Miłość zagubiona wśród szarych murów. „Romeo i Julia” w TW-ON

Po ponad 150 latach nieobecności na scenę Teatru Wielkiego – Opery Narodowej powróciła opera „Romeo i Julia” Charles’a Gounoda. Premiera nowej inscenizacji imponuje pod względem muzycznym, podczas gdy wizja Barbary Wysockiej, podporządkowująca szekspirowską historię diagnozie współczesnego społeczeństwa, pozbawia ją emocjonalnej siły.

Na zakończenie sezonu artystycznego 2025/26 w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej zaplanowano premierę opery „Romeo i Julia” Charles’a Gounoda, niewystawianej na warszawskiej scenie od ponad 150 lat. Inscenizację, przygotowaną w koprodukcji z Semperoper w Dreźnie i zaprezentowaną tam po raz pierwszy w maju 2025 roku, wyreżyserowała Barbara Wysocka.

Pod względem wizualnym realizacja niewiele różni się od ostatnich prac reżyserki, prezentowanych na scenie TW-ON – „Cyganerii” (2021) czy „Toski” (2019) Giacoma Pucciniego. Po raz kolejny oglądamy szare, chłodne mury budynków, kilkukrotnie zmieniających swe ustawienie, które pod względem architektury nawiązują do epoki faszyzmu (scenografia – Barbara Hanicka). Niezależnie, czy parze tytułowych kochanków udzielany jest ślub, czy Kapuletowie opłakują rzekomą śmierć Julii, akcja rozgrywa się w minimalistycznej przestrzeni, bez wyraźniejszego jej skontrastowania chociażby za pomocą reżyserii światła (Fabio Antoci) czy projekcji wideo w opracowaniu Wysockiej, które sprowadzają się głównie do łopatologicznego wyświetlania cytatów z szekspirowskiej tragedii. Bohaterowie zostali ubrani we współczesne i bardzo podobne do siebie kostiumy (projektu Julii Kornackiej). Zdystansowana, monotonna estetyka stale pozostaje w sprzeczności z warstwą muzyczną, ilustrującą raz frywolną atmosferę balu maskowego, chwilę później zaś intensywność uczuć podczas balkonowej schadzki.

Nina Minasyan (Julia) © Krzysztof Bieliński/ TW-ON
Nina Minasyan (Julia) © Krzysztof Bieliński/ TW-ON

Niemało zarzucić można też inscenizacji od strony dramaturgiczno-reżyserskiej. „Romeo i Julia” nie jest operą werystyczną czy też brutalnym dramatem społecznym. Tymczasem, zamiast zawartej w pierwowzorze opowieści o zakazanej miłości przedstawicieli dwóch wrogich rodów renesansowej Werony, reżyserka położyła nacisk na problem funkcjonowania jednostki w społeczeństwie opartym na przemocy i podzielonym przez konflikty. Spór Kapuletów i Montekich staje się abstrakcyjną metaforą, pretekstem do opowieści o współczesnej cywilizacji. W gąszczu intelektualnych znaczeń niemal całkowicie zanikł emocjonalny wymiar tej historii, przez co stała się ona mniej wzruszająca.

Znaną z ubiegłorocznych wykonań koncertowych obsadę solistów w rolach drugoplanowych odświeżono wcześniej niesłyszaną na warszawskiej scenie parą protagonistów. Mieszane wrażenia po występie w roli Julii pozostawiła Nina Minasyan, dysponująca pełnym w brzmieniu sopranem lirycznym. Nieprecyzyjne ozdobniki i koloratury oraz trudności intonacyjne w górnym odcinku skali w pierwszych scenach próbowała ona zrekompensować pięknym legato w drugiej części spektaklu. Znacznie ciekawszą i bardziej wyrównaną kreację od strony wokalnej stworzył, obdarzony niezwykle urodziwym tenorem, Bekhzod Davronov w partii Romea, urzekając dopracowaną dykcją w języku francuskim, elegancją frazowania i subtelną ekspresją.

Nina Minasyan (Julia) © Krzysztof Bieliński/ TW-ON
Nina Minasyan (Julia) © Krzysztof Bieliński/ TW-ON

Paweł Trojak (Merkucjo) zabłysnął zarówno w dowcipnej „Balladzie o królowej Mab”, jak i w poruszającej scenie śmierci. Wokalnego komizmu i aktorskiej swobody nie zabrakło Zuzannie Nalewajek w spodenkowej roli Stefana. Bezpretensjonalną postać opiekunki Julii, Gertrudy, stworzyła niezawodna Elżbieta Wróblewska. Honorową rolę Brata Laurentego, duchowego opiekuna zakochanych, zaśpiewał, obdarzony szlachetnym basem, wyrazisty scenicznie, Rafał Siwek. Francuskiej elegancji w głosie zabrakło natomiast, przybyłemu z odległej, wagnerowskiej bajki, Pawłowi Konikowi w roli Kapuleta. Słabiej sprawdzili się na drugim planie: Mateusz Zajdel (Tybalt), Mateusz Hoedt (Gregorio) czy Adam Dobek (Parys).

Znakomicie od strony muzycznej przygotował premierę francuski dyrygent Robert Houssart. Choć poszczególne sekcje Orkiestry rozmijały się jeszcze w Preludium, a walcowi, rozpoczynającemu scenę balu, zabrakło żywiołowości i zadzierzystości, również w wykonaniu Chóru, to z każdą kolejną sceną zespoły, osiągając lepsze zgranie, pod czujną batutą Houssarta efektowniej współkreowały nastrój spektaklu. To właśnie dzięki nim oraz trafnie dobranej obsadzie solistów łatwiej było zaangażować się emocjonalnie w tragedię zakochanych, której rozwój reżyserka potraktowała z wyraźnym dystansem.

Scena zbiorowa: Premiera nowej inscenizacji opery „Romeo i Julia” Charles’a Gounoda w reżyserii Barbary Wysockiej w TW-ON © Krzysztof Bieliński/ TW-ON
Scena zbiorowa: Premiera nowej inscenizacji opery „Romeo i Julia” Charles’a Gounoda w reżyserii Barbary Wysockiej w TW-ON © Krzysztof Bieliński/ TW-ON

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne