Jeden z największych kompozytorów w historii muzyki miał karierę tyleż błyskotliwą, co zaskakującą. Gioachino Rossini zaczął komponować jako dziecko, a tworzenie oper zakończył jako młody człowiek. Gdy w 1829 roku odbyła się premiera jego ostatniej opery – „Wilhelma Tella” – miał zaledwie 37 lat. Dzieło, choć dziś uznawane za arcydzieło, początkowo nie odniosło sukcesu wśród publiczności. Doceniono je dopiero później – mimo że już Stendhal pisał, iż „dwa pierwsze akty napisał sam Bóg”.
„Wilhelm Tell” był operą niezwykłą – napisaną nowym językiem muzycznym, pozbawioną ornamentacyjnej brawury charakterystycznej dla wcześniejszych dzieł Rossiniego. Bliższa wielkiej operze francuskiej, a zarazem zachowująca niepowtarzalny styl kompozytora, przepełniona jest muzyką tęsknoty i dramatycznej głębi. A jednak po tym dziele Rossini nie stworzył już żadnej nowej opery.

Kompozytor – zmagający się z problemami zdrowotnymi, lecz odzyskujący radość życia – oddał się sztuce kulinarnej, tworzył wyrafinowane przepisy i wynajdywał nowe potrawy (to on wynalazł bitą śmietaną). Jednocześnie organizował w swojej podparyskiej rezydencji w Passy słynne „muzyczne soboty”, na które zapraszał najwybitniejszych przedstawicieli świata kultury. o wystawnych kolacjach, godzinami dyskutowano o sztuce i przysłuchiwano się koncertom. Bywali tam m.in. Giuseppe Verdi i Arrigo Boito, zachował się też opis spotkania z Ryszardem Wagnerem.
Choć wycofał się z opery, nie przestał komponować. Powstały wówczas arcydzieła, takie jak „Stabat Mater” czy „Petite messe solennelle” – napisana pierwotnie na dwa fortepiany, fisharmonię, kwartet solistów i chór. Obok nich narodziły się niezwykłe utwory kameralne i fortepianowe: „Soirées musicales”, z których pochodzi słynna tenorowa „La Danza”, oraz cykl „Péchés de vieillesse” – „Grzechy starości”, jak z właściwą sobie autoironią określił je sam kompozytor.

To blisko dwieście miniatur – pieśni i utworów fortepianowych, poważnych i żartobliwych, pełnych błyskotliwego humoru i muzycznej finezji. Z pozoru proste, w istocie stawiają wykonawcom ogromne wymagania. Niezwykle rzadko wykonywane – nie tylko w Polsce, lecz i na świecie – za każdym razem stają się prawdziwą sensacją.
Wystąpią znakomici soliści: Aleksandra Orłowska (sopran), Zuzanna Nalewajek (mezzosopran), Piotr Buszewski (tenor) i Hubert Zapiór (baryton), a towarzyszyć im będzie wybitna pianistka Anna Marchwińska. Wieczór w Filharmonii stanie się we wtorkowy wieczór salonem Rossiniego w Passy.

