Schyłek mitu końcem teatru. „Zygfryd” i „Zmierzch bogów” w Deutsche Oper Berlin

W prezentowanej w Deutsche Oper Berlin inscenizacji „Pierścienia Nibelunga” reżyser Stefan Herheim prowadzi widza od narodzin mitu do jego ostatecznego rozpadu. Finał tetralogii zachwyca wysokim poziomem wokalnym i muzycznym, na czele z wybitną kreacją Claya Hilleya w roli Zygfryda.

Tydzień po spektaklach „Złota Renu” i „Walkirii” (relację ze spektakli można przeczytać tutaj) ponownie wybrałem się do Berlina, by obejrzeć dwie ostatnie części „Pierścienia Nibelunga” – „Zygfryda” i „Zmierzch bogów”.

W „Zygfrydzie” wzgórza walizek imitują puszczę, skrywającą zarówno grotę Mimego, jak i jaskinię Fafnera. Tytułowy bohater porusza się po świecie, którego konstrukcja symbolizuje bagaż doświadczeń pozostawionych przez poprzednie pokolenia. Reżyser Stefan Herheim podkreśla, że walizki stanowią kontinuum przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Zygfryd, po śmierci Zyglindy i Zygmunta, jest „nowym początkiem”, skazanym na poruszanie się po ruinach pamięci; jednostką otoczoną przeszłością, której znaczenia jeszcze nie rozumie; wreszcie – dzieckiem świata po katastrofie, które próbuje odnaleźć własną tożsamość.

Clay Hilley (Siegfried), Thomas Lehman (Gunther) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin
Clay Hilley (Siegfried), Thomas Lehman (Gunther) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin

Z kolei „Zmierzch bogów” w ujęciu Herheima nie jest opowieścią o kresie świata stworzonego przez Wotana. Ostatnia część tetralogii staje się refleksją nad losem europejskiej kultury. Bogowie giną, ponieważ wspólnota przestała podtrzymywać opowieść, kreować mit, który nadawał światu sens. Zapoczątkowany w „Złocie Renu” mechanizm „Pierścienia” – żywa legenda powstająca na oczach widzów jako akt zbiorowej wyobraźni – zaczyna się rozpadać.

Akcję umieszczono we foyer berlińskiej Deutsche Oper. Ród Gibichungów – społeczeństwo, które utraciło dawne wartości – został przedstawiony jako teatralna publiczność. Elegancko ubrani widzowie okazują się podatni na manipulacje Hagena, bez reszty podporządkowanego żądzy władzy. Nie będąc ani bohaterami opowieści, ani bogami, pozostają jedynie biernymi obserwatorami tragedii. Wraz z końcem historii Wotana i Brunhildy kończy się również sama iluzja teatru.

Clay Hilley (Siegfried) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin
Clay Hilley (Siegfried) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin

Jeszcze większe wrażenie niż podczas dwóch pierwszych części tetralogii zrobiła na mnie gra orkiestry. Zachwycała nie tylko precyzją i klarownością wejść poszczególnych sekcji, lecz także znacznie pełniejszym udziałem w budowaniu dramaturgii spektaklu. Prowadzący zespół Sir Donald Runnicles dbał o przejrzystość faktury, narracyjną ciągłość, a także o odpowiednią równowagę między sceną a orkiestronem, zawsze na pierwszym planie pozostawiając solistów i ich interpretacje.

Zarówno w „Zygfrydzie”, jak i w „Zmierzchu bogów” równych sobie nie miał Clay Hilley. W moim przekonaniu jest obecnie najwybitniejszym wykonawcą partii Zygfryda. Dysponuje solidnie osadzonym, dźwięcznym i nośnym głosem o złocistej barwie, znakomicie wyrównanym w całej skali. Jego brzmienie śpiewak odpowiednio różnicuje wraz z wewnętrzną ewolucją bohatera. Pięknie niuansuje frazy i sprawnie pokonuje niewygodne skoki interwałowe. Przy tym w poruszający sposób potrafi ukazać przemianę Zygfryda – od beztroskiego, nieświadomego własnych ograniczeń nastolatka po tragicznego bohatera, uwikłanego w świat intryg, zdrady i przeznaczenia.

Albert Pesendorfer (Hagen) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin
Albert Pesendorfer (Hagen) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin

Znakomity poziom prezentowały zresztą niemal całe obsady trzeciej i czwartej części „Pierścienia Nibelunga”. Podczas obu wieczorów fantastycznie wypadł, dysponujący hebanowym w barwie barytonem, Michael Sumuel w roli zgorzkniałego, owładniętego obsesją Alberyka. Kompletną kreację wokalno-aktorską stworzył Ya-Chung Huang w roli Mimego w „Zygfrydzie”, przede wszystkim dzięki nieprzeciętnemu poczuciu humoru, doskonałej dykcji i celowo przerysowanej realizacji partii. Zabłysnął niezwykle urodziwy bas Tobiasa Kehrera w partii Fafnera, a także rasowy kontralt Lauren Decker w partii Erdy.

W ich cieniu pozostawał Wędrowiec w ujęciu Iaina Patersona o wyraźnie zmęczonym, rozwibrowanym i nieczysto prowadzonym głosie. Pod względem wokalnym mniej przypadł mi do gustu pomysł obsadzenia w istotnej partii Leśnego Ptaszka solisty chóru chłopięcego, Corneliusa Parka, który w interpretacji Herheima ma być uosobieniem Zygfryda z dziecięcych lat.

Clay Hilley (Siegfried), Thomas Lehman (Gunther) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin
Clay Hilley (Siegfried), Thomas Lehman (Gunther) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin

Naturę Brunhildy w „Zygfrydzie” – walkirii wyrzekającej się boskiej mocy, by wybrać ludzką miłość – roziskrzonym od emocji sopranem doskonale oddała Elisabeth Teige. W „Zmierzchu bogów” w tę bohaterkę wcieliła się natomiast niezwykle muzykalna i charyzmatyczna Catherine Foster. Jedynym mankamentem jej dopracowanej interpretacji okazały się drobne problemy kondycyjne ujawniające się w kluczowej scenie finałowej.

Na pochwały zasłużyły także znakomicie zestrojone brzmieniowo Norny – Lauren Decker, Karis Tucker i Felicia Moore – czego nie można powiedzieć o Córach Renu – Woglindzie, Wellgundzie i Flosshildzie – w wykonaniu Niny Solodovnikovej, Karis Tucker i Stephanie Wake-Edwards.

Clay Hilley (Siegfried), Albert Pesendorfer (Hagen) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin
Clay Hilley (Siegfried), Albert Pesendorfer (Hagen) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin

Pełnokrwistym Hagenem okazał się Albert Pesendorfer o metalicznym, choć niekiedy prowadzonym na granicy szarży, basie. Szlachetniej zabrzmiał mięsisty baryton Thomasa Lehmana w roli Gunthera. Wyrazisty rys nadała postaci Waltrauty, obdarzona charakternym mezzosopranem, Annika Schlicht. Słabiej przy nich wypadła niepewna intonacyjnie Felicia Moore w roli Gutruny.

„Zygfryda” i „Zmierzch bogów” obejrzałem w Deutsche Oper Berlin w dniach 23 i 25 maja 2026 roku.

Ya-Chung Huang (Mime) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin
Ya-Chung Huang (Mime) © Bernd Uhlig/ Deutsche Oper Berlin

Jeśli cenisz nasze treści, możesz wesprzeć ORFEO symboliczną kawą ☕

Postaw kawę
reklamaspot_img
reklamaspot_img
reklamaspot_img

Również popularne