Opowieść o przedziwnej miłości. Premiera „Don Quichotte” w Operze Wrocławskiej

Wartość przygotowanej przez Operę Wrocławską nowej inscenizacji opery „Don Quichotte” Julesa Masseneta stanowią trzy znakomite kreacje w rolach głównych bohaterów: Justyny Rapacz w roli tajemniczej, zmysłowej Dulcynei, Grzegorza Szostaka jako rubasznego, a zarazem lojalnego Sanczo Pansy i Rafała Siwka – inicjatora wrocławskiej premiery tego dzieła, wzruszająco kreującego postać tytułowego błędnego rycerza.

„Don Quichotte”, jedna z ostatnich oper Julesa Masseneta, nieczęsto pojawia się w repertuarach teatrów, bo trud jej wystawienia należy zacząć od znalezienia odpowiedniego wykonawcy tytułowej roli – charyzmatycznego artysty o nieprzeciętnej urody basowym głosie i znakomitych zdolnościach aktorskich. Taką osobowością sceniczną jest Rafał Siwek, który zainicjował wrocławską premierę tego dzieła, od ponad pół wieku nieobecnego na polskich scenach. O jej wartości stanowią trzy znakomite kreacje w rolach głównych bohaterów: Justyny Rapacz, Grzegorza Szostaka i Rafała Siwka właśnie.

Tomasz Strahl (solo wiolonczelowe), Rafał Siwek (Don Kichot) © Karpati&Zarewicz
Tomasz Strahl (solo wiolonczelowe), Rafał Siwek (Don Kichot) © Karpati&Zarewicz

Don Kichot – w przeciwieństwie do większości basowych bohaterów: Króla Filipa z „Don Carlosa” czy Borysa Godunowa – jest pozytywnym moralnie protagonistą, tym trudniej więc w sposób interesujący ukazać złożoność jego osobowości. W ujęciu Siwka to nie tylko niepoprawny marzyciel, ale przede wszystkim delikatny, niesłychanie wrażliwy mężczyzna, do głębi poruszający wiernością własnym ideałom i naiwnej miłości. Równie starannie, co aktorsko, artysta zbudował tę postać środkami wokalnymi: miękko wycieniowanym brzmieniem głosu, pełnym zadumy liryzmem w prowadzeniu frazy aż do subtelnego mezza voce w scenie śmierci, poprzedzonej metafizyczną „medytacją” wiolonczeli (cudowne solo Tomasza Strahla, wyrazistego również aktorsko).

Justyna Rapacz (Dulcynea) © Karpati&Zarewicz
Justyna Rapacz (Dulcynea) © Karpati&Zarewicz

Równego sobie partnera – zarówno pod względem aktorskim, jak i wokalnym – znalazł on w Grzegorzu Szostaku, który swój chropawy bas-baryton i nieprzerysowane, komiczne zacięcie znakomicie wykorzystał w roli Sanczo Pansy – rubasznego giermka dojrzewającego do roli lojalnego towarzysza, do ostatnich chwil wspierającego słabnącego Don Kichota. Magnetyczną postać Dulcynei stworzyła Justyna Rapacz – tajemniczej i niedostępnej femme fatale, a w głębi duszy melancholijnej dziewczyny, marzącej o miłości innej niż wszystkie. Doskonale oddała charakter bohaterki swym mięsistym, ciemnym mezzosopranem – zmysłową koloraturą, gdy uwodziła licznych adoratorów, a także krągłym, tęsknym legatem w scenach refleksji nad przemijającym czasem.

Orkiestrę i chór porywająco poprowadził Patrick Fournillier – z zaskakującą dbałością o ukazanie rozmaitych odcieni barwowych tej partytury, efektownie podkreślając jej zróżnicowanie pod względem stylistycznym, a zarazem umiejętnie współtworząc wraz ze śpiewakami zmienne nastroje kolejnych scen.

scena zbiorowa z IV aktu, Alina Prochowska (Garcia), Łukasz Rosiak (Juan), Justyna Rapacz (Dulcynea), Agnieszka Adamczak (Pedro) © Karpati&Zarewicz
scena zbiorowa z IV aktu, Alina Prochowska (Garcia), Łukasz Rosiak (Juan), Justyna Rapacz (Dulcynea), Agnieszka Adamczak (Pedro) © Karpati&Zarewicz

Słabością premiery okazała się inscenizacja Marka Weissa. Monumentalną scenografię zaprojektowała Jagna Janicka – jednak bez żadnych wskazówek realizatorów nie sposób domyślać się, jakie wnętrza imitować miała ogromna kolumnada i jak względem niej mają się ponure podziemia, mające ponoć przypominać metro. Widzowie pozostali bez odpowiedzi, kim w koncepcji realizatorów jest tłum adoratorów Dulcynei – wnioskując po obecności pielęgniarek i sanitariuszy, zapewne pensjonariuszami domu spokojnej starości lub pacjentami szpitala (być może nawet psychiatrycznego), dlaczego więc tak żwawo pląsającymi i ubranymi w pstrokate, kiczowate kostiumy (zaprojektowane przez duet Paprocki & Brzozowski)? Czego metaforą miała być z kolei grupka zbuntowanych nastolatków (w chaotycznej choreografii Izadory Weiss), ucharakteryzowanych w stylu popularnej ćwierć wieku temu subkultury emo?

„Don Quichotte” w Operze Wrocławskiej, scena zbiorowa z I aktu © Karpati&Zarewicz
„Don Quichotte” w Operze Wrocławskiej, scena zbiorowa z I aktu © Karpati&Zarewicz

Zbyt dalekie skojarzenia zauważyć można w multimedialnych projekcjach Karoliny Jacewicz – ludzie mozolnie budujący Wieżę Babel z twórczości Pietera Bruegla mieli przecież zobrazować skutki ludzkiej pychy i arogancji, a nie idee niemożliwe do zrealizowania. Trudno domniemywać, jaką ułomność czy słabość Don Kichota, a tym samym sprzeczne z założeniami libretta podobieństwo do bohatera zbiorowego, ma symbolizować wózek inwalidzki, na którym tylko w wybranych scenach się porusza. Do całościowej koncepcji w żaden sposób nie można dopasować również obecności dodanej przez autorów inscenizacji postaci Nimfy, skądinąd wzruszająco zatańczonej przez Annę Szopę-Kimso, długoletnią solistkę wrocławskiego baletu – być może stanowiącej alter ego Dulcynei, a może będącej tylko metaforą przemijania i upływu czasu?

„Don Quichotte” w Operze Wrocławskiej, scena zbiorowa z III aktu, Anna Szopa-Kimso (Tańcząca Nimfa) © Karpati&Zarewicz
„Don Quichotte” w Operze Wrocławskiej, scena zbiorowa z III aktu, Anna Szopa-Kimso (Tańcząca Nimfa) © Karpati&Zarewicz

Sporo rozmyślać można nad przeróżnymi elementami koncepcji reżysera. Szukać odpowiedzi na pytania dotyczące podejmowanych przez niego – często niespójnych i niekonsekwentnych – wątków narracyjnych, które następnie zostają raptownie porzucone. Z rozczarowaniem usiłować weryfikować rozmaite tropy interpretacyjne, jakimi podążał Weiss, ostatecznie prowadzące do ślepych zaułków. Lepiej jednak spojrzeć na tę wizję z przymrużeniem oka – potraktować ją mniej dosłownie, a bardziej symbolicznie, a w finałowej scenie, cudownie oświetlonej przez Bogumiła Palewicza, docenić prostotę uczuć, jakimi mówią do nas bohaterowie: prawdziwą, bezbrzeżną miłość Don Kichota, wierność i zaskakującą dojrzałość Sanczo Pansy oraz żal i gorzką refleksję Dulcynei.

Łukasz Rosiak (Juan), Justyna Rapacz (Dulcynea), Alina Prochowska (Garcia), Agnieszka Adamczak (Pedro), Rafał Siwek (Don Kichot) © Karpati&Zarewicz
Łukasz Rosiak (Juan), Justyna Rapacz (Dulcynea), Alina Prochowska (Garcia), Agnieszka Adamczak (Pedro), Rafał Siwek (Don Kichot) © Karpati&Zarewicz

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne