Między miłością a zagładą. Imponująca „Walkiria” w Operze Leśnej

„Walkiria” w Operze Leśnej w Sopocie okazała się nie tylko wspaniałym widowiskiem muzycznym, ale także spektaklem o niezwykłej sile znaczeń. Koprodukcja Royal Danish Theatre i Greek National Opera, zaprezentowana na inaugurację IV Baltic Opera Festival, zachwyca plastycznością, inteligentną reżyserią i znakomitymi kreacjami wokalnymi. To przedstawienie, które przypomina, że wielka sztuka nigdy nie mówi wyłącznie o przeszłości – zawsze opowiada również o nas samych.

„Walkiria”, inaugurująca IV Baltic Opera Festival, to kolejna produkcja, która znakomicie wykorzystuje niezwykły potencjał Opery Leśnej w Sopocie. Naturalna sceneria drzew otaczających widownię staje się tu integralnym elementem spektaklu, tworząc przestrzeń niemalże mityczną. Koprodukcja Royal Danish Theatre i Greek National Opera jest widowiskiem jednocześnie prostym i wyrafinowanym – oszczędnym w środkach, lecz niezwykle bogatym w symbole i znaczenia. Dzięki obrotowej scenie oraz przemyślanej organizacji przestrzeni inscenizacja nieustannie zaskakuje, prowadząc widza od realistycznego dramatu do metaforycznej opowieści o świecie pogrążającym się w chaosie.

To właśnie cenię najbardziej we współczesnym teatrze operowym – odwagę poszukiwania nowych sensów. Wielkie dzieła są uniwersalne właśnie dlatego, że nie zamykają się w jednej interpretacji. Każde kolejne pokolenie może odnaleźć w nich własne doświadczenia i własną prawdę. Taką drogą podąża także inscenizacja Johna Fulljamesa.

„Walkiria” na Baltic Opera Festival © Krzysztof' Mystkowski
„Walkiria” na Baltic Opera Festival © Krzysztof’ Mystkowski

Baltic Opera Festival, zainicjowany w 2023 roku przez Tomasza Koniecznego, od początku jest czymś znacznie więcej niż przeglądem operowych spektakli. Tegoroczna edycja, której motywem przewodnim są mity, opowieści i historie budujące wspólnotę, doskonale wpisuje się w przesłanie „Walkirii”. Wagnerowski dramat pokazuje bowiem, że opowieści nie są jedynie reliktem przeszłości – porządkują pamięć, pomagają zrozumieć teraźniejszość i uczą odpowiedzialności za przyszłość.

Reżyser John Fulljames ukazuje Wotana jako współczesnego „architekta świata” – człowieka sprawującego władzę poprzez projektowanie rzeczywistości. Akcja została przeniesiona do przypominającego nowoczesne studio projektowe wnętrza, gdzie rodzą się decyzje wpływające na los innych. Córki Wotana nie są już jedynie walkiriami – stają się jego współpracowniczkami, kreślącymi kolejne plany niczym Mojry przędące nić ludzkiego losu. Na ich oczach rozgrywa się dramat Zyglindy (Sieglinde) i Zygmunta (Siegmund), historia przemocy, zakazanej miłości i buntu wobec narzuconego porządku. Nad wszystkim od początku czuwa Wotan, obserwujący wydarzenia niczym twórca i kierownik własnego projektu.

Tomasz Konieczny jako Wotan w „Walkirii” na Baltic Opera Festival © Karpati&Zarewicz
Tomasz Konieczny jako Wotan w „Walkirii” na Baltic Opera Festival © Karpati&Zarewicz

Trudno przy tym nie przecenić jeszcze jednego znaczenia w tej inscenizacji. Wotan sprawuje kontrolę nad scenicznym światem, a Tomasz Konieczny – dyrektor artystyczny Baltic Opera Festival – zdaje się z podobną konsekwencją czuwać nad całym przedsięwzięciem. Ta podwójna obecność nadaje spektaklowi dodatkowy wymiar.

Konieczny śpiewał tę partię w wielu produkcjach, ale przy kopenhaskiej realizacji – jak sam podkreślał – miał również wpływ na sposób budowania swojej postaci. To doświadczenie jest doskonale słyszalne i widoczne. Artysta nie koncentruje się na samym pięknie brzmienia. Znacznie ważniejsza pozostaje dla niego prawda dramatyczna. Posługuje się charakterystyczną dla niemieckiej szkoły śpiewu techniką podporządkowaną słowu i znaczeniu, nie zaś belcantowej urodzie dźwięku. Nie boi się ostrych kontrastów – potrafi krzyczeć, szeptać, gwałtownie zmieniać barwę głosu i dynamikę frazy, zawsze pozostając całkowicie wiarygodnym. Znakomity jest też aktorsko. Nawet w chwilach milczenia pozostaje absolutnym centrum wydarzeń i doskonale potrafi zawładnąć sceną.

Tomasz Konieczny (Wotan) i Stéphanie Müther (Brunhilda) © Krzysztof' Mystkowski
Tomasz Konieczny (Wotan) i Stéphanie Müther (Brunhilda) © Krzysztof’ Mystkowski

Przypomniały mi się słowa Kory z utworu „Mandragora” Maanamu: „Przeszłość to bajki są i baśnie, bogowie jak bracia i siostry…”. Wagner wykorzystuje germańskie mity, lecz jego opowieść prowadzi do zupełnie innych wniosków. Świat „Walkirii” jest światem skazanym na zagładę nie dlatego, że rządzą nim źli ludzie, lecz dlatego, że sam system oparty na władzy, kontroli i łamaniu własnych zasad nie może przetrwać. Bogowie także przegrywają. Wotan, demiurg i władca tego świata, okazuje się bezsilny wobec własnych decyzji. Musi podporządkować się swojej małżonce – strażniczce prawa i małżeńskiej przysięgi.

Małgorzata Walewska (Fricka) © Karpati&Zarewicz
Małgorzata Walewska (Fricka) © Karpati&Zarewicz

W tej roli po raz pierwszy wystąpiła Małgorzata Walewska. Jej monumentalna, posągowa Fricka staje się jedną z najważniejszych postaci całego dramatu. Pięknie prowadzony mezzosopran łączy z niezwykłą siłą wyrazu, choć momentami aktorka zbyt mocno podkreśla agresję swojej bohaterki. Znacznie ciekawsze wydają się chwile, gdy Fricka zwycięża nie siłą, lecz psychologiczną przewagą nad Wotanem. Spektakl pełen jest zresztą znaczących rekwizytów i symbolicznych gestów – jak choćby odrzucenie zwierzęcego kołnierza, które staje się wyraźnym znakiem zanegowania dotychczasowego porządku.

W trzecim akcie znika przestrzeń projektowego biura. Jej miejsce zajmuje monumentalna konstrukcja drewnianych schodów, na których rozgrywa się finał dramatu. Scenografia Toma Scutta – oparta na oryginalnej koncepcji przygotowanej dla Royal Danish Opera – znakomicie współgra z naturalnym otoczeniem Opery Leśnej. Drzewa stają się częścią opowieści, podkreślając ponadczasowy charakter mitu i wzmacniając niezwykłą atmosferę tego przedstawienia.

Izabela Matuła (Zyglinda) © Karpati&Zarewicz
Izabela Matuła (Zyglinda) © Karpati&Zarewicz

Ale przede wszystkim jest to jednak opowieść o zakazanej miłości rodzeństwa – Zyglindy i Zygmunta. To właśnie ta relacja stanowi emocjonalne centrum całego dramatu. Izabela Matuła, dla której był to także debiut w roli, stworzyła Zyglindę wręcz wymarzoną. Jej dramatyczny sopran zachwycał szlachetnym brzmieniem, nasyconym ciepłem i słodyczą, a jednocześnie – gdy wymagała tego sytuacja – rozpaczą, desperacją i ogromnym napięciem emocjonalnym. To właśnie Zyglinda otrzymała od Wagnera jedne z najpiękniejszych kart wokalnych całej opery, a Matuła potrafiła w pełni wykorzystać ich potencjał. Śpiewając z wykorzystaniem włoskiej techniki bel canta i romantycznej frazy, stworzyła kreację niezwykle poruszającą. Był to bez wątpienia jeden z największych triumfów tego wieczoru.

Stanislas de Barbeyrac (Zygmund) © Karpati&Zarewicz
Stanislas de Barbeyrac (Zygmund) © Karpati&Zarewicz

Równie znakomity okazał się Stanislas de Barbeyrac jako Zygmunt. Francuski tenor dysponuje ciemnym, bohaterskim głosem o wyraźnie antylirycznym charakterze, a przy tym imponuje kulturą śpiewu i inteligencją interpretacji. Nie forsuje głosu, nie walczy z partią – prowadzi ją z naturalnością i swobodą, zachowując jednocześnie dramatyczną siłę wyrazu. Na tle tak znakomitych kreacji nieco słabiej wypadła Stéphanie Müther jako Brünnhilda. Jej głos ma wyraźnie liryczne predyspozycje, przez co momentami sprawiała wrażenie śpiewaczki próbującej sztucznie powiększyć brzmienie, by sprostać wymaganiom partii. Niemniej aktorsko pozostawała przekonująca – jej dziewicza Brünnhilda dopiero odkrywała prawdziwy świat ludzi, jego namiętności i nikczemności.

Niezwykle sugestywną kreację stworzył natomiast René Pape. Legendarny niemiecki bas uczynił z Hundinga postać naprawdę demoniczną i budzącą autentyczny niepokój. Każde jego wejście na scenę niosło ze sobą atmosferę zagrożenia, a charyzma artysty po raz kolejny potwierdziła jego światową klasę.

René Pape (Hunding)i Stanislas de Barbeyrac (Zygmund) © Karpati&Zarewicz
René Pape (Hunding)i Stanislas de Barbeyrac (Zygmund) © Karpati&Zarewicz

Orkiestrę Opery Bałtyckiej, występującą we współpracy z Orkiestrą Symfoniczną Lwowskiej Filharmonii Narodowej im. Myrosława Skoryka, poprowadził Axel Kober. Dyrygent z imponującą precyzją budował dramaturgię spektaklu, znakomicie kontrolując monumentalną wagnerowską materię. Potrafił wydobyć zarówno potęgę orkiestry, jak i subtelność romantycznej frazy, nie tracąc ani na chwilę napięcia muzycznej opowieści. Warto przypomnieć, że całkiem niedawno orkiestra Opery Bałtyckiej przeszła swoistą próbę ognia, znakomicie wykonując pod batutą Yaroslava Shemeta „Kawalera srebrnej róży” Richarda Straussa. „Walkiria” to oczywiście dzieło o jeszcze większym ciężarze gatunkowym i odmiennych wymaganiach, ale zespół był niejako oswojony z niezwykłą niemiecką materią i zabrzmiało to znakomicie.

Interesująco obsadzono również osiem pozostałych Walkirii: Gerhildę (Katarzyna Wietrzny), Ortlinde (Natalia Rubiś), Waltrautę (Magdalena Pluta), Schwertleitę (Joanna Motulewicz), Helmwige (Annika Egert), Siegrune (Iwona Wall), Grimgerde (Anna Bernacka) oraz Rossweisse (Barbara Bagińska). Muzycznie zespół brzmiał bardzo dobrze i tworzył wyrównaną całość, choć można było odnieść wrażenie, że w słynnej „Jeździe Walkirii” zabrakło jeszcze większej ekspresji i wspólnej, niemal żywiołowej energii.

Walkirie © Karpati&Zarewicz
Walkirie © Karpati&Zarewicz

To niezwykle sugestywne przedstawienie będzie można zobaczyć w Operze Leśnej jeszcze tylko raz – 5 lipca 2026 roku. Warto skorzystać z tej okazji. „Walkiria” w reżyserii Johna Fulljamesa jest nie tylko znakomitą realizacją jednego z najważniejszych dzieł Wagnera, lecz także dowodem, że Baltic Opera Festival z roku na rok coraz wyraźniej zaznacza swoją pozycję na mapie najważniejszych wydarzeń operowych w Europie. To także wielkie święto Wagnera, prezentacja „Walkirii” wpisuje się w międzynarodowe obchody 150. rocznicy prapremiery tetralogii „Pierścień Nibelunga”. 

„Walkiria” na Baltic Opera Festival © Krzysztof' Mystkowski
„Walkiria” na Baltic Opera Festival © Krzysztof’ Mystkowski

Dodam, że nigdy wcześniej nie widziałem w Operze Leśnej tak wielkich tłumów. Publiczność oglądała spektakl w pełnym skupieniu i napięciu, a przez cały wieczór praktycznie nie dostrzegłem osób opuszczających widownię przed zakończeniem przedstawienia. Mimo że „Walkiria” jest dziełem długim i wymagającym – spektakl rozpoczął się o 17.30, a zakończył tuż przed 23.00 – Opera Leśna pozostała wypełniona niemal do ostatniej minuty. To najlepszy dowód nie tylko na sukces tego wykonania, lecz także na ogromne zainteresowanie twórczością Richarda Wagnera w Polce.

„Walkiria” na Baltic Opera Festival © Krzysztof' Mystkowski
„Walkiria” na Baltic Opera Festival © Krzysztof’ Mystkowski

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne