„To była rzeź”, czyli jak zastąpić Kammersängerin? „Nabucco” w Wiedniu

Tegoroczne przedstawienia „Nabucca” w Wiener Staatsoper zostały zaplanowane specjalnie z myślą o Annie Netrebko. Dantejskie sceny rozegrały się podczas drugiego ze spektakli w poniedziałek, 2 marca 2026 roku, kiedy to decyzję niedysponowanej Rosjanki o odwołaniu występu przekazano dopiero przed podniesieniem kurtyny, a katastrofalne wykonanie partii Abigaille przez Eliškę Weissovą przeszło najśmielsze wyobrażenia buczącej publiczności.

Obecna inscenizacja „Nabucca” Giuseppe Verdiego w reżyserii Güntera Krämera prezentowana jest w Wiener Staatsoper nieprzerwanie od 2001 roku. Wówczas w premierowym spektaklu pod batutą Fabia Luisiego w partiach Abigaille i Nabucca wystąpili Maria Guleghina i Leo Nucci. Przez ostatnie ćwierć wieku obsady zmieniały się wielokrotnie: w 2013 roku w roli tytułowej występował Andrzej Dobber, a w 2021 roku występem również w tej roli swoje 80. urodziny celebrował Plácido Domingo (z Anną Pirozzi w partii Abigaille).

Całość rozgrywa się na niemal pustej (scenografia: Petra Buchholz, Manfred Voss), słabo oświetlonej scenie (reżyseria świateł: Manfred Voss), a ubranym w garnitury i płaszcze artystom (kostiumy: Falk Bauer) towarzyszy zaledwie parę rekwizytów – walizki, krzesło, dziecięcy wózek czy zabawki. Pojawiają się również drobne nawiązania do kultury żydowskiej – zarówno w kostiumach, jak i w wyświetlanych projekcjach (alfabet hebrajski). Ciekawym pomysłem jest wykorzystanie w „Va, pensiero” portretów ofiar Holokaustu, ale ten wzruszający zabieg nie wnosi zbyt wiele do ogólnej koncepcji Krämera. Trudno w ogóle doszukać się jakiegoś głębszego zamysłu w tej inscenizacji, która w wielu momentach staje się po prostu typowym „koncertem w kostiumach”, pozostawiając przestrzeń dla wokalno-aktorskich kreacji solistów.

Anna Netrebko (Abigaille), Amartuvshin Enkhbat (Nabucco) © Wiener Staatsoper / Michael Poehn
Anna Netrebko (Abigaille), Amartuvshin Enkhbat (Nabucco) © Wiener Staatsoper / Michael Poehn

Tegoroczne spektakle w wiedeńskim teatrze zostały zaplanowane specjalnie z myślą o Annie Netrebko, która partię Abigaille włączyła do swojego repertuaru w 2023 roku – debiutowała podczas International May Festival w Wiesbaden, a następnie występowała w niej w Staatsoper Unter den Linden w Berlinie czy podczas festiwalu Arena di Verona. Występ śpiewaczki podczas pierwszego spektaklu (27 lutego 2026) spotkał się z mieszanym odbiorem, co dodatkowo podsyciło zainteresowanie publiczności, wybierającej się na kolejne przedstawienia. Drugi z zaplanowanych wieczorów (2 marca 2026), na którym byłem, rozpoczął się ogłoszeniem, że niedysponowana Netrebko w ostatniej chwili podjęła decyzję o odwołaniu występu. Nazwiska zastępczyni nie podano, a na widowni zrobiło się niezłe zamieszanie – niewielka część fanów Rosjanki demonstracyjnie ruszyła nawet z najdroższych miejsc do wyjścia.

Amartuvshin Enkhbat (Nabucco), Alexander Vinogradov (Zaccaria), Anna Netrebko (Abigaille) © Wiener Staatsoper / Michael Poehn
Amartuvshin Enkhbat (Nabucco), Aleksander Winogradow (Zaccaria), Anna Netrebko (Abigaille) © Wiener Staatsoper / Michael Poehn

Przedstawienie rozpoczęło się przy grobowych nastrojach widzów, co najwidoczniej udzieliło się artystom. Orkiestra z początku grała ciężko i nerwowo, a nie pomagał też dyrygent Marco Armiliato, który zupełnie niepotrzebnie chciał z uwertury stworzyć coś na kształt marsza wojskowego, nadmiernie eksponując dęte blaszane i perkusję. Nic z belcantowego rysu partii Zachariasza nie robił sobie Aleksander Winogradow, wykonujący swą arię z I aktu w jednakowej dynamice, nie odczuwając potrzeby dbałości o urodę dźwięku i prowadzenia frazy.

Najśmielsze wyobrażenia przeszła sama Abigaille, intonująca swą wejściową frazę „Guerrieri, è preso il tempio!” przeraźliwie rozwibrowanym od pierwszych dźwięków głosem. W następującym po recytatywie tercecie „tajemnicza dama” (bo nadal nie znaliśmy ani jej nazwiska, ani pochodzenia) obnażyła wszelkie braki swego warsztatu: począwszy od ordynarnej wymowy języka włoskiego, poprzez niedostateczne wyrównanie głosu w rejestrach (dudniące doły, jałowa średnica i krzykliwy, nieprecyzyjny intonacyjnie górny odcinek skali), aż po omijanie trudniejszych, mniej wygodnych fragmentów partii i karykaturalną grę aktorską.

Alexander Vinogradov (Zaccaria)  © Wiener Staatsoper / Michael Poehn
Aleksander Winogradow (Zaccaria) © Wiener Staatsoper / Michael Poehn

Skrycie liczyłem, że mordercza scena z początku II aktu zostanie awaryjnie zwidowana, ale niestety – już recytatyw został przyjęty przez temperamentną, wiedeńską publiczność głośnym buczeniem, a podczas cabaletty widzowie galerii głośno domagali się wstrzymania spektaklu („Basta!”) lub zwrotu pieniędzy za bilety („Geld zurück!”). „To była rzeź” – relacjonował portal Online Merker następnego poranka. Pomiędzy II a III aktem publiczności została podana informacja, że ową „tajemniczą damą” jest Eliška Weissová – czeska śpiewaczka, która kilka lat temu przeszła z ról mezzosopranowych do repertuaru sopranu dramatycznego, a obecnie kojarzona jest przede wszystkim z partiami Kościelnichy w „Jenufie” Leoša Janáčka, tytułowej Elektry i Izoldy.

Po przerwie atmosfera na widowni nieco się uspokoiła: raz, że spora część nerwowych widzów zdecydowała się opuścić teatr; dwa, że większość solistów lepiej śpiewała w drugiej części wieczoru. Weissová wypadła poprawnie w duecie z III aktu, choć już w finałowej modlitwie nie obyło się szatkowania frazy i niefortunnych „kogutów”. Winogradow – po kompletnie bezbarwnej, wykonanej bez krztyny miękkiego legata modlitwie w II akcie – we wzniosłym proroctwie w akcie III ni stąd, ni zowąd objawił się jako charyzmatyczny przywódca żydowskiego narodu. Potencjał bogatego w barwie mezzosopranu dramatycznego zaprezentowała Monika Bohinec jako Fenena, której chętnie jeszcze kiedyś posłuchałbym w obszerniejszej partii.

Amartuvshin Enkhbat (Nabucco), Monika Bohinec (Fenena), Alexander Vinogradov (Zaccaria)  © Wiener Staatsoper / Michael Poehn
Amartuvshin Enkhbat (Nabucco), Monika Bohinec (Fenena), Aleksander Winogradow (Zaccaria) © Wiener Staatsoper / Michael Poehn

Owacyjnie przyjętym przez publiczność bohaterem wieczoru był mongolski śpiewak Amartusvhin Enkhbat w partii tytułowej – i nie będę ukrywał, że to ze względu na jego występ udałem się do Wiednia. Sam nie wiem, czy bardziej urzekł mnie on wrażliwym ukazaniem obłędu Nabucca, czy prostą z pozoru modlitwą do Jehowy, z której uczynił wyrafinowaną, belcantową arię ozdobioną bohaterską cabalettą. Jego bogaty w alikwoty, mięsisty baryton czaruje prawie niespotykaną dziś już naturalną techniką, krągłym frazowaniem i mistrzowskim dysponowaniem oddechem.

Świetnie zaprezentował się wspaniale brzmiący chór, każdym swoim wejściem wnoszący do spektaklu ożywczą energię, z uczuciową interpretacją słynnego „Va, pensiero”. Jedynie Marco Armiliato pozostał przy „militarnym” stylu prowadzenia orkiestry, a piękniejsze fragmenty zawdzięczaliśmy raczej świetnym muzykom zespołu – fleciście czy sześciorgu wiolonczelistom.

Monika Bohinec (Fenena), Alexander Vinogradov (Zaccaria)  © Wiener Staatsoper / Michael Poehn
Monika Bohinec (Fenena), Aleksander Winogradow (Zaccaria) © Wiener Staatsoper / Michael Poehn

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne