Pół żartem, pół serio. Rossiniowska uczta w Filharmonii Narodowej

W Filharmonii Narodowej „Grzechy starości” i „Wieczory muzyczne” Rossiniego zabrzmiały z brawurą i teatralnym temperamentem. To muzyka pełna dowcipu, ironii i ukrytej zadumy, w której operowy żar spotyka się z salonową finezją. Tak wykonali je znakomici soliści: Aleksandra Orłowska (sopran), Zuzanna Nalewajek (mezzosopran), Piotr Buszewski (tenor), Hubert Zapiór (baryton) oraz Anna Marchwińska (fortepian).

Miniatury wokalne Rossiniego wciąż pozostają mało znane i rzadko pojawiają się na estradach koncertowych. W Polsce w ostatnim czasie wykonano je podczas Festiwalu „Chopin i Jego Europa” pod batutą Fabia Biondiego. Nawet jednak w Pesaro – mieście urodzin kompozytora, gdzie co roku odbywa się poświęcony mu Rossini Opera Festival – słyszy się je stosunkowo rzadko. A są to utwory fascynujące i wymagające, o niezwykłej, dwuznacznej sile wyrazu: w dowcipie kryje się zaduma, w lekkości – refleksja i osobliwa, niespełniona tęsknota.

To zupełnie inny język i sposób komponowania – tak jak zupełnie inne były dwie ostatnie opery Rossiniego: „Hrabia Ory”, a przede wszystkim „Wilhelm Tell”, o którym Stendhal pisał, że autorem dwóch pierwszych aktów jest sam Bóg – i nie ma w tym wielkiej przesady, to muzyka niebiańskiego absolutu. Zresztą także w swojej „regularnej” twórczości Rossini potrafił być zaskakująco nowoczesny i autoironiczny. Scena z „Cyrulika sewilskiego”, gdy bohaterowie śpiewają – głośno i długo – „Cicho, cicho, nie ma chwili do stracenia, uciekajmy w nocy cienia”, pozostaje dla mnie kwintesencją ducha opery: jej umowności, teatralnego przerysowania i fascynującego dystansu.

O modlitwie z „Mojżesza” sam Ryszard Wagner – ponoć niechętny belcantu i włoskiej tradycji – powiedział, że to muzyka przyszłości. Zachował się zapis spotkania tych dwóch muzycznych gigantów, a jego echem jest sztuka Macieja Wojtyszki „Grzechy starości” (Teatr Telewizji, 1999), w której Rossiniego zagrał Gustaw Holoubek, a Wagnera – Jarosław Gajewski.

Anna Marchwińska i Aleksandra Orłowska © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Anna Marchwińska i Aleksandra Orłowska © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Rossini to jeden z najbardziej niezwykłych kompozytorów w historii, to też jedna z najbardziej zagadkowych karier. W wieku 37 lat porzucił teatr operowy, przyczyny tego milczenia do dziś pozostają tajemnicą, może była to depresja, może wypalenie zawodowe. Ale przez kolejne lata cieszył się beztroskim życiem – był podobno znakomitym mistrzem kuchni, wymyślał własne przepisy, m.in. tournedos Rossini, czyli stek wołowy z foie gras, czarną truflą i sosem z madery, czy „maccheroni siringati” – cannelloni nadziewane farszem z gęsich wątróbek, szynki i trufli. To on wynalazł „panna montanta”, czyli bitą śmietanę. Jego nazwiskiem nazwano także popularny we Włoszech drink (prosecco z musem truskawkowym).

Ostatnim wielkim dziełem kompozytora jest niezwykła „Mała msza uroczysta”, napisana pierwotnie na kwartet solistów, chór, fisharmonię i dwa fortepiany. Jednym z ostatnich utworów Rossiniego była „La Corona d’Italia”, w której – jako jeden z pierwszych we włoskiej orkiestrze – wykorzystał saksofony, popularne już wówczas we Francji.

Salon Rossini w Filharmonii Narodowej © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Salon Rossini w Filharmonii Narodowej © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Ale tworzył miniatury fortepianowe i wokalne (jest ich blisko 200), które z właściwym sobie humorem nazwał „Grzechami starości”. Znajdziemy tam utwory o wyrafinowanych tytułach: „Moje poranne preludium higieniczne”, „Walc antytaneczny”, „Kaprysy mojej żony”, czy „O przyjemnościach podróżowania pociągiem”, w którym fortepian dosłownie imituje dźwięki lokomotywy. Do tekstu Metastasia „Mi lagnerò tacendo” („Cierpiałem w milczeniu”) stworzył kilkadziesiąt różnych wersji, ubierając tę samą literacko frazę w rozmaite formy muzyczne i traktując ją jako pole do popisu dla swojej niezwykłej inwencji melodycznej oraz stylistycznej.

Wcześniejszy cykl pieśni, duetów i kwartetów „Soirées musicales” („Wieczory muzyczne”) z 1835 roku składa się z dwunastu utworów. Także i te kompozycje od dawna fascynują twórców – przywołany już wcześniej Ryszard Wagner tak zachwycił się duetem „Li gondolieri”, że opracował własną wersję orkiestrową.

Zuzanna Nalewajek i Aleksandra Orłowska © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Zuzanna Nalewajek i Aleksandra Orłowska © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Wszystkie – w oryginalnie opracowanych wersjach głosowych – usłyszeliśmy w Filharmonii Narodowej. Wykonali je artyści o znaczących już osiągnięciach artystycznych, których nie trzeba tu przedstawiać. Najsłynniejszy utwór z cyklu, rozsławiany przez tenorów – zwłaszcza Jana Kiepurę – wykonał Piotr Buszewski, artysta regularnie występujący na największych scenach operowych świata, m.in. w Metropolitan Opera, gdzie w tym sezonie śpiewa Alfreda w „Traviacie”, a w przyszłym pojawi się jako Tamino w „Czarodziejskim flecie” i Cassio w „Otellu” (Jagonem będzie Artur Ruciński). „La Danza” powróciła jeszcze na bis – tym razem z „małą (wielką) pomocą przyjaciół”, bo refren zaśpiewali wszyscy soliści.

Anna Marchwińska i Piotr Buszewski © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Anna Marchwińska i Piotr Buszewski © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Te pieśni niosą w sobie żar i ogień kompozytora operowego. Buszewski wykonał je z brawurą i mocą, bawiąc się wolumenem głosu, prezentując wzorcowe, drapieżne belcanto i imponującą swobodę w górze skali. Aleksandra Orłowska – która już wkrótce zaśpiewa Alicję Ford w najnowszej realizacji „Falstaffa” w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej – była w tych utworach bardzo „operowa”: olśniewała słodyczą i delikatnością piana, ale także szeroką frazą w momentach bardziej dramatycznych. Hubert Zapiór (solista Komische Oper w Berlinie) czarował nie tylko pięknym brzmieniem, lecz także interpretacyjną finezją. W ironicznej elegii na jednej nucie „Adieux à la vie” przedstawił pastisz umierającego bohatera – tu Rossini śmieje się z opery włoskiej, ale i z samego siebie.

Hubert Zapiór © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Hubert Zapiór © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Zuzanna Nalewajek, odnosząca sukcesy w repertuarze rossiniowskim (Izabella, Angelina), wykonała „Canzonettę spagnolę”, zadedykowaną przez Annę Marchwińską Ewie Podleś – artystce niezwykle silnie związanej z Rossinim. „Canzonetta” była jej ulubionym bisem; razem z Anną Marchwińską wykonywały ją wielokrotnie. Nalewajek operuje zresztą wspaniałą techniką koloratury, ma też wokalną wyobraźnię i przedstawiła wyrafinowane, przemyślane ornamenty we wszystkich śpiewanych utworach.

Anna Marchwińska i Zuzanna Nalewajek © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Anna Marchwińska i Zuzanna Nalewajek © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Anna Marchwińska z niezwykłą uwagą i skupieniem – chwilami wręcz heroicznie – partnerowała wszystkim solistom. Jej gra była zarazem zwariowana i szalona, pełna temperamentu, a jednocześnie wirtuozerska i pozostająca pod żelazną kontrolą; w tych kompozycjach kipiących energią potrafiła połączyć fantazję z precyzją i muzyczną dyscypliną, ale także wielkim, muzycznym sercem.

Piotr Buszewski, Aleksandra Orłowska, Zuzanna Nalewajek i Hubert Zapiór © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Piotr Buszewski, Aleksandra Orłowska, Zuzanna Nalewajek i Hubert Zapiór © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Była to uczta prawdziwego, frenetycznego belcanta. Artyści świetnie się ze sobą czuli, żartowali, tworząc atmosferę muzycznego salonu – zgodnie z zamysłem realizatorów, którzy chcieli przywołać ducha spotkań w paryskim Passy, gdzie Rossini z upodobaniem celebrował życie i sztukę.

Salon Rossini w Filharmonii Narodowej © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa
Salon Rossini w Filharmonii Narodowej © Grzesiek Mart / Filharmonia Narodowa

Co ciekawe, 17 lutego – w dniu warszawskiego koncertu – przypada Międzynarodowy Dzień Kota. Wprawdzie nie zabrzmiał „Duetto buffo di due gatti”, najbardziej znany żart z tego repertuaru, ale trudno było oprzeć się wrażeniu, że sama data koncertu była subtelnym, rossiniowskim mrugnięciem oka.

A sam wieczór? Po prostu był wspaniały.

reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne