym z wydarzeń specjalnych tegorocznej edycji Festival d’Aix-en-Provence. Słuchaczy w nastrój dzieła wprowadziła rejestracja partii narratora, dokonana przez węgierskiego aktora Jozsefa Gyabronkę i udostępniona dzięki uprzejmości archiwów Radio France. Za pulpitem dyrygenckim stanął zaledwie 30-letni fiński kapelmistrz Klaus Mäkelä, równolegle prowadzący na festiwalu także spektakle „Kobiety bez cienia” Richarda Straussa.

Młody muzyk wystąpił wraz z kierowaną przez siebie od pięciu sezonów Orchestre de Paris. Koncertowe wykonanie uwypukliło symfoniczny charakter tej opery, uwidaczniając subtelne zależności barwowe pomiędzy grupami instrumentów i liczne detale w orkiestracji, które w warunkach teatralnych zwykle umykają uwadze słuchaczy. Wzorowo współpracujący z zespołem Mäkelä unikał nadużywania masywnego, brutalnego brzmienia, raczej starając się umiejętnie zbudować narastanie napięcia i następne stopniowe wygaszanie emocji.
Pogłębione psychologicznie portrety kreowanych bohaterów nakreślili Gerald Finley i Irene Roberts. Obdarzony ciepłym, szlachetnym barytonem Kanadyjczyk stworzył głęboko ludzką postać księcia Sinobrodego, pełną melancholii i wewnętrznego cierpienia. Z kolei Amerykanka, dysponująca krągłym, nasyconym w barwie mezzosopranem, pięknie otwartym w górnym odcinku skali, okazała się Judytą niejednoznaczną – nieustępliwą i zdeterminowaną, ale zarazem czułą i głęboko wierzącą w uzdrawiającą moc miłości.
Po kilkunastosekundowej ciszy po ostatnich taktach wybuchła rzęsista owacja. Reakcja publiczności była bardzo gorąca, a nawet grupa siedzących na balkonie fanów Klausa Mäkeli rozwiesiła transparent z napisem „Klaus, on t’aime!” („Klaus, kochamy cię!”). To dowód na to, że pozbawiona rozbudowanej akcji scenicznej jedyna opera Bartóka potrafi z równą siłą oddziaływać wyłącznie poprzez muzykę, odsłaniając całe bogactwo swojej psychologicznej i brzmieniowej głębi.

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕
☕ Postaw kawę



