Ośle opowieści. Premiera „The Fairy Queen” w Polskiej Operze Królewskiej

Dotarłszy na przygotowaną przez Polską Operę Królewską premierę „The Fairy Queen”, zdumiony łamałem sobie głowę, czy aby na pewno oglądam nową inscenizację masek Henry’ego Purcella, powstałych do adaptacji komedii „Sen nocy letniej” Williama Shakespeare’a?

Po trzech tytułach Benjamina Brittena, zrealizowanych na scenie Teatru Królewskiego, teraz Kamila Siwińska sięgnęła po dzieło ojca angielskiej opery, Henry’ego Purcella. Zarówno dwie poprzednie prace reżyserki – „The Rape of Lucretia” i „The Turn of the screw”, nie licząc familijnego „Let’s Make an Opera” – jak i najnowsza, „The Fairy Queen”, utrzymane są w bardzo indywidualnym, nieco powtarzalnym, za to jednorodnym i rozpoznawalnym już stylu. Siwińska stosuje wyrafinowane środki inscenizacyjne, a dosłowności chętnie zastępuje niedopowiedzeniami.

Skromną scenografię stanowią tiulowe kurtyny, na których wyświetlane są jej autorskie projekcje. Ogromnym atutem są kostiumy Doroty Kołodyńskiej: zwiewne szaty, nawiązujące do greckiego antyku, a ponadto niezwykle oryginalne, zaprojektowane z imponującą dbałością o detale suknie ze stelażami i różnorodne nakrycia głowy dla solistów i roztańczonego Zespołu Wokalnego. Dodatkowo dzięki dowcipnej choreografii Jarosława Stańka i wrażliwemu oświetleniu sceny przez Paulinę Góral, inscenizacja zyskuje cechy estetycznego widowiska.

Ewa Błaszczyk (Tytania), Zespół Wokalny POK © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska
Ewa Błaszczyk (Tytania), Zespół Wokalny POK © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska

Paradoksalnie w spektaklu Kamili Siwińskiej niewiele pozostało z tego, co właściwie stworzył Purcell wraz ze swoimi współpracownikami z londyńskiego Dorset Garden Theatre. Zgodnie ze wskazówkami reżyserki, Małgorzata Sikorska-Miszczuk opracowała koncepcję dramaturgiczną i nowy scenariusz ustępów dramatycznych – nieprecyzyjnie określony przez realizatorów jako przekład fragmentów „Snu nocy letniej”, bo został on dość luźno oparty jedynie na wybranych motywach komedii Williama Shakespeare’a, a w gruncie rzeczy jest fantazją wyobraźni jego autorek.

Zespół Wokalny POK, w środku Tomasz Nosinski (Lizander) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska
Zespół Wokalny POK, w środku Tomasz Nosinski (Lizander) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska

W ich ujęciu akcja spektaklu równolegle rozgrywa się na trzech, w przeważającym stopniu niezależnych od siebie planach – czasem przenikających się i wzajemnie komentujących, częściej zaś samodzielnie budujących swe narracje, które w dodatku zostały pozbawione logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego. Poszarpane wątki szekspirowskiej komedii, z której pozostawiono niewiele ponad imiona bohaterów i zarys łączących ich relacji, zostały do przesady uwspółcześnione – w tekście pojawiają się warszawskie adresy, tramwaje, wątki hipsterskie, jakby Siwińskiej gdzieniegdzie przestały wystarczać umiejętnie stosowane niegdyś symbole i wieloznaczności.

Próbowała ona stworzyć opowieść o toksycznej miłości: Oberon (Krzysztof Strużycki), mistrz manipulacji, nagminnie zdradza swoją żonę, Tytanię (Ewa Błaszczyk), ona zaś ulega przedziwnej fascynacji postacią Osła (Kamil Zdebel w partiach mówionych w projekcjach i debiutujący w POKu baryton Mateusz Kulczyński w partiach wokalnych). U Shakespeare’a był on elementem komedii omyłek – tutaj jako motyw przewodni inscenizacji stał się symbolem emocjonalnego uzależnienia: rozkochuje w sobie kobietę, a następnie, osiągnąwszy cel, zmienia przedmiot zainteresowania. Groteskowy charakter ma finałowa scena, gdy Osioł pojawia się jako bóg małżeństwa, Hymen – trudniej natomiast uzasadnić wykonywanie przez niego innych fragmentów masek, chociażby komicznej sceny pijanego, jąkającego się poety.

Aleksander Rewiński (Tajemnica) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska
Aleksander Rewiński (Tajemnica) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska

Odurzona uczuciem Tytania spełnia kolejne zachcianki obiektu swego pożądania, w czym pomaga jej gejowska para Musztardki i Pajęczynki – w nich, nie wiedzieć czemu, wcielają się ci sami aktorzy, grający również role Lizandra (Tomasz Nosinski) i Demetriusza (Marcin Pempuś), kochanków Hermii (Natalia Rybicka) i Heleny (Monika Obara). Pomimo znakomitej gry aktorów zarówno na scenie, jak i w projekcjach wideo, w powstałym rozgardiaszu trudno doszukać się spójnej, potoczystej dramaturgii o linearnej ciągłości. Całość tworzy eklektyczny pastisz, ocierający się o parodię – również za sprawą obecnych w tekście żartów, które zamiast śmieszyć przynoszą zażenowanie i gorzkie rozczarowanie całościową koncepcją inscenizacji.

Monika Obara (Helena), Zespół Wokalny POK © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska
Monika Obara (Helena), Zespół Wokalny POK © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska

Po partiach aktorów, na trzecim planie – zdawałoby się, że dla widza Polskiej Opery Królewskiej najistotniejszym, bo ani nazwisko Shakespeare’a, ani Sikorskiej-Miszczuk nie znalazło się na plakacie wśród autorów spektaklu – pozostały maski Purcella, potraktowane po macoszemu za przyzwoleniem kierownika muzycznego premiery, Krzysztofa Garstki, który w książce programowej otwarcie przyznał, że „wybór fragmentów muzycznych w pełni podyktowany jest koncepcją reżyserską”. Zamiast być przerywnikami akcji dramatycznej z własną fabułą, stały się one jej dopowiedzeniami i komentarzami.

Jasną stroną premierowego spektaklu było z kolei błyskotliwe wykonanie fragmentów tej partytury przez muzyków Polskiej Opery Królewskiej. Zbiorowym bohaterem stał się przygotowany przez Karola Knapińskiego Zespół Wokalny, który nie tylko znakomicie śpiewał, ale również wywiązywał się z rozmaitych wyzwań aktorskich i tanecznych – na czele z Andrzejem Klepackim i Janem Machowskim w charakterystycznych rolach Czarnych wdów. Chórzystom w niczym nie ustępowała poprowadzona zza klawesynu przez Krzysztofa Garstkę Capella Regia Polona, która z powodzeniem ukazała całe bogactwo tej niezwykłej muzyki, włącznie z brawurową solówką fletów i imitacją echa przez trąbki.

Małgorzata Trojanowska (Wróżka), Andrzej Klepacki, Jan Machowski (Czarne wdowy) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska
Małgorzata Trojanowska (Wróżka), Andrzej Klepacki, Jan Machowski (Czarne wdowy) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska

Po groteskowym wykonaniu partii Toski w Łodzi, teraz absolutnie urzekła mnie Małgorzata Trojanowska (Wróżka), której sopran znacznie naturalniej brzmi w bardziej kameralnym repertuarze – dzięki szlachetnemu operowaniu barwą doskonale sprawdził się w lirycznym lamencie „O let me weep”. Znakomicie w ostatnich kilku latach rozwinął się tenor Aleksandra Rewińskiego (Tajemnica), obecnie o pięknie zaokrąglonym, wyrównanym brzmieniu, który z sukcesami rozszerza swój repertuar o kolejne partie barokowe. Słabiej tym razem wypadł charyzmatyczny scenicznie Paweł Michalczuk (Sen) w zbyt niskich dla swego barytonu partiach. Całość wdzięcznie dopełniły sopranistka Iwona Lubowicz (Nimfa) oraz obdarzona ponadprzeciętnym poczuciem humoru mezzosopranistka Aneta Łukaszewicz (Słońce).

W ostatnich scenach bohaterowie, bodaj chcąc usprawiedliwić niektóre pomysły realizatorów, przyznają zgodnie, że wszystko, co właśnie się wydarzyło, było tylko snem – a przecież wiemy, że we śnie wszystko zdarzyć się może…

Aneta Łukaszewicz (Słońce), Mateusz Kulczyński (Osioł) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska
Aneta Łukaszewicz (Słońce), Mateusz Kulczyński (Osioł) © Karolina Jóźwiak/ Polska Opera Królewska

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne